czwartek, 23 listopada 2017 r.

Lublin

Wypadek na ścieżce rowerowej w Lublinie: Nieprzytomny mężczyzna przewieziony do szpitala

Dodano: 31 maja 2015, 11:19

Fot. Archiwum
Fot. Archiwum

Jedna osoba została ranna w wyniku zderzenia się rowerzystów przy ul. Zembrzyckiej w Lublinie. Do wypadku doszło wczoraj na ścieżce rowerowej około godz. 18. Nieprzytomny mężczyzna został zabrany do szpitala.

– Jak wynika ze wstępnych ustaleń policjantów 27-letni rowerzysta jechał od strony zalewu w kierunku ulicy Diamentowej – opisuje kom. Renata Laszczka-Rusek, rzecznik lubelskiej policji. – Z przeciwnego kierunku jechała 42-letnia kobieta. Rowerzyści zderzyli się, prawdopodobnie zaczepili się kierownicami. Młody mieszkaniec Lublina nieprzytomny z urazem głowy został zabrany do szpitala. Kobieta doznała ogólnych potłuczeń.

Ustalaniem okoliczności zdarzenia zajmują się policjanci.

Gość
Gość
Gość
(16) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (11 czerwca 2015 o 22:52) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
NIE wiem po co te komentarze bliscy to przezywają. w ciagu dnia dochodzi do wielu zderzeń miedzy rowerzystami. Tutaj zawiniła. Karetka i pan ratownik który miał wyje***** na to co się stało!!!
Rozwiń
Gość
Gość (11 czerwca 2015 o 17:11) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[*] Seba [*]
Rozwiń
Gość
Gość (9 czerwca 2015 o 08:43) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Do Zenona. Smutne to wszystko a najsmutniejsze niestety to, że chłopak nie przeżyje bo już praktycznie nie ma szans.
Rozwiń
Tomek
Tomek (1 czerwca 2015 o 20:23) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Jeżdżą jak wariaci,aż strach iść z dzieckiem po chodniku i takie to są skutki rowerowej brawury!

Przecież oni jechali po ścieżce rowerowej.

Rozwiń
zenon
zenon (1 czerwca 2015 o 18:08) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Następnym razem niech się lepiej trzyma kierownicy :) albo nie zapier...ala tak, to nie będzie musiał się trzymać.

Byłem świadkiem, nie samego zdarzenia, ale akcji ratowniczej, tuż po wypadku. Chłopak, ofiara wypadku, musiał mocno uderzyć głową o asfalt, nie wiadomo w jakiej pozycji, możliwe że w pozycji podobnej jak przy nieudanym skoku do wody. Chciałbym tutaj wyrazić mój ogromny szacunek dla mężczyzny, który ostrożnie podtrzymywał głowę chłopaka na swojej dłoni, aby twarzą nie leżał na wilgotnym asfalcie.  Chłopak był ułożony bardzo fachowo na boku, w tzw. pozycji bezpiecznej. Był lekko siny na twarzy i był nieprzytomny, oddychał równomiernie. Dziewczyna, która klęczała obok, kontrolowała mu puls. Było kilku gapiów, min. ja. Sytuacja była opanowana i pod kontrolą. Nieco z boku, na asfalcie leżał rower tego chłopaka. Nie znam się aż tak na rowerach, ale wydaje mi się, że był wypasiony. Po stroju chłopaka też można było odczytać, że jeździ nie od dziś. Zabrakło jednego - kasku. Na pewno złagodziłby uderzenie. Jechał od strony Zalewu, miał lekko z górki. 42 letnia kobieta, z którą się zderzył, jechała pod górkę, pokonywała jej końcowy odcinek, pewnie była zmęczona, jak znam życie mogła się zachwiać. Chłopak tego nie przewidział, raczej jechał szybko.  Czekaliśmy na karetkę, po którą ktoś wcześniej zadzwonił. Widok był poruszający, gdy się patrzyło, jak ci dwoje obcych ludzi troskliwie opiekują się nieprzytomnym chłopakiem. Niestety, czar prysł, gdy przyjechała karetka, z której wyszedł leniwym krokiem, pan ratownik medyczny i podchodząc zapytał  spokojnym głosem "co tutaj się stało?". Ktoś odpowiedział "zderzenie rowerzystów". Ratownik przykucnął przy głowie chłopaka, ujął ją w dłonie i zaczął ją oglądać, skręcając głowę chłopca w szyi raz w lewo, a potem głowa sama bezwładnie, w prawo poleciała, bo nieporadnie i niedbale była uchwycona przez ratownika. Ciarki mnie przeszły widząc to odruchowo wrzasnąłem 2 razy "załóż mu kołnierz", po czym ratownik powiedział do stojącego obok, drugiego pana ratownika, "daj no kołnierz", nie wiem czy wskutek  mojej "podpowiedzi", czy wskutek zajarzenia szarych komórek u pana ratownika. Po założeniu kołnierza przyniesiono nosze i ułożono fachowo chłopca na noszach, przekręcając go na wznak. Następnie przez chwilę panowie ratownicy zaczęli się naradzać i wydawać dyspozycje, kto i z której strony ma złapać nosze i nieść, gdy tymczasem dziewczyna badająca wcześniej puls zaczęła alarmować: "panowie, ale on teraz nie oddycha na plecach, może język przeszkadza", na co panowie spojrzeli na lekko sinego pacjenta i odpowiedzieli "już już niesiemy do karetki". Widziałem, jak szczęśliwie udało im się włożyć nosze do karetki wraz z pacjentem. Karetka ruszyła na sygnale po kilkunastu minutach, pewnie go zaintubowano i podłączono mu kroplówki, a mnie się włos na głowie zjeżył.
 

Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (16)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!