sobota, 16 grudnia 2017 r.

Lublin

W urzędach nie ma miejsca dla obcych

  Edytuj ten wpis
Dodano: 3 marca 2011, 19:44

 (Infografika: Tomasz Piekut Jóźwicki)
(Infografika: Tomasz Piekut Jóźwicki)

Ma 30 lat, cztery lata pracy w warszawskim urzędzie i dwa stopnie urzędnika służby cywilnej (na 9 możliwych). Przez półtora roku szukał pracy na urzędniczym stanowisku. – Zabrakło mi znajomości – mówi.

– Po kilku latach pobytu w stolicy postanowiłem wrócić do swojego rodzinnego miasta. Pomyślałem: wystartuję w paru konkursach i znajdę pracę. To było półtora roku temu. Dziś mam za sobą dziesięć takich konkursów, w różnych urzędach. W większości z nich dochodzę do ostatniego etapu. A potem przeważnie okazuje się, że jestem drugi – opowiada nasz bohater. (całą historię możecie przeczytać w dzisiejszym Magazynie: Zawsze drugi, czyli jak szukałem pracy w urzędach).

Człowiek, który postanowił opowiedzieć swoją historię dziennikarzom, na własnej skórze przekonał się, że do znalezienia pracy w lubelskim urzędzie nie wystarczy ani bogate w doświadczenie CV, ani znakomita prezencja. Najważniejsze są znajomości.

– To wszystko ciągle działa na zasadzie "ktoś kogoś zna” – opowiada nam jeden z pracowników lubelskiego magistratu. – Pamiętam mój pierwszy konkurs. Jeden z kandydatów wprost zapytał nas na korytarzu, po co w ogóle startujemy. Nawet nie ukrywał, że jego ojciec jest dyrektorem w Urzędzie Wojewódzkim. Ja dostałem się do Ratusza za trzecim podejściem. Ale pewnie nie udałoby się, gdyby nie poleciła mnie koleżanka.

Wykorzystaniem znajomości przy obsadzaniu urzędniczych stanowisk zajmowała się lubelska prokuratura. Jesienią oskarżyła zastępcę dyrektora Wydziału Komunikacji o przekroczenie uprawnień.

Według śledczych odpowiadał za "ustawienie” konkursu na jedno ze stanowisk w lubelskim magistracie. Wygrała kobieta, która wcześniej pracowała w Ratuszu na zastępstwie. Dzień przed egzaminem pisemnym Paweł D. miał przekazać swojej protegowanej testy wraz z odpowiedziami.

Pisaliśmy też o trzech osobach, które w 2005 wpłaciły od 10 do 12,5 tys. zł na kampanię ówczesnego lidera PO Janusza Palikota, a potem dostały pracę w lubelskim Ratuszu. Wszyscy wygrali konkursy. Formalnie nie ma się do czego przyczepić.

Kuriozalną sytuację potwierdzają też inspektorzy Najwyższej Izby Kontroli. Na 45 skontrolowanych w ub. roku urzędów w 8 województwach (nie było wśród nich lubelskiego) aż 75 proc. źle przeprowadza nabory.

– Większość robi to celowo: świadomie majstruje przy procedurach konkursowych i manipuluje wynikami, by stanowiska dostawali "sami swoi” – napisali inspektorzy NIK.

Najczęstszy zarzut to stwarzanie pozorów konkursu. Po to, by pozostać w zgodzie z prawem, a zarazem osiągnąć cel. Jak to się robi? Najczęściej poprzez stworzenie kryteriów przygotowanych "pod konkretnych kandydatów”.

– W efekcie do wydziału współpracy z zagranicą przyjmowano osobę, która nie znała żadnego języka obcego, a w dziale audytu wyżej punktowano zaświadczenie wydawane przez nikomu nieznaną, niepubliczną instytucję niż zaświadczenie ministra o zdanym egzaminie państwowym – czytamy w raporcie.
(rp)
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
mecenas
ania
agnes
(43) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

mecenas
mecenas (26 marca 2012 o 11:19) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
NIK,jaki NIK ???? co on wyjaśni ?????.Wszyscy chleją razem.
Rozwiń
ania
ania (26 marca 2012 o 11:15) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Z raportu NIK wynika że żaden urząd w Lublinie nie podlegał kontroli. Dlaczego tak się dzieje skoro jest tyle nieprawidłowości?
Rozwiń
agnes
agnes (26 marca 2012 o 11:12) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A gdzie jest w takiej sytuacji NIK? Skoro łamane są podstawowe zasady naboru tj. - otwartości i konkurencyjności. Dlaczego nikt się tym nie zajmie?!
Rozwiń
crx
crx (7 marca 2011 o 08:39) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Solidarucholand niczym nie różni się od PRL-u lat 70-tych.Ciekawe jaka będzie końcówka.....?!
Rozwiń
Zombe
Zombe (5 marca 2011 o 14:06) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='urzedas' timestamp='1299267143' post='446417']
Wawa to nie centrum świata, no chyba że dla takich głąbów jak ten powyżej. Czasami ludzie rezygnują z Warszawy i przenoszą sie do Lublina, po założyli tu rodzinę czy z innych osobistych przypadków. Z pracą w Urzędzie jakimkolwiek w LBN jest niestety tak, że jak nie znasz kogos z kierownictwa to niestety zapomnij... Jestem ex urzednikiem który dla spokojniejszego życia a w szczegolnosci dla żony i córki zrezygnował z "kariery" w Wawie. Złożyłem kilkanaście CV, kilkanaście konkursów przeszedłem i wiem, że to wszystko w 95% ustawione jest. Teraz mam swoją firmę, miesiecznie zarabiam tyle co przez rok w urzedzie, wykorzytując swoją urzedniczą wiedze i widze, słyszę że nic sie nie zmienia w kwestii zatrudniania w urzędach,, dlatego wszystko tu w LBN kuleje, nie ma specjalistów. A jak się jacyś pojawią to są pacyfikowani bo po co, lepiej kilku miernych i sterowalnych. A ze regiona przez takich idzie na dno bo nie potrafia nic to kogo to obchodzi....
[/quote]

Wszystko to prawda. To samo się dzieje w innych mniejszych miejscowościach. Przecież nie ważne jest dobro ogółu, tylko pewnej grupy ludzi. Skoro można za wiele nowego nie robić a dostawać za to wynagrodzenie, mieć stabilizację zawodową bez większego wysiłku i zapewnić to rodzinie i znajomym, to dlaczego by tego nie robić ... A to że jest wiele do zrobienia od lat to przecież nie jest ważne ... Liczy się dobro urzędników na stanowiskach i towarzystwa wzajemnej adoracji ... Chętnie wymienię inne doświadczenia
mikelubelskie@gmail.com. Pozdrawiam
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (43)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!