czwartek, 27 lipca 2017 r.

Lublin

Wybrał własny dom, ale ryzykuje życie

Dodano: 22 lipca 2003, 21:45

64-letni mężczyzna spod Lubartowa, pierwsza w tym roku ofiara sromotnika, wczoraj – mimo złego stanu zdrowia – na własną prośbę wypisał się ze szpitala. Lekarze nie zdołali zatrzymać go na oddziale.

– Jesteśmy zdruzgotani – nie ukrywa dr Hanna Lewandowska-Stanek, ordynator oddziału toksykologii Szpitala Jana Bożego w Lublinie. – W czasie mojej ponadtrzydziestoletniej praktyki to pierwszy taki przypadek. Prosiliśmy wszyscy, aby tego nie robił, gdyż jego stan jest nadal bardzo poważny. Jednak zarówno on jak i żona uparli się, żeby wypisać go do domu. Obydwoje podpisali stosowne dokumenty i wyszli ze szpitala.
Jak już pisaliśmy w Dzienniku, mężczyzna trafił na oddział po zjedzeniu dwóch śmiertelnie trujących muchomorów. Pomylił je z kaniami. Po sześciu godzinach poczuł się źle i wezwał pogotowie. Od początku jego stan lekarze określali jako bardzo poważny. Dziś nieoficjalnie mówią, że jego stan nadal jest bardzo ciężki.
– Mogę tylko powiedzieć, że w szpitalu miałby większe szanse – mówi anonimowo jeden z lekarzy. – Tu był intensywnie leczony i miał specjalistyczny nadzór.
Dlaczego mężczyzna się wypisał? – Miał psychiczne poczucie poprawy – dodaje lekarz. – Myślę, że podejmie dalsze „leczenie” u jakiegoś znachora lub bioenergoterapeuty. Nic dobrego z tego nie wyniknie. Był w stanie niepokojącym. W domu na pewno nie będzie miał stosownej opieki.
Już przed zatruciem mężczyzna miał uszkodzoną wątrobę. Potrawa z muchomorów tylko pogorszyła stan tego narządu. Jeszcze przedwczoraj dr Lewandowska-Stanek rozważała, czy pacjenta nie przetransportować do Krakowa, gdzie zostałby podłączony do sztucznej wątroby. Teraz zostało to zaprzepaszczone. Podobnie jak tydzień kosztownego – około 2 tys. zł za dobę – leczenia.
– Jego wątroba jest zrujnowana – mówi ordynator. – Dość powiedzieć, że poziom bilirubiny wynosi 20 mg%, gdy u zdrowego człowieka ten wskaźnik wynosi 1. To bardzo ostra żółtaczka.
Hanna Lewandowska-Stanek rozważała, czy w tym przypadku nie można by zastosować przymusu, jak w przypadku niektórych chorych (np. po zatruciu alkoholem), ale pacjent nie zagrażał innym, był spokojny, więc nie było podstaw do siłowego zatrzymania go w szpitalu.
– Spotykamy się z takimi przypadkami, że chora w ciężkim stanie wypisuje się do domu – informuje dr Elżbieta Kutarska, ordynator oddziału ginekologii onkologicznej Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej. – Ale zapewniamy jej tam dobrą opiekę medyczną. Jednak gdy może mieć krwotok, duszność, powikłania, nakłaniamy, by została w szpitalu. Bywają takie przypadki, że ktoś chce umrzeć w domu, wśród bliskich i nie możemy tego odmówić. Nie wiem jednak, czy ten pacjent zdawał sobie sprawę z powagi swojego stanu.

Świadomy wybór

Katarzyna Czekaj - zastępca Prokuratora Rejonowego Lublin Północ

Doktor Lewandowska-Stanek informowała nas o tej sprawie, ale to ona powinna wybrać postępowanie zgodne z przepisami o zawodzie lekarza. Dopóki nie ma podejrzenia o popełnieniu przestępstwa, ta sprawa nie leży w gestii prokuratury. To może być trochę asekuracja lekarzy. Jeśli pacjent był świadomy, miał prawo dokonać takiego wyboru.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!