sobota, 24 czerwca 2017 r.

Lublin

W ogonku po rybę

Dodano: 21 grudnia 2003, 21:50

Im bliżej świat, tym karp ważniejszy. Tej ryby po prostu nie może zabraknąć na wigilijnym stole. To właśnie powód coraz dłuższych kolejek przed stoiskami rybnymi.

W lubelskim hipermarkecie „Real” kolejka po karpia coraz dłuższa. Sprzedawcy uwijają się jak mogą, a i tak ledwo nadążają z wydawaniem ryby.
– Karp sprzedaje się rewelacyjnie – mówi jeden ze sprzedawców. W „Realu” kilogram świątecznej ryby kosztuje 7,77 zł. Jest tylko jeden problem: rybę dostajemy żywą. W sklepie nie można poprosić o jej zabicie.
– To zawsze największy problem – przyznaje Marzena Łuczyńska. Właśnie kupiła trzy karpie. – U nas w domu nikt nie chce ich zabijać. Pewnie znowu padnie na mnie...
W sklepie rybnym na ul. Ruskiej w Lublinie nie ma tego problemu.
– Sprzedajemy żywą rybę, ale na życzenie klienta, z bólem serca, możemy ją ogłuszyć – wyjaśnia kierowniczka Halina Nowicka. – Na zapleczu mamy pracownika z „ogłuszaczem”, czyli pałką.
W sklepie ciągle kolejka po rybę. I to nawet w niedzielne popołudnie.
– Klienci biorą zazwyczaj po 3–4 kilogramy karpia, ale zdarzają się i tacy, co kupują 10 albo i więcej kilo – dodaje H. Nowicka. – To już nasze dziesiąte święta i mamy swoich stałych klientów.
Na razie karpia nigdzie nie brakuje. Jest w sklepach rybnych, w targowych budkach i supermarketach. Choć nie we wszystkich.
– Karpia żywego nie sprzedajemy – mówi Marek Wesołowski, dyr. handlowy sieci „Stokrotka”. – Natomiast świetnie sprzedają się wszelkiego rodzaju śledzie.
Karp pojawił się nawet w menu restauracji.
– To klasyczna ryba w tym okresie – przyznaje Jarosław Trojak z hotelu „Europa”. – Obok śledzia z cebulą, karp smażony to podstawa wszystkich organizowanych u nas spotkań opłatkowych.
Tymczasem w gospodarstwie rybnym w Kocku praca wre na okrągło. Karpie są łowione, czyszczone, ważone i przewożone.
– Zanim karpie trafią na świąteczny stół, trzeba je hodować prawie trzy lata – podkreśla Marian Rapacewicz, szef gospodarstwa. – Trzeba je co roku, na zimę, przenosić do specjalnych stawów i karmić paszą ekspandowaną w granulacie.
Z każdej setki małych karpi na nasz stół trafiają zaledwie trzy. Reszta pada ofiarą środowiska naturalnego, kormoranów i wydr.
– Karpia sprzedajemy po 8 zł. za kilogram. Może się wydawać, że to świetny interes, ale przez trzy lata trzeba tego karpia hodować, płacić pracownikom i zainwestować w sprzęt – dodaje M. Rapacewicz.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!