czwartek, 17 sierpnia 2017 r.

Lublin

Wołowina pod lupą

Dodano: 19 sierpnia 2002, 21:30

Wykrycie BSE u krowy z gospodarstwa pod Lubartowem służby weterynaryjne traktują jakie potwierdzenie sprawności stosowanych przez nie procedur. Z nieoficjalnych informacji wynika, że zdarzają się próby ominięcia sita kontrolerów.

- Nie można mówić o żadnej groźbie epidemii. Sam jem wołowinę. Ważne, żeby była z legalnego uboju - mówi Jan Sławomirski, wojewódzki lekarz weterynarii. - Wszystko wskazuje, że krowa spod Lubartowa miała 8-10 lat temu kontakt z paszami opartymi na mączce kostnej, przeznaczonej dla innych gatunków, np. świń. Wtedy takich pasz było mnóstwo. Nie wykluczamy jednak samoistnego zakażenia.
A do nielegalnego uboju nikt się oczywiście nie przyznaje. - Są różne sposoby - mówi pracownik masarni koło Lublina. - Człowiek przyprowadzi do nas krowę, ma odpowiednie świadectwa, krowa jest zdrowa i wszystko jest w porządku. Dostaje od nas papier, stwierdzający legalność tego mięsa i... zabija potem inne krowy, których mięso sprzeda pokazując nasze dokumenty.
Sprawą legalności obrotu mięsem zajmuje się także sanepid. - W tym roku nie słyszałam o żadnych przypadkach lewego uboju - mówi Anna Czerniak z powiatowej stacji sanepidu w Chełmie. - Sprawdzamy sklepy, hurtownie i kioski z mięsem. Zwracamy uwagę na świadectwa pochodzenia każdej partii mięsa. Bez nich mięso zostaje natychmiast zatrzymane do wyjaśnienia i nie może być sprzedawane.
Tymczasem w Puławach trwają badania materiału pobranego z feralnej krowy.
- Kontynuujemy badania mózgu krowy, u której wykryto BSE - informuje dr hab. Wiesław Wijaszka, dyrektor Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach. - Chcemy ustalić, czy była tylko zakażona, czy już chora.
BSE u krowy należącej do podlubartowskiego rolnika wykryto w środę, podczas rutynowej kontroli. - Zgodnie z rozporządzeniem ministra finansów, każda krowa, która przekroczy 30 miesiąc życia jest obligatoryjnie badana - podkreśla Wiesław Wijaszka.
Próbki pobiera się od każdego zwierzęcia i wysyła do jednego z 5 laboratoriów w Polsce, m.in. w Puławach. - Weterynarze są już od rana, od początku uboju - wyjaśnia Leszek Stępniewski, kierownik ubojni Zakrzówek koło Chełma. - Wcześniej rolnik musi zgłosić nam zamiar ubicia zwierzęcia. Musi również posiadać świadectwo jego pochodzenia, wystawione przez sołtysa. Są na nim dane rolnika, numer i wiek krowy.
Wczoraj po południu z Zastawia koło Kurowa, gdzie krowy z hodowli rolnika spod Lubartowa poddano wstępnej utylizacji, wyruszył transport do Tarnowa. - Wszystko toczy się pod kontrolą służb weterynaryjnych - wyjaśnia Wiesław Gąsior, powiatowy lekarz weterynarii w Puławach. - To tzw. materiały wysokiego ryzyka, więc wszystko odbywało się przy zachowaniu najwyższych środków ostrożności.
Po utylizacji w Zastawiu, która trwała całą noc, resztki krów miały zostać spalone w Tarnowie w temperaturze 1200 stopni Celsjusza.
Weterynarze zapewniają, że na nasze stoły mięso na pewno nie trafiło. - Nasze kontrole są szczegółowe i szczelne - podkreśla Jan Sławomirski. Wiesław Gąsior dodaje, że każda sztuka bydła jest badana, zanim znajdzie się w sklepie. Dopiero wtedy może trafić do obrotu. W tym czasie mięso musi być odpowiednio zabezpieczone w oddzielnej chłodni. Zabezpieczane są również głowy krów.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!