wtorek, 17 października 2017 r.

Magazyn

Bar "Pod zdechłym psem”

  Edytuj ten wpis
Dodano: 8 listopada 2006, 19:42

W poniedziałkowy wieczór archikatedra lubelska pękała w szwach. Ludzie przyszli dla Kolbergera. Po to, żeby usłyszeć jego głos. Dostać autograf. Uśmiechnąć się do człowieka, który po raz trzeci wyrwał się z rąk śmierci. Dziś aktor mówi, że jest coś, dlaczego na pewno warto żyć. Dla miłości.

Do Lublina by nie przyjechał, bo jeszcze nie czuje się najlepiej. Od kilkunastu lat walczy z chorobą nowotworową. Przeszedł kilka operacji. Przed ostatnią udzielił wywiadu rzeki, uporządkował sprawy. Na wypadek, gdyby operacja się nie udała.
Udała się.
Teraz zbiera siły do nowego spektaklu: Bar "Pod zdechłym psem”.
- Nie chcę, żeby ludzie kojarzyli mnie tylko z chorobą nowotworową - mówi silnym głosem.
Do Lublina tez w końcu przyjechał z promocją niezwykłej książki.
- Namówiliśmy artystów, żeby odpowiedzieli na list Jana Pawła II do artystów. Odpowiedziało 110, a wśród nich Kolbereger - opowiada ks. Piotr Kawałko, dyrektor Wydawnictwa Gaudium, który namówił aktora do tego, żeby w archikatedrze na żywo przeczytał, co papież miał do powiedzenia artystom. Właśnie w poniedziałek odbywał się uroczysta premiera książki; "Jan Paweł II do artystów. Artyści do Jana Pawła II”.
W swoim życiu parę razy w trumnie leżałem
Tak Kolberger powiedział w jednym z wywiadów.
To podczas jednego z wielu pobytów w szpitalu pracował - razem z Małgorzatą Zajączkowską - nad sztuką "Kocham O'Keeffe”.
Kiedy aktorka przyszła go odwiedzić, pokazał jej projekt dekoracji ułożony ze szpitalnych karteczek.
Spektakl zaczyna się śmiercią bohatera. Kolberegr kładzie się w trumnie.
- Nie, nie boję się przesądów - tłumaczy aktor i zaraz dodaje, że w swoim życiu parę razy w trumnie leżał. Na przykład w "Mazepie” Słowackiego.
- Bez trumny trudno sobie wyobrazić parę kwestii. Nie jestem aż tak przesądny. Najlepszym dowodem na to jest, że ciągle gram - powtarza w wywiadach.
Tajemnica różańca
Długo zbierał się do tego, żeby napisać komentarz do papieskiego listu dedykowanego artystom.
- Zadzwoniłam do niego rok temu. Wiedziałam, że ma problemy ze zdrowiem. Dyskretnie przepraszał, że jest w szpitalu, sanatorium. Wreszcie zadzwonił i powiedział radośnie: Napisałem! Zdążyłem do książki? - opowiada Magdalen Goławska, redaktor książki.
- Tak było - mówi Kolberger. - Tak mi zeszło, bo wydawało mi się, że co bym nie napisał, to byłoby banalne. Wreszcie życie samo napisało komentarz - mówi aktor.
Jaki?
Różaniec
Wystarczy otworzyć książkę. I przeczytać mocne słowa.
"W piątek pogrzeb, w sobotę — Tryptyk niemal u wrót Watykanu i… niezwykły "przypadek”: sygnał choroby. Wywołana w Rzymie żółtaczka mechaniczna, kolejne badania, wykrycie choroby nowotworowej, co doprowadza mnie na stół operacyjny. Operacja ratuje mi życie. Dzień przed operacją (wiedziony czym?...) w szpitalu pojawia się Piotr Adamczyk, odtwórca roli Karola Wojtyły w filmie "Karol, człowiek, który został Papieżem” i obdarowuje mnie różańcem poświęconym i otrzymanym z rąk Następcy św. Piotra. To było niezwykłe wsparcie psychiczne i utwierdzenie w przekonaniu, że w jakiś sposób jestem pod opieką Ojca Świętego. Pełen spokój... i pełna ufność przed, w trakcie i po operacji. Operacji, która - również przez lekarzy - uważana jest za cud, tak samo jak nieprawdopodobnie szybki powrót do życia i pracy”...
Czwarte narodziny
14 czerwca 2006 roku Kolberger przeszedł poważną operację wątroby.
Wcześniej usunięto mu nerkę, potem część trzustki.
Po stwierdzeniu przerzutów lekarze podjęli decyzję o zabiegu.
Operacja się udała.
Przed wyjściem ze szpitala Kolberger zorganizował małe przyjęcie.
Był tort z żurawinami, szampan i dedykacja dla lekarzy: "Z podziękowaniem za czwarte narodziny Krzysztof Kolberger”.
Pierwsze były "normalne” urodziny 13 sierpnia 1950 roku.
Potem aktor trzy razy wygrywał z chorobą.
Przeźroczysty
Do Lublina przywiózł go kierowca.
Przywiózł człowieka skupionego i życzliwie uśmiechniętego.
Ten człowiek tłumy w archikatedrze zachwycił cudownym głosem.
Gdy czytał tekst Jana Pawła II - miał blask w oczach.
Ci, co siedzieli blisko dyskretnie ocierali łzy w oczach.
- Był taki przeźroczysty - usłyszałem podczas wychodzenia z kościoła.
Po koncercie w archikatedrze długo podpisywał książki, rozmawiał i powtarzał: Do zobaczenia.
- Zapytałam go o aromat kawy. Tak zwyczajnie powiedział, że nie może jej pić. Jak wspominał jej zapach, miał tyle radości w oczach - mówi Magdalena Fijałowska z Radia ER.
W prywatnym gronie zjadł jeszcze kolację i wrócił do Warszawy.
Żeby zabrać się do pracy.
Droga Mleczna
W przyszłym roku Krzysztof Kolberger będzie obchodził 35 lecie pracy artystycznej. Na swój benefis wybrał poezję Broniewskiego.
- Dogadałem się z Włodkiem Nahornym. Robimy spektakl o zapomnianym poecie. Premiera miała być w grudniu, ale choroba, przedłużyło się to wszystko. Zatytułowałem to Bar "Pod zdechłym psem” - mówi z zadumą.
O czym będzie przedstawienie?
O poecie wciśniętym w ramy rewolucjonisty.
O człowieku, który przeżył w życiu parę tragicznych momentów i na co dzień zmagał się z pociągiem do alkoholu i paru innymi słabościami.
- To będzie spektakl optymistyczny - mówi aktor.
Choć w finale bohater powie:
Szumi alkohol i wieczność...
Mruczą: "Zalał się gość...”
A ja: "Zgódźcie na Drogę Mleczną
taksówkę... Ja już mam dość...”.
To Krzysztof Kolberger zapewnia o tym, że naprawdę warto żyć.
- Przeszedłem trzy bardzo ciężkie operacje i wygrałem już trzy życia; jak na loterii. Nigdy się nie poddam, bo mam dla kogo żyć...
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!