piątek, 18 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Byłem donosicielem

Dodano: 13 lipca 2006, 16:27

W połowie maja pojawiły się pierwsze doniesienia, że ksiądz Michał Czajkowski przez blisko ćwierć wieku był agentem SB. Oficerem prowadzącym miał być Adam Pietruszka, esbek skazany za zabójstwo ks. Popiełuszki. Dla wielu był to szok. Znali Czajkowskiego jako działacza podziemia. Uważali go za autorytet i wielce cenili za działalność w Polskiej Radzie Chrześcijan i Żydów. Ks. Czajkowski zaprzeczał i zniknął na kilka tygodni z życia publicznego. Teraz potwierdza większość zarzutów

Wkrótce po oskarżeniach redakcja miesięcznika "Więź”, z którym zresztą ks. Czajkowski współpracował, podjęła decyzję o zbadaniu, analizie i weryfikacji esbeckich dokumentów - Tak ciężkie zarzuty nie mogą pozostawać niewyjaśnione - stwierdzili autorzy opracowania, które ukaże się w najnowszym, lipcowo-sierpniowym numerze miesięcznika.

Teczka

Dr hab. Andrzej Friszke, dr Anna Karoń-Ostrowska, Zbigniew Nosowski i Tomasz Wiścicki sprawdzili wszystko. Dokumentacja sprawy dotycząca tajnego współpracownika "Jankowski” to 898 stron i 80 klatek mikrofilmu. Wśród dokumentów są raporty "Jankowskiego”, w większości pisane na maszynie, rzadko odręcznie, a także liczne notatki oficerów prowadzących.
Autentyczność materiału archiwalnego nie budzi zastrzeżeń. - Można się jedynie zastanawiać, czy wszystkie doniesienia pochodziły rzeczywiście od "Jankowskiego” - pytają autorzy opracowania.
Co jednak najważniejsze, większości rękopisów została sporządzona ręką ks. Czajkowskiego. Ocena tych materiałów też nie pozostawia cienia wątpliwości: ks. Michał Czajkowski był tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie "Jankowski”.

Przyznanie

W rozmowach z autorami raportu ks. Czajkowski nie zaprzeczał większości przedstawionych faktów.
"Wielu z nich jednak nie pamięta. W niektórych przypadkach twierdzi, że nie mógł przekazywać pewnych informacji, gdyż nie miał do nich dostępu (dotyczy to zwłaszcza wydarzeń z lat osiemdziesiątych). Ponadto ks. Czajkowski stanowczo podkreśla, że nie brał od MSW żadnych wynagrodzeń lub prezentów, choć w swoich dokumentach oficerowie SB kilkakrotnie zanotowali, że takowe mu przekazywali” czytamy w raporcie.

Złapany na KUL

U źródeł współpracy ks. Michała Czajkowskiego z SB miał leżeć szantaż. W poszczególnych okresach współpraca ks. Czajkowskiego przybierała różne formy i intensywność. Różna była też częstotliwość spotkań, liczba i merytoryczna zawartość dostarczanych charakterystyk. W 1956 r., gdy Michał Czajkowski był klerykiem w seminarium, krótki epizod współpracy zakończył się jego pisemną rezygnacją.
Do odnowienia współpracy doszło - po raz drugi za sprawa szantażu - w 1960 r. Czajkowski był wówczas studentem KUL i wybierał się na dalsze studia do Rzymu.
Z esbeckich dokumentów wynika, że Czajkowski informował wtedy o sytuacji na uczelni.
Po pierwszym pobycie w Rzymie (1961-1962) kontakty z ks. Czajkowskim przejął wywiad Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, gromadzący m.in. wszelkie informacje na temat Polaków za granicą. Raporty z tego okresu dotyczyły głównie polskich księży w Rzymie. Po powrocie do kraju ks. Czajkowski był wykładowcą wrocławskiego seminarium duchownego. Później kontakty z SB znacznie osłabły: ks. Czajkowski w 1972 r. został proboszczem wiejskiej parafii na peryferiach Zgorzelca.

Czego SB nie wiedziało

Od roku 1972 oficerami prowadzącymi "Jankowskiego” byli wyłącznie esbecy najwyższego szczebla, najpierw w województwie wrocławskim, a potem w centrali MSW. Od roku 1975 "Jankowski” praktycznie nie dostarczał już pisemnych raportów. Esbecy pozwalali mu wówczas subiektywnie odczuć, że jest jedynie partnerem w "niezobowiązującej” dyskusji. Jak można sądzić, "Jankowski” był w tym czasie dla SB swego rodzaju "konsultantem”. A SB mogło w ten sposób weryfikować informacje zdobyte inną drogą.
Ale w tym samym czasie ks. Czajkowski zangażowal się w pomoc podziemiu i to autorzy opracowania podkreślają: "Przez cały czas współpracy ks. Czajkowski jednocześnie czynił ludziom wiele dobra i był zaangażowany po stronie "Solidarności”. Nie zawsze robił to, o co był proszony jako t.w. "Jankowski”. SB nie wiedziała nawet o wszystkich jego działaniach. Karol Modzelewski pamięta, że właśnie przez ks. Czajkowskiego przekazywał z obozu internowania grypsy adresowane do Józefa Piniora, szefa podziemnej "Solidarności” na Dolnym Śląsku. Informacje te bezpiecznie docierały do adresata.

Pewność

Weryfikacji historyków nie wytrzymały natomiast niektóre zapiski płk. Adama Pietruszki. Tu "Więź” powołuje się na opinię bp. Alojzego Orszulika. Kontrowersyjnym zapisem jest także notatka Pietruszki o rozmowie "Jankowskiego” z prymasem Polski.
Kardynał Glemp potwierdził, że nie jest prawdą, jakoby ks. Czajkowski miał go negatywnie nastawiać do ks. Popiełuszki.
Jednak odnalezione błędy czy przeinaczenia w notatkach płk. Pietruszki nie zmieniają tego, że w latach 1960-1984 ks. Michał Czajkowski był faktycznie tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie "Jankowski”. Jedynie z lat 1964-66 nie ma żadnych dokumentów świadczących o współpracy (ks. Czajkowski studiował wówczas w Jordanii i Jerozolimie).
28 października 1984 r., po zamordowaniu Jerzego Popiełuzki, ks. Czajkowski gwałtownie zerwał współpracę z SB.

Epilog

"Analiza zachowanych dokumentów SB odsłania obraz człowieka uwikłanego w sieć szantażu i fałszywych obietnic. Uwikłanego - bo został uwikłany, pozwolił się uwikłać i przez długie lata nie umiał się z tego uwikłania wyzwolić. Czytając te akta, dostrzegamy zatem potężny mechanizm systemu komunistycznego, który cynicznie i z premedytacją używał ludzi do swych własnych celów, niszcząc ich moralnie i duchowo.
A dobro, jakie działo się za przyczyną ks. Czajkowskiego - o którym trzeba pamiętać - nie przekreśla jednak zła, jakie się wydarzyło przy jego współudziale. Jak też na odwrót: zło nie przekreśla dobra”.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!