czwartek, 19 października 2017 r.

Lublin

Zabrakło dowodów na Kurczuka

  Edytuj ten wpis
Dodano: 26 lipca 2005, 20:27

Grzegorz Kurczuk groził Dziennikowi, że jeśli nie zaprzestanie krytycznie pisać o SLD, to użyje swych wpływów, aby go nie kupowano i nie zamieszczano w nim reklam. Nie jest jednak przestępcą, a jego zachowanie można rozpatrywać jedynie w kategoriach etycznych - uznała prokuratura. I umorzyła śledztwo.

Przypomnijmy. Lubelski baron SLD, Grzegorz Kurczuk, pojawił się w redakcji Dziennika 2 września ubiegłego roku. Przyszedł, bo nie podobała mu się treść kilku wcześniejszych artykułów gazety na temat SLD. Twierdził, że Dziennik napisał nieprawdę. Kurczukowi szczególnie nie spodobały się dwa krytyczne wobec SLD teksty. Jeden z nich, zatytułowany "Pałacyk dla barona”, dotyczył rozbudowy siedziby sojuszu w Lublinie, a drugi - "Karząca ręka SLD” - ostrych spięć między partią Kurczuka i SdPl.
Redaktor naczelny Dziennika Andrzej Mielcarek nagrał na dyktafonie rozmowę z politykiem SLD. Były minister sprawiedliwości stwierdził m.in., że jeśli Dziennik nie zaprzestanie krytycznie pisać o SLD, to on użyje swych wpływów, aby gazety nie kupowano i nie zamieszczano w niej reklam. Później utrzymywał, że został źle zrozumiany.
O tych groźbach Mielcarek poinformował Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Ta z kolei powiadomiła prokuraturę. Sprawa trafiła do Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie, by lubelskiej nie narażać na zarzut braku obiektywizmu przy prowadzeniu postępowania.
Mimo pomocy specjalistów, prokuraturze nie udało się odczytać całości wypowiedzi nagranej na dyktafonie. Podczas przesłuchań naczelny Dziennika podtrzymał, że Kurczuk groził.
- Nie można wykluczyć, że słowa takie padły, lecz z powodu złego stanu nagrania nie zostały odczytane - napisał jednak w uzasadnieniu umorzenia prokurator Stanisław Bończak.
Zdaniem prokuratury to, co nagrało się na dyktafonie, nie wystarczy do postawienia Kurczukowi zarzutu tłumienia krytyki prasowej (grozi za to grzywna albo kara ograniczenia wolności): - Nie można oczywiście z całą stanowczością odrzucić, że intencją Grzegorza Kurczuka było wyeliminowanie krytyki jego ugrupowania lecz założenie takie pozostaje tylko domysłem, nie popartym odpowiednio jednoznacznymi dowodami - uzasadnia prokurator.
Według prokuratury, można zastanawiać się, czy zachowanie prominentnego działacza rządzącego ugrupowania, posła i byłego ministra sprawiedliwości, było zgodne z szeroko pojętą etyką. Ale nie ma to żadnego znaczenia dla podjęcia decyzji o odpowiedzialności karnej.
Rzeszowska prokuratura zajmowała się też groźbami, jakie otrzymywała dziennikarka Dziennika Katarzyna Pasieczna. Ktoś groził jej telefonicznie i wysyłał anonimowe listy. Jak dotąd, prokuratorowi nie udało się ustalić, kto to był.
Postanowienie o umorzeniu śledztwa w obu sprawach jest nieprawomocne.

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!