niedziela, 22 października 2017 r.

Lublin

Tylko się chować i wołać o pomoc

  Edytuj ten wpis
Dodano: 18 kwietnia 2007, 18:41
Autor: Ewa Stępień

Pielęgniarki ze Szpitala Neuropsychia- trycznego przy ul. Abramowickiej nie radzą sobie z pacjentami.

- Jest nas tak mało, że nie jesteśmy w stanie zapanować nad chorymi w szale - skarżą się.

- Na noc z kilkudziesięcioma chorymi na oddziale zostaje jedna pielęgniarka, salowy oraz jeden lekarz dyżurny na wszystkie oddziały psychiatryczne. Jeżeli pacjent dostanie delirki, nie można go opanować. Trzeba się chować i wzywać pomocy - o anonimowość prosi jedna z pielęgniarek
Siostry opowiadają o ostatnich groźnych wydarzeniach na młodzieżowym oddziale psychiatrycznym. - Tam trafiają także osoby zdemoralizowane, z poprawczaka - mówią. - Trzech pacjentów zdobyło alkohol. Upili się i doszło do awantury.

Zniszczono krzesła, szafkę, łóżko. Dwie dziewczyny umyślnie przegryzły sobie wargi i pluły na interweniujących salowych krwią. Trzeba było wzywać ochronę.
Według Marka Domańskiego, zastępcy dyrektora ds. medycznych szpitala, wszystko jest w porządku, ponieważ specyfika szpitala zakłada pobudzenie i agresję pacjentów. Jego zdaniem, obsada jest wystarczająca. - Koszty osobowe są kolosalne i nie pozwalają na większe zatrudnienie.
Dyrektor mówi, że na dużych oddziałach (50-70 łóżek) na noc zostają 2 pielęgniarki, 2 salowych. Na małych (20 łóżek) po jednej pielęgniarce i salowym. - To za mało. Tam, gdzie w zwykłym szpitalu wystarczy 2 salowych, w naszym potrzeba 10 - zauważają pracownicy.
Pielęgniarki twierdzą, że o napaściach i pobiciach głośno się nie mówi, bo tak jest lepiej dla wszystkich. A do inspekcji pracy pracodawca musi zgłaszać tylko wypadki śmiertelne, z ciężkim uszkodzeniem ciała oraz zbiorowe. - Ale takich w tym roku nie było - mówią w dyrekcji.
W ubiegłym roku zgłoszono jeden incydent. - Dotyczył pobicia dwóch salowych i dwóch ochroniarzy przez agresywnego pacjenta - mówi Krzysztof Sudoł, rzecznik prasowy Okręgowego Inspektoratu Pracy w Lublinie.
Chodzi o wypadek na V oddziale psychiatrycznym. Pacjent wpadł w szał. Rzucał w ludzi czym się da, w tym żelazną popielnicą. Dr Marek Bednarski, ordynator oddziału, oceniał wówczas, że w szpitalu brakuje personelu do pilnowania chorych. - A przepisy nie pozwalają na użycie środków obezwładniających, chociaż bardzo by się przydały w przypadku pacjentów agresywnych - dodawał.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!