niedziela, 20 sierpnia 2017 r.

Lublin

Zginął na własnym podwórku

Dodano: 28 września 2006, 18:48
Autor: Dominik Smaga

47-letni mężczyzna wpadł do wykopu na podwórku kamienicy, w której mieszkał. Dół otaczała tylko taśma. - Bo inne zabezpieczenia by nam rozkradli - bronią się robotnicy. Sprawę bada policja.

- O szóstej rano wyszłam z psem na spacer. Przechodziłam koło tego dołu. Nawet mi do głowy nie przyszło, żeby tam zajrzeć. Kiedy wracałam, zaczepiła mnie dozorczyni. I powiedziała, że tam mój syn leży - płacze Halina Dulniak, matka zmarłego.
Tragedia wydarzyła się na podwórku kamienicy przy ul Lubartowskiej 46 w Lublinie. W sobotę zepsuł się wodociąg. Mieszkańcy zawiadomili administrację. Naprawa zaczęła się w poniedziałek. Robotnicy wykopali trzy doły. Dwa zabezpieczyli kładkami. Jeden otoczyli tylko taśmą. W środę woda znów popłynęła. Doły zostały.
Dół, do którego wpadł mężczyzna, ma półtora metra głębokości. Półtora metra dzieli go od drzwi ubikacji, z której korzystają lokatorzy. W nocy łatwo tu o nieszczęście. Taśma zaczepiona o metalowe słupki to żadne zabezpieczenie - Przecież zawsze się tak robi - mówi robotnik, którego dopiero po tragedii wezwano do zasypania dołu.
- Taśma nie jest zabezpieczeniem, ale ostrzeżeniem. Stosowanym tylko w przypadku nagłych awarii. Przy dłuższych pracach przy wykopie powinny stać trwałe bariery z desek - tłumaczy Zdzisław Sieklucki z Państwowej Inspekcji Pracy w Lublinie.
Potwierdza to policja. - Ze wstępnych ustaleń wynika, że wykop nie był właściwie zabezpieczony - mówi Agnieszka Kwiatkowska, rzecznik lubelskiej komendy.
Naprawą wodociągu zajmowali się robotnicy z Zakładu Eksploatacji Urządzeń Energetycznych "Dźwigaz”. To oni wykopali doły. I to oni powinni je ogrodzić. - Taśma była wystarczająca. Nie stawialiśmy innych zabezpieczeń, bo by nam je rozkradli. Tu się różni ludzie gromadzili - wyjaśnia Andrzej Pliszczyński, prezes "Dźwigazu”. Jego podwładnych nie nadzorował nikt z zewnątrz. - Nie ma takiej konieczności, żebyśmy nadzorowali wykonawcę robót - twierdzi Artur Cichoń, rzecznik Zarządu Nieruchomości Komunalnych, do którego należy kamienica.
Halina Dulniak ostatni raz widziała syna w środę przed zmrokiem. Wyszedł do znajomych oglądać mecz. Do tragedii doszło w nocy. Na podwórku nie ma żadnego oświetlenia. Są tylko żarówki przed wejściami do klatek schodowych. Ale i tak nie działają.
Sprawę bada policja. - Zbieramy materiały, przekażemy je prokuraturze. I to ona zdecyduje, co dalej - dodaje Kwiatkowska.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!