niedziela, 22 października 2017 r.

Magazyn

Nazywam się Hans von Gröbel i jestem porucznikiem Wehrmachtu. Bezgranicznie wierzę w rząd III rzeszy. Nazywam się Vladimir Oneksiej.

Jestem kapitanem NKWD i dla Stalina zrobię wszystko. Takich bohaterów w grach komputerowych jest mnóstwo. Są też oczywiście Amerykanie, Anglicy i Japończycy. Ale można też grać francuskim ruchem oporu, jugosłowiańskim partyzantem, albo - co najśmieszniejsze - dzielnymi wojskami włoskimi. Tylko Polaków nie ma.


Obecność najpotężniejszych stron II wojny światowej w grach komputerowych nie dziwi, zwłaszcza że większość z nich opiera się na autentycznych wydarzeniach. Dobra gra wojenna musi dać graczowi możliwość lądowania w Normandii, szturmu na Berlin, bitwy pod Kurskiem czy ataku na Pearl Harbour. Ale w grach pojawiają się też inne nacje, które odcisnęły swe piętno na działaniach wojennych.
Tyle że nie są to Polacy.

Włosi rozśmieszają

Tomek Piotrowicz z Lublina za dwa miesiące będzie się bronił na prawie. - Ale i tak ciągle gram - przyznaje.
Gra od ponad 10 lat. Na półkach dziesiątki gier. Na stoliku ostatnie numery komputerowych czasopism. - Gry to moja pasja. Gram sam i w sieci.
Tomasz bawi się przede wszystkim w II wojnę światową. Tu wybór gier jest olbrzymi. Dziesiątki "strzelanek” i jeszcze więcej RTS-ów (strategie czasu rzeczywistego). - I wciąż czekam na grę z Polakami. Mam już dosyć Niemców, Rosjan, Anglików i Amerykanów. Jak w "Codename: panzer” miałem grać dzielnymi Włochami w Afryce Północnej, to chciało mi się śmiać. Przecież w rzeczywistości Włosi poddawali się tysiącami!
W innych grach mamy też jugosłowiańską i francuską partyzantkę. Można natrafić na greckich partyzantów czy - jak w grze "Blitzkrieg 2” - na rumuńskie oddziały sprzymierzone z III Rzeszą.
Owszem, Polacy też się zdarzają, ale niezwykle rzadko.

Kupię w ciemno


W jednym z najlepszych symulatorów samolotów z czasów II wojny światowej, "IL 2 Sturmovik” można "polatać” Polakiem. Jest też znana gra "Call of Duty 3”, gdzie gracz wciela się w żołnierza brygady pancernej Maczka. Ale ta gra jest dostępna tylko na konsolę. A jej wersja na komputer, choć w USA dostępna od pół roku - w Polsce na razie nie będzie wydana.
- Gdybym zobaczył w sklepie grę z reklamą, że można grać Polakami, to prawie na pewno bym ją kupił - przyznaje Leszek Deska. Ma 31 lat, mieszka i pracuje w Warszawie i w zasadzie nie jest zapalonym graczem. - Próbowałem wielu tytułów, ale szybko mi się nudziły.
Poza jednym. Seria "Civilization” to bez wątpienia jedna z pięciu najpopularniejszych gier świata. - Gram w "Cywilizacje” od 2 klasy liceum - dodaje Deska.

Oświecanie Europy


Seria gier "Civilization” to symulacja historii całej ludzkości. Zaczynamy gdzieś w epoce kamienia łupanego. A potem walczymy z wrogami, rozbudowujemy państwo, a po drodze wymyślamy różne rzeczy: od łuku, przez monarchię po bombę atomową. W grze wybieramy dla siebie jedną nację: Niemcy, Rzym, Japonię, ale też np. Zulusów, plemię Mali czy Kartagińczyków.
Pół roku temu na polskim forum internetowym poświęconym grze ktoś rzucił hasło: A dlaczego nie ma Polaków. - No właśnie. Zająłem się to sprawą - dodaje Leszek Deska, który zaczął zbierać podpisy pod petycją do twórców gry o wprowadzenie Polski. - Kończymy już rozmowy z Cenegą, polskim dystrybutorem gry, który wspomoże naszą akcję.
Petycja zostanie wkrótce wysłana. Jakie są szanse? - Człowiek, który pracuje nad grą powiedział nam, że raczej niewielkie - przyznaje Deska. - Ale na zagranicznych forach związanych z "Civilization” zrobiło się głośno o naszej akcji. Zagraniczni gracze mieli blade pojęcie o roli Polski w historii Europy. Kiedy im sprawę wytłumaczyliśmy, często przyznawali nam rację.

Zmodyfikuj sobie


Tymczasem w księgarniach pojawia się coraz więcej książek o najnowszej historii Polski pisanych przez zachodnich (zwłaszcza angielskich) historyków. Pierwszy był Norman Davies. Po nim pojawiły się książki o Monte Cassino czy brygadzie Maczka. Z drugiej strony rozrasta się też rynek gier, a to dla producentów ma największe znaczenie. W Niemczech gry sprzedają się w setkach tysięcy egzemplarzy. A skoro Niemcy chcą grać Niemcami, to twórcy gier dają im Niemców. - Podobnie może być u nas - dodaje Deska.
- Ale u nas najlepsza gra sprzedała się w ilości 50 tys. przez cały rok. Tymczasem na Zachodzie najlepsze gry rozchodzą się w milionie egzemplarzy w miesiąc - podkreśla Przemysław Bartula, redaktor z portalu www.gry-online. - W Rosji przeciętna gra to ćwierćmilionowy nakład. Więc o czym my mówimy? Gry są robione pod rynek i jeżeli jakąś grę ma kupić milion Amerykanów, to oni chcą grać Amerykanami.
Na razie gracze muszą sobie radzić sami, tworząc tzw. MOD-y. To modyfikacje oryginalnych gier, gdzie wprowadza się np. nowe jednostki.
Jest i dobra wiadomość: być może już w maju w naszych sklepach pojawi się gra Theatre of War z całą kampanią dla polskich wojsk.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!