środa, 7 grudnia 2016 r.

Lublin

W ogonku po rybę

Dodano: 21 grudnia 2003, 21:50

Im bliżej świat, tym karp ważniejszy. Tej ryby po prostu nie może zabraknąć na wigilijnym stole. To właśnie powód coraz dłuższych kolejek przed stoiskami rybnymi.

W lubelskim hipermarkecie „Real” kolejka po karpia coraz dłuższa. Sprzedawcy uwijają się jak mogą, a i tak ledwo nadążają z wydawaniem ryby.
– Karp sprzedaje się rewelacyjnie – mówi jeden ze sprzedawców. W „Realu” kilogram świątecznej ryby kosztuje 7,77 zł. Jest tylko jeden problem: rybę dostajemy żywą. W sklepie nie można poprosić o jej zabicie.
– To zawsze największy problem – przyznaje Marzena Łuczyńska. Właśnie kupiła trzy karpie. – U nas w domu nikt nie chce ich zabijać. Pewnie znowu padnie na mnie...
W sklepie rybnym na ul. Ruskiej w Lublinie nie ma tego problemu.
– Sprzedajemy żywą rybę, ale na życzenie klienta, z bólem serca, możemy ją ogłuszyć – wyjaśnia kierowniczka Halina Nowicka. – Na zapleczu mamy pracownika z „ogłuszaczem”, czyli pałką.
W sklepie ciągle kolejka po rybę. I to nawet w niedzielne popołudnie.
– Klienci biorą zazwyczaj po 3–4 kilogramy karpia, ale zdarzają się i tacy, co kupują 10 albo i więcej kilo – dodaje H. Nowicka. – To już nasze dziesiąte święta i mamy swoich stałych klientów.
Na razie karpia nigdzie nie brakuje. Jest w sklepach rybnych, w targowych budkach i supermarketach. Choć nie we wszystkich.
– Karpia żywego nie sprzedajemy – mówi Marek Wesołowski, dyr. handlowy sieci „Stokrotka”. – Natomiast świetnie sprzedają się wszelkiego rodzaju śledzie.
Karp pojawił się nawet w menu restauracji.
– To klasyczna ryba w tym okresie – przyznaje Jarosław Trojak z hotelu „Europa”. – Obok śledzia z cebulą, karp smażony to podstawa wszystkich organizowanych u nas spotkań opłatkowych.
Tymczasem w gospodarstwie rybnym w Kocku praca wre na okrągło. Karpie są łowione, czyszczone, ważone i przewożone.
– Zanim karpie trafią na świąteczny stół, trzeba je hodować prawie trzy lata – podkreśla Marian Rapacewicz, szef gospodarstwa. – Trzeba je co roku, na zimę, przenosić do specjalnych stawów i karmić paszą ekspandowaną w granulacie.
Z każdej setki małych karpi na nasz stół trafiają zaledwie trzy. Reszta pada ofiarą środowiska naturalnego, kormoranów i wydr.
– Karpia sprzedajemy po 8 zł. za kilogram. Może się wydawać, że to świetny interes, ale przez trzy lata trzeba tego karpia hodować, płacić pracownikom i zainwestować w sprzęt – dodaje M. Rapacewicz.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO