wtorek, 12 grudnia 2017 r.

Magazyn

"...bo dziewczyny to nudne jędze..."

  Edytuj ten wpis
Dodano: 29 lipca 2004, 10:50




d Do restauracji odprowadzają ich „ochroniarze” – mamy, ojcowie, dziadkowie. Później wystrojone damy i panowie z nażelowanymi fryzurami zostają sami. Od tej pory o ich dobry nastrój na urodzinowej zabawie dbają hostessy. Jest tort, szampan. Po kilku godzinach „ochroniarze” zabierają ich do domu. Tak, aby zdążyć na dobranockę...

Jubilat, Wojtek Falęcki z niecierpliwością czeka na schodzących się gości. – Urodziny urządzałem już nieraz – mówi. – Ale nie jedenaste. A to poważna sprawa!
W większości restauracji urządzających kinderbale, weekendy są już zajęte.
Rezerwacji trzeba dokonywać z kilkutygodniowym wyprzedzeniem.
Dlatego Wojtek kolegów zapraszał dużo wcześniej. Miejsce urodzinowej imprezy nie było zaskoczeniem. Zawsze spotykają się w tej samej restauracji. Są balony, przebierańcy w strojach kurczaka, konkursy...
Urodzinowa impreza zaczyna się w miarę spokojnie. Rodzice przyprowadzają grzecznych, gładko przyczesanych chłopców. Dzieciaki składają jubilatowi życzenia, wręczają prezenty.
– Dostałem piłkę, rękawice, perfumy... – wylicza Wojtek. – To tak na początek. Później jeszcze pewnie coś od restauracji dostanę. Oni zawsze coś dają na koniec zabawy. Mam tylko nadzieję, że nie to samo, co w tamtym roku. Bo nudno by było...
Mateusz Żurawski na urodziny kolegi przybywa punktualnie. Mówi, że w tym tygodniu to już drugie urodziny. W miesiącu chyba piąte. A w roku? Nie da się zliczyć.
– I na wszystkich raczej byłem – przypomina sobie Mateusz. – Staram się nie opuszczać takich imprez, bo jest super-ekstra-fajna zabawa!
Wśród zaproszonych brakuje dziewczynek.
– Koleżanek nie zapraszałem, bo to nudne jędze – tłumaczy Wojtek. – A my tu z chłopakami sami damy sobie radę...
– A ja tam bym chciał, żeby były dziewczyny – mówi Andrzej Marcinek, jeden z zaproszonych gości. – Wtedy można byłoby potańczyć. Bo teraz to z kim? Z chłopakami?...
Najlepiej tam, gdzie wolno brykać
Spokojna atmosfera mija sekundę po wyjściu rodziców. Zostaje tylko mama jubilata. – Wolę mieć ich na oku – tłumaczy Anna Falęcka. – Choć chłopcy czują się tak swobodnie i luźno, jakby mnie tu nie było. Nic dziwnego – to miejsce znają jak własną kieszeń. Tyle razy tu byli.
Po życzeniach i prezentach chłopcy siadają przy plastikowych stolikach w specjalnie odgrodzonym kąciku urodzinowym. Młodzi panowie wspominają, że w innej restauracji urodziny odbywają się w oddzielnej sali na piętrze.
– Czasami ktoś organizuje imprezę w domu, ale wtedy już nie jest tak fajnie – przekonuje Łukasz Dyś, kolega Wojtka. – W mieszkaniach jest mało miejsca i trzeba być grzecznym. No i nie wolno brykać, a to jest największą przeszkodą.
Intensywne zabawy w mieszkaniu przeszkadzają także rodzicom.
– Nie wyobrażam sobie takiej swawoli w domu. O ile nie potłukłyby się szyby i szkła, to i tak po takim spotkaniu byłby niezły bałagan – mówi mama Wojtka. – Dlatego urodziny dla synów wolę wyprawiać tutaj. Nie płacę za wynajem sali i, co najważniejsze, nie muszę później sprzątać. Kupuję tylko jedzenie.
Chichoty i latająca kukurydza kontra malowane buzie
Chłopcy zamawiają to, „co tygryski lubią najbardziej”, czyli frytki, hamburgery, colę. Oczekiwanie na jedzenie umilają im dwie hostessy: Ania Wójcik i Magda Baranowska. Dziewczyny rysują na tablicy, wymyślają zagadki.
– Te rebusy są proste jak dla maluchów – szepcze Łukasz do Mateusza. – I jeszcze na nas „dzieci” mówią! To nas obraża. Bo my przecież taką młodszą młodzieżą jesteśmy...
Tuż po jedzeniu hostessy zabierają urodzinowych gości na wycieczkę po restauracji. Młodych imprezowiczów słychać wówczas w całym lokalu. Biegają między stolikami. Bez zahamowań wchodzą na zaplecze. Okupują kuchnie, piece, chłodnie. Tam też... zamykają kilku pracowników.
– Wypuście nas! Wypuście, bo będziemy musieli przerwać urodziny! –krzyczą kucharze. Chłopcy chichoczą i nie reagują na prośby i groźby pracowników restauracji. – Jeśli nie wypuścicie panów, nie będziecie mogli sami upiec pizzy. Zabawa się skończy i pójdziecie do domu... – grozi Ania Wójcik. Ten argument przemawia do jubilata i jego gości. Chmara dzieciaków przenosi się w okolice pieca. Tam każdy z chłopaków przygotowuje swój kawałek pizzy. Kukurydza, ser i oliwki wirują po całej kuchni.
Hostessy mówią, że dziewczynki bawią się inaczej. Przychodzą w modnych kreacjach, z pomalowanymi buziami, z pokręconymi włosami lub uczesanymi w koki.
– Urodziny dziewczynek są spokojniejsze. Młode panny nie krzyczą, nie biegają. A jakie wystrojone się pojawiają! – zachwyca się Magda Baranowska.
Zamiast tortu – nesquick i truskawki
Po przyrządzeniu pizzy chłopcy wracają do urodzinowego kącika. Siadają przy stolikach. Hostessy wyciągają plastikową trasę i układają ją razem z chłopcami. Później odbywają się samochodowe wyścigi po ułożonej trasie. Właściciel pierwszego samochodzika wygrywa niespodziankę od restauracji. Za chwilę w towarzystwie pojawia się kucharz, przebrany za kurczaka. Chłopcy nie dają mu spokoju. Wyrywają piórka, podszczypują.
– Trzeba ciągle coś wymyślać, bo dzieciaki szybko się nudzą – twierdzi Ania Wójcik. – To bardzo wymagająca klientela.
Na koniec zabawy powinien pojawić się tort. Niemalże wszystkie imprezy kończą się zdmuchiwaniem świeczek. Chłopcy jednak nie domagają się urodzinowego ciasta.
– Już tyle razy je jedli, że chyba im się znudziło. A ja zamawiam zawsze to, co sobie goście zażyczą – mówi mama Wojtka. Tym razem są to lody. Koniecznie z nesquickiem i truskawkami.
Przy deserze dzieciaki planują kolejne urodziny.
– Ja chciałbym zrobić w duuużej sali. I żeby muzyka grała do samego rana... – marzy Mateusz.
– Na moje urodziny zamówiłbym tancerzy break dance. No i żeby hip hop leciał z głośników. Ale nie taki byle jaki. Tylko amerykański! – mówi Andrzej.
Po dwóch godzinach balowania po dzieciakach nie widać zmęczenia. Chłopcom nie spieszy się do wyjścia. Teraz szukają wrażeń w restauracyjnej toalecie. Po odbiór imprezowicza zgłasza się pierwszy „ochroniarz” – dziadek Andrzeja.
– To co, zbieramy się wnusiu? – pyta.
– Nieeee! Jeszcze nieee... – buntuje się Andrzej. – To będzie obiciachowe, jak teraz wyjdziemy. Zabawa jeszcze trwa. A na dobranockę się jeszcze zdąży...
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!