czwartek, 23 listopada 2017 r.

Magazyn

Biegnij, Wiedźma, biegnij!

  Edytuj ten wpis
Dodano: 22 lutego 2007, 15:45

Kiedy ulicami Lubartowa mknie na trzech kółkach z prędkością 50 km/h ciągnięty przez 6 "Greystherów” wzbudza powszechną sensację.

Mało kto wie, że Michał Korzeniewski, na co dzień przykładny student medycyny, jest jedynym na Lubelszczyźnie maszerem, który ze swoim szybkimi jak błyskawice psami startuje w międzynarodowych wyścigach psich zaprzęgów.
Wszystko zaczęło się od... zwykłej zazdrości, jak to wśród rodzeństwa bywa. W ‘97 starszy brat Michała dostał od mamy Alaskan Malamuta. Wybór rasy był przypadkowy, ale stworzony do biegania pies przypadł do gustu całej rodzinie. A najbardziej Michałowi. - Zacząłem z nim biegać i coraz bardziej chciałem mieć swojego. Męczyłem mamę: gdzie sprawiedliwość?! Ja tez takiego chcę! - wspomina Michał Korzeniewski.
No i wymęczył.

Pies Indianki...

Ale i tak nie zamierzał się rozstawać z psem brata: biegali wszyscy razem.
Pewnego dnia zobaczył film National Geogrfic o wyścigach psich zaprzęgów: - I o to mi chodziło.
Wkrótce przybył kolejny pies - Profesor - nazwany tak na cześć profesora Strzembosza, który miał identycznego pupila. W sumie w domu państwa Korzeniewskich mieszkały już trzy psy. Niezły kawałek zaprzęgu. Ale na Mistrzostwa Światów Juniorów w Hiszpanii, w Pirenejach w 1999 roku 15-letni Michał pojechał sam. Pomagał przy wyścigach innym maszerom. Wyprowadzał psy na spacery, mocował do zaprzęgów; wszędzie go było pełno.
- Nagrodą dla najlepszego opiekuna była suka Husky, liderka, żywy import z Alaski - opowiada. - Okazało się, że... ja ją dostałem. Kiedy właścicielka suki, rodowita Indianka oddawała mi ją, to płakała z żalu. A ja myślałem: Ciekawe, co rodzice powiedzą rodzice, jak wrócę do domu z kolejnym psem...

...i psy samobójcy

Tyle, że z Hiszpanii do Lubartowa było daleko, a po drodze Michał wraz ze znajomą maszerką z Warszawy zahaczył jeszcze o Paryż.
- Usłyszeliśmy, że człowiek, który miał hodowlę Malamutów i Husky strzelił sobie z powodu nieszczęśliwej miłości w głowę. Można powiedzieć, że osierocił 7 psów. Ktoś musiał się nimi zaopiekować. A czemu nie my?
Michałowi przybyły kolejne dwa psy. W Warszawie wyjechał po nich tato chłopaka, który o niczym nie miał pojęcia. Zresztą Michał też nie miał pojęcia, że kiedy był w Pirenejach jego mama kupiła kolejnego psa. Taka niespodzianka.
- Żadnych psów nie bierzemy - powiedział ojciec, gdy zobaczył z jaką sforą czeka na niego syn.
Michał na to - To możesz wracać do domu, bo ja z nimi zostaję.
Po paru godzinach ojciec zmiękł i tym sposobem u Korzeniewskich było już 7 psów. - Można było robić 2 zaprzęgi - uśmiecha się Michał.

Szybcy jak psy

Z dwoma zaprzęgami Michał wystąpił na Mistrzostwach Polski w Wyścigach Psich Zaprzęgów w 1999 roku. Z zaprzęgiem Malamutów wygrał swoje pierwsze Mistrzostwo Polski, z zaprzęgiem Racing Dogs (krzyżówka psów myśliwskich i zaprzęgowych): czwarte miejsce.
Tymczasem do hodowli Korzeniewskiego dołączały kolejne psy. Dziś jest ich 12.
Michał raz za razem startował w wyścigach: zaliczył ich już ponad 200. Miłością do psich wyścigów zaraził dwóch młodych lekkoatletów z lubartowskiego klubu, braci Karola i Pawła Aftyków. - Wiedziałem, że świetnie biegają i że w swojej dyscyplinie osiągnęli już wszystko, co możliwe. Pomyślałem, że teraz mogliby biegać w zaprzęgu.
Bracia rzeczywiście nie mieli sobie równych. Michał od razu wiedział, że gdy wystartują w zawodach Cani-cross (zaprzęg składa się z zawodnika, który biegnie przypięty do psa) zdystansują wszystkich. - Na zawodach zrobili furorę! - wspomina Michał. - Najpierw do mety przybiegali oni, a potem długo, długo nikt. Zdobyli wszystko, co było możliwe: Mistrzostwo Polski, Europy, wreszcie Mistrzostwo Świata.
Michał podarował braciom psy, żeby mogli trenować u siebie w domu. Dziś Paweł Aftyka, uczeń technikum, jest aktualnym Mistrzem Polski w Cani-cross. Ma coraz lepsze wyniki. W listopadzie ubiegłego roku mieli wszyscy jechać na Mistrzostwa Świata w Niemczech. Nie udało się, zabrakło pieniędzy. Urząd Marszałkowski uznał, że nie warto wspierać takiej dziwnej dyscypliny, choćby zawodnicy byli Mistrzami Światami. - Przywieźlibyśmy stamtąd medal i to niejeden - twierdzą zgodnie chłopaki. - Na świecie to niezwykle popularna dyscyplina, u nas, niestety, jeszcze nie.

Go home!

Każdego dnia całą dwunastkę trzeba nakarmić. Porozmawiać, przytulić. Przed zawodami zaczyna się prawdziwa praca na treningach. Coś, co psy zaprzęgowe uwielbiają ponad wszystko.
Szaleństwo.
W lesie, szczególnie tym nieznanym, są szczęśliwe. Wreszcie coś nowego! Do tego dochodzą szkolenia: żadnego siad, leżeć, daj łapę. Tylko: stój, skręć w prawo, w lewo, omiń po prawej, po lewej, zawróć, przyspiesz. I bardzo ważna komenda ratunkowa: Go home!
W każdym zaprzęgu trzeba ustalić hierarchię. Najważniejszy jest lider - pies, który poprowadzi inne. Musi być odważny, bo za nim pójdzie reszta. Pies, który rządzi stadem, czyli zarządca nie lubi być ścigany, dlatego biegnie z tyłu. Ma baczenie na całą resztę. - Najgorszą karą dla lidera jest postawienie go z tyłu. On po prostu musi prowadzić - mówi Michał.
Lider to perła, brylant, na którego czeka się niekiedy kilka miotów. Korzeniewski ma swoją liderkę. Nazywa się Wiedźma. - Go, go, go! - krzyczy Michał, kiedy zaprzęg rusza.
Wiedźma pędzi jak błyskawica. Nie patrzy na boki, nic jej nie powstrzyma. Do mety dobiega zziajana. Szczęśliwa. Nie wie, czy pierwsza, czy ostatnia. Dla niej każdy wyścig jest wygrany. Wiedźma żyje po to, by biegać. Jak każdy pies zaprzęgowy.

Zofia, wieś i psy

Michał jest dziś studentem III roku medycyny. Będzie lekarzem, podobnie jak jego mama, tato i starszy brat. Może chirurgiem? - Świetnie radzę sobie ze zszywaniem - śmieje się. - Ile już psów pozszywałem!
Ma dosyć wyraźną wizję swojego życia. Na pewno na wsi, niekoniecznie w Polsce. Z Zofią, z którą dziś jeździ na zawody. Zofia, która studiuje architekturę krajobrazu na SGGW Warszawie jest oczywiście maszerką.
Zamieszkają z psami: Michała, Zofii i kolejnymi, które jeszcze na pewno się pojawią.



  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!