niedziela, 20 sierpnia 2017 r.

Lublin

U nas znaleźli nowy dom

Dodano: 20 czerwca 2007, 17:16

Dla blisko dwustu osób mieszkających w ośrodku dla uchodźców, wczorajszy Międzynarodowy Dzień Uchodźcy był zupełnie zwykły.

U obcych. Ale dobry, bo bez wojny.

- W Polsce jesteśmy od roku - mówią Szamil i Maret. Tu - niecałe dwa tygodnie temu - przyszli na świat ich synowie. To śliczne, zdrowe bliźniaki - Ibrahim i Imran. Małżeństwo ma jeszcze trójkę starszych dzieci - dwie dziewczynki i chłopca. - W Czeczenii nie dało się żyć. Tam nikt nie był bezpieczny. Tu mamy spokój - tłumaczą.
Ich historia to tak naprawdę historia wszystkich czeczeńskich rodzin, które schroniły się w Polsce. A jest ich dużo. - Nasza placówkach ledwo mieści potrzebujących - twierdzi Wioleta Kędzierska, dyrektorka ośrodka przy Wrońskiej. Uchodźcy mają zapewniony dach nad głową, wyżywienie oraz opiekę medyczną, dostają też kieszonkowe - około 50 zł miesięcznie. O luksusach nie ma mowy. Rodzina ma do dyspozycji pokój, góra - dwa - jeśli jest wielodzietna. W środku wersalki, jakaś szafka, stół, pod ścianami mnóstwo różnych szpargałów. Kobiety wychowują dzieci, piorą, gotują; mężczyźni mają utrzymać rodzinę. Ale dopóki nie otrzymają statusu uchodźcy, oficjalnie pracować nie mogą.
Szamil trenuje boks w lubelskim klubie Olimp. Niedawno wziął udział w akcji "Stop agresji”, za co dostał dyplom i podziękowania od lubelskich władz. - Ludzie są tu bardzo życzliwi. Chciałbym tu zapuścić korzenie - zapewnia.
Wielu Czeczenów traktuje Polskę, jako kraj przechodni, choć oficjalnie się do tego nie przyznają. - Marzą o wyjeździe np. do Belgii. Tam mogą się utrzymać z samego zasiłku, u nas musieliby ciężko pracować - tłumaczy Kędzierska.
Na status uchodźcy i genewski dokument podróży, umożliwiający swobodne przekraczanie granic, trzeba jednak czekać. Procedury ciągną się miesiącami. - Mieszkam w ośrodku już ponad pół roku - mówi Fatima. Podoba mi się, ale czy zostaniemy tu na zawsze - nie wiem. Kobieta razem z mężem wychowuje trójkę dzieci - chłopca i dwie dziewczynki. Maluchy, podobnie jak wszystkie dzieci z ośrodka dla cudzoziemców, są wesołe i uśmiechnięte.
Na Wrońskiej na 163 uchodźców, ponad połowę stanowią dzieci. Nikt się nimi specjalnie nie przejmuje. Dużo czasu spędzają na dworze albo po prostu wałęsają się po korytarzach. Starsze chodzą do szkoły. I szybko uczą się polskiego. - Najważniejsze, że są bezpieczne, że nic, ani nikt im nie zagraża - mówią dorośli.

Więcej o życiu uchodźców w piątkowym Magazynie
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!