sobota, 21 października 2017 r.

Magazyn

Będziemy się świecić?

  Edytuj ten wpis
Dodano: 7 sierpnia 2008, 14:32

Rząd jak ognia boi się powiedzieć, czy w Polsce stanie elektrownia jądrowa.

- Nasze stanowisko można znaleźć na stronie internetowej resortu - usłyszeliśmy w biurze prasowym Ministerstwa Gospodarki. A ze stanowiska wynika tylko tyle, że nie ma decyzji. Więcej dowiemy się z "Polityki energetycznej rządu do 2030 roku”. Dokument ma powstać do końca roku.

Pożeramy prąd

A czasu na decyzję coraz mniej. Drożeje ropa i gaz. Ceny energii szybują w górę. Teoretycznie ratują nas duże zasoby węgla. Jest jednak problem - UE rozdaje każdemu krajowi darmowe limity emisji CO2, są one jednak zaniżane. I tak na lata 2008-2012 dostaniemy limit o 30 proc. niższy od potrzeb. Owszem, elektrownie mogą dokupić limity za ciężkie pieniądze, ale odbiją to sobie w rachunkach, jakie przyjdzie nam zapłacić za prąd. Wreszcie, Unia w imię walki z globalnym ociepleniem rozważa rezygnację z darmowych limitów.

Prąd zdrożeje jeszcze z innego powodu. Polska gospodarka rozwija się i pochłania coraz więcej energii. Prądu może zacząć brakować i trzeba będzie kupować go za granicą. A na dodatek w najbliższych latach trzeba będzie zamknąć stare elektrownie - niewydolne lub niespełniające norm ekologicznych.

Czy Polska skazana jest na elektrownię jądrową?

Nie mamy wyjścia

- To kwestia naszego być albo nie być - mówi Grzegorz Wrochna, dyrektor Instytutu Problemów Jądrowych w Świerku. - Do 2030 roku zapotrzebowanie na energię wzrośnie w Polsce o 50-100 proc. To efekt przewidywanego rozwoju naszej gospodarki. Musimy temu sprostać. Z drugiej strony, nadchodzi czas limitów na emisję CO2, a przecież Polska węglem stoi. Dlatego musimy szukać innych rozwiązań.

Według Wrochny, nie mamy alternatywy. - Czasu jest mało, musimy inwestować we wszelkie dostępne źródła energii: nowocześniejsze elektrownie węglowe, energię odnawialną oraz elektrownie jądrowe.

Bez atomowej histerii

Nie wszyscy mu przytakują. - Nie ulegajmy histerii. Wcale nie będziemy mieli tańszego prądu po wybudowaniu elektrowni jądrowej. Nie mówiąc o uniezależnieniu, bo przecież trzeba będzie sprowadzać uran - ocenia Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej. I daje przepis, jak poradzić sobie z ograniczeniami nałożonymi przez Unię. - Trzeba bardziej efektywnie korzystać z węgla, ograniczyć straty w sieciach przesyłowych, a z drugiej strony inwestować w energię odnawialną.

Według Wiśniewskiego, lekcję do odrobienia mają marszałkowie województw, prezydenci i wójtowie. - Już teraz gminy robią plany energetyczne, zastanawiają się np. jak zmniejszyć straty w przesyle energii.

Superelektrownia

Elektrownie jądrowe mają poważny feler - ich budowa trwa nawet 15 lat. Zaczyna się od decyzji politycznej, później należy m.in. znaleźć pieniądze i prywatnego współinwestora, wskazać najlepszą lokalizację, przeprowadzić badania. Rząd musi mieć plan, jak uchronić mieszkańców przed kryzysem.

Co z bezpieczeństwem? Część organizacji ekologicznych przekonuje, że elektrownie jądrowe to cykające bomby: produkują toksyczne odpady, z którymi nie wiadomo co zrobić, są wyśmienitym celem ataku dla terrorystów, a w dodatku produkują bardzo drogą energię. - To nieprawda. Rzeczywiście budowa elektrowni jest kosztowna, ale później energia, jaką dostarcza, jest niemal darmowa.

Elektrownia jądrowa produkuje rocznie ciężarówkę lub dwie odpadów, które można dobrze zabezpieczyć. Skutkiem wytwarzania energii z węgla są gigantyczne hałdy, emitujące w sumie więcej promieniowania niż elektrownia jądrowa. Spraw bezpieczeństwa lekceważyć nie można. Każda działalność techniczna może stanowić zagrożenie, gdyż zawsze można skonstruować dobrze lub źle działające urządzenie - podkreśla szef Instytutu Problemów Jądrowych.

W 1963 r. oberwała się skała przy zaporze w Vaiont (Włochy), zginęło 2600 osób, a w 1975 r. po przerwaniu tamy na rzece Banqiao w Chinach śmierć poniosło 230 000 ludzi. - A po awarii w Czarnobylu elektrownie jądrowe są chyba najlepiej zabezpieczanymi obiektami przemysłowymi, ze zwielokrotnionymi automatycznymi systemami awaryjnymi, które działają nawet przy braku zasilania, z budynkami zdolnymi wytrzymać uderzenie samolotu - podkreśla dyrektor Wrochna.

Zresztą, Polska już jest otoczona przez elektrownie jądrowe. Najbliżej nas stoją na dwie na Ukrainie, po jednej na Litwie, w Szwecji i Niemczech, po dwie w Czechach i Słowacji, jedna na Węgrzech. Nowe chce budować Białoruś i Rosja (w obwodzie kaliningradzkim). Grzegorz Wrochna zauważa, że jeśli nie będziemy mieli własnej elektrowni, to skorzystają sąsiedzi i sprzedadzą nam prąd, a my nie będziemy mogli sprawdzić czy reaktory są rzeczywiście bezpieczne.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!