poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Lublin

Wszystko od prezydenta

Dodano: 23 maja 2004, 21:03

W tym roku to jeszcze nic – mówi jeden z uczestników. – W tamtym to dopiero wódka się lała. Strumieniami. A najlepiej jak się wyższe sfery spiją. Wtedy zaczyna się prawdziwa zabawa.

„Prezydent Miasta Lublina ma zaszczyt zaprosić redakcję Dziennika na podsumowanie XXV Lubelskich Dni Turystyki” – takie zaproszenie przyszło w ubiegłym tygodniu do redakcji. Skorzystaliśmy – zaciekawił nas program imprezy. Wcześniej zapytaliśmy o wyjazd biuro prasowe prezydenta. Ale nikt o wyjeździe nie wiedział. W kancelarii prezydenta również, choć to podobno oni rozesłali zaproszenia. – Może w Wydziale Turystyki coś wiedzą? – zastanawiała się jedna z pracownic kancelarii.
Postanowiliśmy sprawdzić na miejscu. W piątek na parkingu przy ul. Filaretów w Lublinie zaczęli gromadzić się uczestnicy imprezy. Wszyscy w świetnych humorach, z plecakami – jak to turyści. – Byleby tylko nie padało – martwili się jedni. Inni byli zainteresowani tym, co znalazło się w bagażniku autokaru. A było co oglądać. Kilka palet z piwem i karton wódki.
• Kto jest organizatorem – pytam jednego z mężczyzn.
– Ja. Między innymi – odpowiada Krzysztof Wójcik z Miejskiego Inspektoratu Kultury Sportu i Turystyki.
• A kto to wszystko funduje? Może trzeba się złożyć?
– Nie trzeba. Wszystko jest od prezydenta.
• A prezydent będzie?
– Nie, ale jedzie z nami sekretarz urzędu, Tadeusz Sobieszek.
Impreza zaczęła się w Janowcu. Tutaj do turystów dołączyli jeszcze Wojciech Krakowski i Jerzy Kuś, dyrektorzy z Ratusza. Na janowieckim zamku zasłużeni dla lubelskiej turystyki dostali dyplomy i medale przyznane przez prezydenta.
Godz. 18.00. Jesteśmy u celu. – Zaraz będzie kolacja – informuje pracownica schroniska w Puławach. – A potem ognisko. Sami zobaczycie, co na takich imprezach się dzieje.
Alkohol był już na kolacji. – Do forszmaczku kieliszeczek jest jak znalazł – zachęcali nas siedzący przy stole. Sami nie szczędzili „kieliszeczków”. Zaczęły się śpiewy. – Komu dzwonią... – zaintonował ktoś. – Stary, jeszcze nie. Poczekaj na ognisko – zakrzyczeli go koledzy. – No, wypijmy za władzę – i wznieśli toast za Tadeusza Sobieszka. Nie jedyny tego wieczoru.
– A nasza władza, to chyba się was krępuje. Nie bardzo chcą pić – dodawali, wskazując na dyrektora Krakowskiego i sekretarza Sobieszka.
Ale i władza się rozruszała. Dyrektor Krakowski wywijał przy ognisku hołubce ze swoimi pracownicami, śpiewał, machał kijem z kiełbaską. W końcu ściągnął marynarkę i tańczył już bez przeszkód.
Piwo szło jak woda. Tylko sekretarz Sobieszek był niewzruszony. Siedział na ławce przy ognisku. – Boi się was. Jak nic – mówili bawiący się.
Godz. 23. Przed schronisko podjechał samochód. Kierowca zabrał dyrektora Krakowskiego. My także wróciliśmy do Lublina. Zdziwieni, że właśnie na taką imprezę zaprosił nas prezydent.
Katarzyna Pasieczna
Tomasz Chromcewicz

Nasz komentarz

Mogłoby się wydawać, że w Lublinie są pilniejsze potrzeby, niż fundowanie urzędnikom różnego szczebla suto zakrapianej imprezy. W końcu korona z głowy by im nie spadła, gdyby zrzucili się na alkohol. I nie byłoby problemu. Ale widocznie prezydent Andrzej Pruszkowski, który na popijawę zapraszał, jest innego zdania.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!