sobota, 21 października 2017 r.

Lublin

Zagraniczny inwestor dzwoni do urzędu w Lublinie. Czy się dogada?

  Edytuj ten wpis
Dodano: 13 stycznia 2013, 17:38

Poziom obsługi zachodnich inwestorów jest tragiczny – alarmuje nasz Czytelnik. Jak twierdzi, urzędnicy mają kłopot rozmową w obcym języku. Sprawdziliśmy.

Jako przedsiębiorca brałem udział w jednej z zagranicznych misji gospodarczych, organizowanych przez marszałka – mówi pan Adam*) z Lublina. – To, co mnie uderzyło, to całkowity brak znajomości podstaw języków obcych. W jaki sposób województwo czy miasto ma ściągnąć inwestorów, jeżeli jedyne, co mówią urzędnicy to Kali mieć, Kali być.

Nasz Czytelnik wskazuje na Departament Gospodarki i Innowacji Urzędu Marszałkowskiego oraz wydział Strategii i Obsługi Inwestorów lubelskiego Ratusza.

– Wiem, że zagraniczni inwestorzy się skarżą, bo nie są w stanie umówić się ani nic załatwić przez telefon. A na odpowiedź na pytania zadane w e-mailu czekają do 2 tygodni – dodaje pan Adam.

Sprawdziliśmy, jak to wygląda.

Odwiedzamy stronę internetową województwa i przełączamy się na wersję anglojęzyczną. W zakładce Urzędu Marszałkowskiego widniej jednak… pusta strona. Jesteśmy więc skazani na język polski.

Zagraniczny inwestor musi się więc zdać na własną intuicję i odnaleźć spis telefonów. Przy odrobinie szczęścia trafi na kontakt do Departamentu Gospodarki i Innowacji. Dzwonimy jako konsultant poszukujący informacji o możliwych lokalizacjach dla parku logistycznego. Sekretarka, szybko przełącza nas do kolejnej osoby. Dowiadujemy się, tym razem po angielsku, że pracownik zajmujący się nieruchomościami będzie dostępny za kilka dni.

– Za obsługę inwestorów odpowiada 10 osób. Wszyscy władają językiem angielskim, z czego połowa biegle – zapewnia Beata Górka, rzecznik marszałka. – Są też osoby, które posługują się nawet czterema językami.

Trudno jednak do nich dotrzeć, jeśli korzystamy ze strony urzędu. Bardziej przydatna okazuje się wyszukiwarka Google, która kieruje nas na stronę www.invest.lubelskie.pl. Tu znajdujemy potrzebne informacje.

– Rzeczywiście, na witrynie urzędowej brakuje odpowiednich numerów kontaktowych – przyznaje Górka. – Postaramy się to jak najszybciej poprawić. Znajdzie się tam również odnośnik do specjalnej strony dla zagranicznych inwestorów.

W Ratuszu nie ma większych problemów ze zdobyciem informacji. Anglojęzyczna wersja miejskiego portalu szybko przenosi nas na stronę z odpowiednimi kontaktami.

Dzwonimy. Pracownik referatu ds. obsługi inwestorów szybko przechodzi na język angielski i informuje o możliwościach inwestowania przy ul. Mełgiewskiej lub w strefie ekonomicznej na Felinie.

Dowiadujemy się również, że jeśli inwestor zdecyduje się na działkę objętą planem zagospodarowania, to na pozwolenie na budowę będzie czekał zaledwie dwa miesiące. Okazuje się też, że już za parę dni możemy umówić się na spotkanie z przedstawicielami Ratusza.

– Do pracy związanej z obsługą inwestorów niezbędna jest znajomość języków obcych – mówi Beata Krzyżanowska, rzecznik Ratusza. – To podstawowy warunek przy rekrutacji.

W Ratuszu zapewniają, że zagraniczni inwestorzy mogą liczyć nie tylko na rozmowę w języku angielskim, ale również niemieckim, francuskim, ukraińskim, rosyjskim, a nawet chińskim.

*) Imię bohatera zmienione, dane personalne do wiadomości redakcji.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
a koreański?
Marcin
umpa-umpa
(23) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

a koreański?
a koreański? (14 stycznia 2013 o 16:39) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
za rok, jezeli ew. pojawia sie inwestorzy np. z Korei, bedzie kolejny artykul: dlaczego w urzedzie nie znają koreańskiego, zakład?
Rozwiń
Marcin
Marcin (14 stycznia 2013 o 16:23) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
te dziennikarzyny... a jak zadzwoniłem do Francjii to samo...tu jest Polska-czyli urząd polski, język polski. Jak zawsze wszystko wg. co niektórych dziennikarzy dziennika be, a tak poważnie to każdy sznujący się biznesmen , jak chce coś w obcym kraju załątwić to i tak ma porzedstawicieli znających język lub tłumaczy....oj kolejny artykuł bezsensu...
Rozwiń
umpa-umpa
umpa-umpa (14 stycznia 2013 o 14:06) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
tytuł artykułu brzmi: "Zagraniczny inwestor dzwoni do urzędu w Lublinie. Czy się dogada?"
odpowiedź jest prosta: oczywiście, że się dogada, bo jezeli naprawde chce inwestowac swoje pieniadze, to skorzysta z pomocy tlumacza-profesjonalisty. Nie spotkałem jeszcze poważnego czlowieka, który dzwoniłby za granice do urzedu i liczył, ze byc może trafi na kogos władającego jego jezykiem. Taki ktoś to albo biznesmen-amator, albo dziennikarz, ktory robi sobie jaja dla udowodnienia z góry zalozonej i nieprawdziwej tezy - bo akurat jest kolejny sezon ogókowy w mediach - a pisanie o sniegu i mrozie juz sie znudziło
Rozwiń
ewka
ewka (14 stycznia 2013 o 13:16) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Czym innym jest chęć podjęcia współpracy z obcym klientem dla własnych korzyści finansowych, a czym innym zarejestrowanie własnej działalności, czy załatwianie spraw urzędowych w obcym kraju. W pierwszym przypadku to przede wszystkim nam zależy, a w drugim to komuś zależy, aby w naszym kraju zarabiać, czy coś innego załatwić. To, że j. ang. mówi spora część społeczeństwa nie oznacza, iż wszyscy polscy urzędnicy mają ten język znać. Tak samo nie muszą go znać obywatele innych krajów również chcących załatwić w Polsce sprawy w urzędzie. Szacunek dla kraju w którym chce się zarabiać, czy mieszkać, wymaga albo nauki języka urzędowego danego kraju, albo przyprowadzenia tłumacza, bo trudno, aby polscy podatnicy ponosili dodatkowe koszty tylko dlatego, że obcokrajowiec chce u nas coś załatwić. Poza tym tam, gdzie chodzi o poważne inwestycje i na ogół spore pieniądze obcokrajowiec woli kogoś zaufanego, kto mu właściwie i dobrze wszystko przetłumaczy, jeżeli sam nie zna języka kraju, w którym zamierza działać, niż opierać się na tłumaczeniu osoby postronnej. Na ogół też ma pracownika do takich spraw, a nie biega po urzędach. No chyba, że mówimy o otwarciu budki z kebabem, ale wtedy tym bardziej właściciel takiej budki musi nauczyć się podstaw j. pol. bo jak zrozumie, czego chce klient?
Przypuszczam też, że w każdym urzędzie jest chociaż jedna osoba, która zna jakiś język obcy i to właśnie najczęściej j. angielski, zatem nie ma co znowu robić rewolucji. Wystarczą nam ogłoszenia - wymagany język angielski i co najmniej średnie wykształcenie do sprzątania toalety w Pścimowie Dolnym.
Rozwiń
pepe
pepe (14 stycznia 2013 o 11:23) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='imka' timestamp='1358157066' post='720129']
Chyba czytać ze zrozumieniem nie potrafisz! Gdzie napisał że powinno się posługiwać językiem kraju w którym się przebywa? Zwrócił tylko uwagę że po angielsku można dogadać się praktycznie wszędzie, więc nie obrażajmy się że i w Polsce cudzoziemcy chcieliby ten język w urzędach usłyszeć...
[/quote]

nie rozumiesz, to nie komentuj i to pod innym nickiem a czytanie ze zrozumieniem.... jak widać szwankuje
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (23)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!