sobota, 18 listopada 2017 r.

Magazyn

Najpierw grał na perkusji w zespole "Chłopcy Śmierci”. Studiował historię Austro-Węgier. Potem zaczął pisać o restauracjach. Jak dobrze, to na sali były komplety. Jak źle: restaurator bankrutował. Dziś jest telewizyjną gwiazdą.

A skąd się wziął w Lublinie? - W kolejce do programu czeka ponad dwieście miejsc - mówi Przemek Osuchowski, autor scenariusza programu "Podróże Makłowicza”, a na co dzień mąż Ewy Wachowicz.
Ewa Wachowicz jest producentem. Kiedyś była Miss Polonia i rzeczniczką... premiera Waldemara Pawlaka.
Ale wracamy do Makłowicza. Ten wziął się u nas z zamiłowania do nalewek. A dokładnie do biłgorajskiej żurawinówki.
- Nagle wypadł nam zagraniczny wyjazd. Spytałam Roberta, gdzie jedziemy. Jak to gdzie? Do Lublina - opowiada Agnieszka Makłowicz, która w siedmioosobowej ekipie jest kierownikiem produkcji.

Południowiec

Nałęczów. Gejzery, jacuzzi, sauna, hammam, sztuczna rzeka. W basenie z białej glinki, sprowadzanej z Grecji. - Jestem człowiekiem Południa. Im cieplej, tym lepiej - mówi Makłowicz.
W tym czasie Wachowicz rozdaje autografy. - Ma klasę. Należało jej się z tą Miss Polonia - szepcze zaaferowana kuracjuszka. - Droga pani... i z Wicemiss Świata. I z Najpiękniejszą Studentką Świata - wylicza reżyser Piotr Mikucki.
A my przepytujemy Agnieszkę. Makłowicz gotuje w domu? - Mamy mało czasu i najczęściej gotuje mama Roberta.
Co jadacie?
- Dużo makaronów, ryżu, past. Więcej warzyw i ryb. Mniej mięsa.
Na śniadanie?
- Robert wstaje o jedenastej i pije kawę. To wszystko. A obiad wieczorem; najlepiej w nocy.
Robert dobrze gotuje?
- Na ekranie i w domu tak samo. Czyli pysznie - ucina Agnieszka.

Piwo u Reja

W Lublinie najpierw poszedł na targ przy Ruskiej. Z Ewą Wachowicz kupił 2 litry mleka, 2 kg białego sera i 2 osełki masła. Potem zszedł do podziemi. Obejrzał Trybunał Koronny od spodu. Posiedział w miejscu, gdzie siadał Mikołaj Rej i Jan Kochanowski. Potem przed Trybunałem ugotował faramuszkę, czyli gramatkę. - Nie mylić z gamratką czyli kobietą lekkich obyczajów - śmieje się Makłowicz.
Prosto z planu urwał się na kawę. - Macie tu pyszną kawę. Niezwykłą kawiarnię. Jak z PRL. Zaraz, zaraz. Tak. Czarci Pazur - Czarcia Łapa, Bobeczku - poprawia Agnieszka.

Czakram lubelski

Ale zanim w wirydarzu klasztoru Dominikanów żubra ugotował, najpierw z kamerą odwiedził kaplicę św. Trójcy na zamku. Zachwycony malowidłami, portretem Jagiełły, najlepszego myśliwego wśród królów, aż dziesięć razy musiał powtarzać kwestię.
- Już nie mam siły - szeptała na stopniach ołtarza Ewa Wachowicz. - Mamy na to radę. Czakram - podpowiedział Zygmunt Nasalski. Za chwilę Ewa uklękła we wskazanym miejscu i dotknęła kamieni. - Ja też chcę, ja też - krzyknął Makłowicz.

Do klasztoru

Ale najważniejszym daniem w odcinku "Lubelski smak” został żubr. - Z dwóch powodów: w zajeździe "Marta” w Pułankowicach jest najlepsza dziczyzna na świecie. Po drugie, w klasztorze Dominikanów odbyła się uczta po podpisaniu unii Polski z Litwą, na której na pewno podano żubrzynę - tłumaczy Makłowicz.
Żubr, wraz ze stosownymi dodatkami, przyjechał z Pułankowic. Najpierw Makłowicz go doprawił, potem upiekł w piekarniku, posiekał, dodał pora i zrobił befsztyk.
- No i jak? - wyciągnął widelec w kierunku Marty i Stanisława Stelmachów, właścicieli zajazdu w Pułankowicach. - Lepszy niż u nas - potwierdzili. - Ha, potrafi się gotować, co?

Reaktywacja

Środa rano. Makłowicz nic nie widzi na jedno oko. Zapuchnięte, łzawi. O siódmej w Kraśniku dostaje w aptece krople. Jedziemy razem.
- Wolniej! Boli mnie - mówi z tylnego siedzenia.
- Jak zachoruje, to lekarz i antybiotyki. Nie ma przeproś - mówi Agnieszka Makłowicz.
Za kilkadziesiąt minut jesteśmy w Obszy. W karczmie "Roztocze” Makłowicz wysiada z samochodu.
- Idę się przejść - rzuca do ekipy.
Za chwilę: - Nie idę. Nie chce mi się - mówi jak rozkapryszone dziecko.
Krótka rozmowa na boku z Agnieszką. Reaktywacja. Biłgorajski strój. Na furmankę. Za chwilę uśmiechnięty i radosny robi gryczany piróg.

Piejo kury, piejo

- Mielone, prażone, tłoczone - objaśnia proces tłoczenia oleju lnianego u Tomasza Wołoszyna w Biszczy. U Krystyny Kluchy pokazuje jak działa autentyczna kaszarnia. W Łazorach wraz z Henryką Oziębło robi pierogi z gąsek.
W Zagrodzie Sitarskiej w Biłgoraju śpiewa razem z ludowymi śpiewaczkami z Rudy Solskiej. Robi krężałki, czyli małe kiszone kapustki. Następnie kapustę z grochem. I objaśnia, jak robi się żurawinówkę.
Jest ósma wieczór. Zmęczony. Zziębnięty. Wypija herbatę z żurawinówką. I chowa się w jednym z pokoi. Po chwili do tłumnie zgromadzonej publiczności dochodzi mocny śpiew: Piejo kury, piejo, ni majo koguta.
Kiedy ekipa zwinie sprzęt, wszyscy ruszają w drogę. Do Krakowa...
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!