sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Ameryka tęskni za Billem

Dodano: 25 sierpnia 2006, 10:46

Jeżeli ma się w Ameryce 65 procent akceptacji sześć lat po odejściu z Białego Domu, to jest się w 85 procentach spełnionym życiowo - tak mówi Clinton w dniu swoich 60 urodzin.

Historia zaczyna się w zabitej dechami dziurze w stanie Arkansas. Dziura nazywa się Hope (Nadzieja). Tu, 19 sierpnia 1946 roku Virginia Dell Cassidy urodziła Williama Jeffersona Blythe. Jej mąż zginął trzy miesiące wcześniej w wypadku samochodowym.
Cztery lata później Virginia wychodzi ponownie za mąż; za Rogera Clintona. Po nim Bill dostaje nowe nazwisko i... chyba tylko tyle. Ojczym był pijakiem i hazardzistą, a jego ulubionym zajęciem było bicie swojej żony. W wieku 16 lat Bill był już w stanie odpłacić mu skuteczną wymianą ciosów. W tym samym młody Clinton w grupie najlepszych uczniów amerykańskich trafia do Białego Domu. Wychodzi z stamtąd z przekonaniem, że kiedyś znajdzie się na miejscu Johna F. Kennedy`ego.


Profesor i student

Dzięki Williamowi Jeffersonowi Clintonowi zarobiłem pierwsze w USA pieniądze na... hazardzie. W 1992 założyłem się o 100 dolarów, że Clinton wygra wybory prezydenckie. Założyłem się z profesorem Janem Karskim, u którego kandydat pobierał nauki na Wydziale Służby Zagranicznej Georgetown University.
Karski twierdził, że absolwent niestety nie ma żadnych szans w starciu z rządzącym Georgem Bushem.
Rok później, z okazji otwarcia w Waszyngtonie "US Holocaust Memorial Museum” na przyjęcie w prezydenckiej rezydencji przybyło kilkanaście głów państw i szefów rządu; wśród nich prezydent RP, Lecha Wałęsa. Polityków u wejścia zapowiadał szef protokołu dyplomatycznego Departamentu Stanu.
- Mój student... - rzucił od niechcenia Jan Karski, wskazując na mistrza ceremonii.
Ten chwilę później obwieścił:
- The President of the Czech Republic, Lech Walesa.
Profesorem aż zatrzęsło: -Ładnie się ta prezydentura zaczyna. Niezłych sobie dobrał fachowców.

Falstart

Mimo to początek prezydentury był komfortowy. Partia Clintona miała większość w Kongresie i Senacie. Dzięki temu zreformował budżet zwiększając podatki bogatych Amerykanów, a pozyskane środki przeznaczając na projekty ożywiające gospodarkę. To był początek niespotykanej w historii USA prosperity.
Innym celem była reforma systemu opieki zdrowotnej. W 1992 bez ubezpieczenia medycznego było ponad... 30 milionów Amerykanów. Sprawą zajęła się żona Clintona, Hilary. Jej plan był ambitny i prosty: ujednolicić system opieki w skali kraju i zapewnić podstawowy pakiet zdrowotny każdemu Amerykaninowi. W wyniku zmasowanego lobbingu przeciwników politycznych reforma przepadła.
Była to gorzka lekcja zarówno dla Billa, jak i Hillary.

Terapia europejska

Zyskując sukces wewnętrzny, Bill Clinton musiał także, jak każdy prezydent Stanów Zjednoczonych, sprawdzić się na arenie międzynarodowej. Robił to umiejętnie i na ogół z wdziękiem, a największy sukces odniósł w Europie. Tu stworzył podstawy zreformowanego systemu bezpieczeństwa opartego na rozszerzonym o nowe demokracje Sojuszu Północnoatlantyckim. Finał tego procesu nastąpił 12 marca 1999 roku w Independence, w stanie Missouri, gdy ministrowie spraw zagranicznych Polski, Czech i Wegier przekazali na ręce sekretarz stanu Madaleine Albright akty przystąpienia do NATO. Wcześniej Clinton musiał ułagodzić Rosję.
Elementem tego łagodzenia było m.in. "whiksyterapeutyczne” seanse z Borysem Jelcynem.

Moralny wzorzec

Kiedy w lipcu 2000 roku Clinton uczestniczył w pokojowych rozmowach bliskowschodnich, dotarła do niego wiadomość o śmierci profesora Karskiego. Clinton poprosił swoich gości - Ehuda Baraka, premiera Izraela i przywódcę Organizacji Wyzwolenia Palestyny, Jasera Arafata - o minutę ciszy.
Clinton bardzo często podkreślał, że wykłady Karskiego na temat systemu sowieckiego formowały kolejne pokolenia amerykańskich i nie tylko amerykańskich polityków i dyplomatów. Zaś wojenna misja Karskiego powstrzymania zbrodni Holocaustu, była moralnym wzorem i drogowskazem humanizmu XX wieku.

Prezydent sukcesu

W minioną sobotę, Bill Clinton w gronie rodziny i najbliższych przyjaciół świętował swoje 60. urodziny. Kokieteryjnie skonstatował, że jest wściekły, bowiem zawsze był najmłodszy we wszelkich funkcjach publicznych. Teraz jest najmłodszym eksprezydentem Stanów Zjednoczonych.
Za jego prezydentury Ameryka przezywała niespotykany okres rozwoju, osiągnęła najwyższy poziom życia swych obywateli i po raz pierwszy po wojnie zrównoważyła budżet.
To za rządów Clintona budżet miał ogromna nadwyżkę, inflacja i bezrobocie były najniższe od dziesięcioleci, własne domy miało najwięcej w historii - 67,7 proc. - Amerykanów, a galon benzyny można było kupić za jednego dolara.
Dziś: za 3,50 dolara.
Mało tego: według jednego z ostatnich sondaży, aż ośmiu na dziesięciu Amerykanów chętnie ugościłoby go w swoim domu, a ponad 63 proc. obywateli USA do dziś popiera jego politykę, a o sprawie romansu z Moniką Lewinsky mało kto ma jeszcze pamięta.
Warto wiedzieć, że obchodzący 6 lipca także 60-te urodziny George W. Bush ma poparcie zaledwie jednej trzeciej swoich rodaków. Do wyniku Clintona pewnie nigdy się nawet nie zbliży.

Czas Hillary...

Z okazji sześćdziesiątki Clintona, Bush złożył mu swoje najserdeczniejsze życzenia dalszych lat zdrowia, aktywności politycznej i powodzenia.
Osobiście zrobili to najbliżsi i grono wypróbowanych przyjaciół, w tym muzycy The Rolling Stonesi, Barbra Streisand, Leonardo DiCaprio, lider U2, Bono, Cher i magnat finansowy Donald Trump.
Clinton jest zdrowy, mimo poczwórnego by-passu.
Wciąż jest aktywny politycznie i zabiera głos we wszystkich najważniejszych sprawach kraju i świata, a poprzez swoją Fundację stara się wpływać na bieg wydarzeń. O jego powodzeniu świadczą też niezwykle wusokie gaże za wykłady.
Bill Clinton uważa, że 65-procentową akceptację Amerykanów, można przeliczyć na... 85-procent życiowego spełnienia. Poszybowałaby ona do 100 procent, gdyby w 2008 roku Clintonowie ponownie wprowadzili się do Białego Domu. Tym razem Hillary Clinton w roli głównego lokatora.
Tak się wchodzi do historii...
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!