niedziela, 11 grudnia 2016 r.

Lublin

W końcu został ministrem

Dodano: 8 lipca 2002, 19:59

Nie uznaje sprzeciwu. Sam podejmuje wszystkie najważniejsze decyzje – zarzucają jedni. – Strasznie pracowity, szybko się uczy. Z typowego działacza PZPR umiał przekształcić się w europejskiego socjaldemokratę – mówią z kolei drudzy. Jaki jest Grzegorz Kurczuk, nowy minister sprawiedliwości?

Wiadomość o powołaniu w piątek Kurczuka do rządu nie była zaskoczeniem. Raczej zdziwieniem, że stało się to dopiero teraz. Już dwa lata temu, czyli na rok przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi, szef lubelskiego SLD wymieniany był jako „pewniak” na to stanowisko. Dlatego gdy jesienią ubiegłego roku premier nowego rządu Leszek Miller zdecydował się na Barbarę Piwnik, nawet sam Kurczuk nie krył zdziwienia.

Na początku była kobieta

Ale zanim doszło do tego, że jego nazwisko zaczęto w ogóle brać pod uwagę przy obsadzie najważniejszych stanowisk w państwie, upłynęło sporo czasu. Jeszcze kilka lat temu w lubelskiej lewicy liczyła się tylko jedna osoba: Izabella Sierakowska. Nie ma się co dziwić. Sierakowska miała podejście do wyborców. Od początku, gdy tylko zaangażowała się w politykę, odpowiadała na każdy list, nie zaniedbywała uroczystości i spotkań różnego kalibru.
Umiała także wczuć się w ludzkie uczucia. Gdy na wiecu wyborczym rozpłakała się staruszka, opowiadając o tym, jak jej się źle żyje, szlochała razem z nią. Na tym nie koniec. Nie bała się mieć swojego zdania, co podobało się dziennikarzom, którzy chętnie ją cytowali.
Przydomek gwiazdy i lokomotywy lubelskiej lewicy zyskała w wyborach 1997 roku. Wówczas otrzymała 52 tys. głosów. Najwięcej ze wszystkich lubelskich posłów. Tymczasem niespodziewanie, już kilka miesięcy później, jej gwiazda zaczęła gasnąć. Była coraz mniej widoczna. Straciła impet. Powoli zaczęła też tracić swoją pozycję w partii. Tak w centrali, jak w regionie. Ostatecznie jesienią 1999 roku podczas wyborów na szefa lubelskiego SLD delegaci wybrali Grzegorza Kurczuka. Dostał 134 głosy na 139 możliwych.

Lokomotywa na bis

I wydawało się, że gwiazda Sierakowskiej zgaśnie już na zawsze. Tymczasem latem ubiegłego roku jej nazwisko ponownie powróciło na pierwsze strony gazet. Wszystko za sprawą nie dającego się już ukryć konfliktu o przywództwo w partii, który od wielu miesięcy trwał między nią a Kurczukiem. Czarę goryczy przelała propozycja, by zamiast do Sejmu wystartowała do Senatu. Wśród zwolenników Sierakowskiej, głównie działaczy ZNP, zawrzało.
– Te spekulacje są brane z sufitu albo sugerowane przez osoby niechętne SLD. Nikt nie jest na tyle niemądry, by z takiej osoby zrezygnować – odpierał zarzuty przewodniczący lubelskiego SLD.
Ostatecznie skończyło się na tym, że Kurczuk – mimo że dostał namaszczenie centrali – zrzekł się pierwszego miejsca na liście do Sejmu na rzecz Sierakowskiej. – Są w życiu, także w działalności politycznej, chwile, gdy dla dobra własnego ugrupowania, a w konsekwencji także dla dobra ludzi, wypada czasem ograniczyć własne aspiracje – tak wówczas tłumaczył swoją decyzję obecny minister sprawiedliwości.
Wybory pokazały jednak, że gwiazda lewicy nie zgasła. Sierakowska ponownie pociągnęła całą listę. Zagłosowało na nią blisko 66 tysięcy wyborców. Na Kurczuka, który startował z drugiego miejsca – ponad 18 tys.

Ja tu rządzę

To było mistrzowskie pociągnięcie, także dla samego Kurczuka. Jego pozycja lidera lokalnej partii była już nie do podważenia. Na lubelskiej scenie politycznej nikt nie miał wątpliwości, że to on „rozdaje karty”. Tymczasem dodatkowo pokazał się jako przywódca, który nad władzę przedkłada dobro swojej organizacji.
Jak to się stało, że udało się mu dojść na ten szczyt? 53-letni dziś Kurczuk skończył prawo na UMCS. W 1983 roku w Moskwie zrobił doktorat z nauk politycznych. Prawo zna nie tylko z książek. Ma aplikację sędziowską, praktykę jako radca prawny. Szlify polityczne zdobył w organizacjach młodzieżowych i strukturach PZPR. Pracował w ZSMP w końcu lat 70., a w końcu lat 80. w KW PZPR. W 1993 roku został senatorem, dwa lata później – wicemarszałkiem Senatu. W 1997 roku z powodzeniem wystartował po raz pierwszy do Sejmu.
– To typowy beton partyjny – tak jeszcze w połowie lat 90. był postrzegany. – Strasznie pracowity, szybko się uczy. Kompromisowy. A co najważniejsze zmienił poglądy. Przeszedł dosłowną ewolucję w kierunku socjaldemokraty typu europejskiego – tak dziś mówią o Kurczuku nawet jego polityczni przeciwnicy.
Z drugiej strony zarządza partią na „stary” sposób. – Nie uznaje sprzeciwu. Prania własnych brudów na zewnątrz. Sam podejmuje wszystkie najważniejsze decyzje. Wbrew temu co głosi, sam też decyduje o kluczowych zmianach personalnych w całym regionie – charakteryzują swojego szefa jego podwładni.
Fama „najważniejszego” obiegła nie tylko Lublin, ale także teren. W poniedziałki, gdy Kurczuk dyżuruje w swoim biurze, ustawiają się gigantyczne kolejki. Każdy przychodzi z nadzieją, że jeden z liderów sojuszu mu pomoże. W piątek, gdy został powołany na stanowisko ministra, jego skrzynka pocztowa w telefonie komórkowym już około godz. 19 nie była w stanie pomieścić kolejnych gratulacji.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO