sobota, 16 grudnia 2017 r.

Magazyn

Cały czas łapię balans: Rozmowa z pisarzem Andrzejem Stasiukiem

  Edytuj ten wpis
Dodano: 20 listopada 2011, 09:34

Andrzej Stasiuk (Jacek Świerczyński)
Andrzej Stasiuk (Jacek Świerczyński)

Z Andrzejem Stasiukiem, pisarzem i współwłaścicielem wydawnictwa Czarne rozmawia Waldemar Sulisz.

• Jest pan warszawiakiem z krwi i kości?

– Ja jestem wieśniakiem. Moi rodzice do Warszawy przyjechali z prowincji. Matka jest z Mazowsza, ojciec z Podlasia.

• A na Podlasiu skąd?

– Między Sokołowem a Drohiczynem. Ojciec chodził do szkoły z Danielem Olbrychskim.
• Dzieciństwo u dziadków?

– Do dwunastego roku życia wychowywałem się u dziadków na Mazowszu. Męskie inicjacje przeszedłem u dziadka na Podlasiu. Nad Bugiem mnie chłopaki wszystkiego nauczyli.

• Grał pan na perkusji ?

– Nie. Ale zawsze chciałem być perkusistą. Grałem z przyjaciółmi, którzy w Warszawie zarabiali na ulicy, czasami pozwolili mi na jakiś bębnach zagrać. Z litości mnie brali.

• Czego pan się nauczył od ojca?

– Czegoś straszenie ważnego. Z ojcem miałem zawsze kłopot. Uciekałem z domu, nie chciałem żyć jak on, powtarzać jego drogi. Przez mgłę wspomnień zobaczyłem, że przez 50 lat wychodził rano do pracy i zawsze wracał. Jak już byłem dojrzałym człowiekiem zrozumiałem, że to naprawdę był facet. Nie sztuka sobie polecieć w kosmos, sztuka wracać codziennie do domu, niezależnie od tego, co się w domu dzieje, czy jest ciężko, czy jest trudno. Tego się nauczyłem. Bycia mężczyzną.

• Od mamy?

– Mama jest jak ptaszek. Sztuki opowiadania, bo jest bardzo inteligentną kobietą.

• Jak się rozmawia z tatą dziś?

– Teraz to on gada bez przerwy. Są starzy, mają pod osiemdziesiątkę. Nie przerywa im się, pytam ojca jak było na wsi. Ojciec idzie w monologi, matka jeszcze rozmawia.

• Czemu pan zwiał z wojska?

– Wzięli mnie do tego wojska raptem, jak barana. Poszedłem, choć bardzo nie chciałem. Strasznie nudno w tym wojsku było. Jak zwiałem, to piłem dwa miesiące. W końcu mnie znaleźli na przyjęciu. Stasiuk? Mówię Stasiuk. No to co? Pójdziemy. Nalejcie mu szklankę wódki, bo on długo nie będzie pił. Zamknęli mnie na półtora roku.

• W tym samym więzieniu siedział Maleńczuk?

– I za to samo. Jest tak piękna piosenka Maćka o chłopaku, który zabił swojego brata niechcący. Siedziałem z tym chłopakiem.

• W więzieniu nauczył się pan bić?

– Skracaliśmy sobie czas, odbywając pojedynki. Na chama, przed celami.

• Skąd się w pana życiu wzięła miejscowość Czarne?

– Z przypadku. Mam przyjaciela, który wyjechał w Beskid Niski i kupił dom w miejscowości Czarne. Łemkowska wieś wysiedlona do podszewki. Zostały dwa domy. Jeden z nich kupił Jurek Szczepkowski. Kiedy wyjechał do Ameryki, poprosił, żebym popilnował dobytku. Wyjechał na sekundę, wrócił po dziesięciu latach. Żyłem tam przez trzy lata w zupełnym odosobnieniu. Czasami przez trzy miesiące ludzi nie widywałem. Czytałem sobie Biblię, nauczyłem się, że można przez dwa miesiące milczeć, rozmawiając z samym sobą. Że można żyć bez prądu, radia, telewizji i nie ma dramatu. Można codziennie wstawać w ciszy i jedynym towarzyszem jest przyroda. Pierwszej samotności nauczyło mnie więzienie, drugiej przyroda.

• Teraz mieszka pan w Wołowcu i zbudował pan sobie pracownię w spichlerzu.

– To przeniesiona chałupa. Siedzę tam. Mówię rodzinie: Idę do roboty. Jak mój ojciec. Jak coś się gmatwa, wychodzisz przed chałupę, widzisz szron na drzewach, tak się żyje. W ciszy. Patrzysz, jak słońce wstaje w ciszy. Przychodzą moje barany, zadzwoni dzwoneczek na szyi. To patrzenie jest jak medytacja i modlitwa. Cud. Cały czas cud.

• Ma pan jedną żonę ponad dwadzieścia lat. Wciąż pan jest w niej zakochany?

– To, że ja jestem w niej zakochany to pół biedy, ale że ona mnie znosi, to jest jakiś cud. A co w tym dziwnego, że z jedną żoną i to ponad dwadzieścia lat? Ani sekundy nie miałem wątpliwości, że może być inaczej. Wiem, że jest taki czas, że ludzie żyją na próbę albo kończą sześciedziątkę, biorą sobie młodą dziewczynę i mówią, że może się uda. Się nie uda.

• Jaki jest wasz związek?

– Zawsze mówię o swojej żonie, że nigdy się z nią nie nudziłem. Wiem, że nuda zabija związki. Ani przez sekundę nie czułem nudy z moją żoną i ona mam wrażenie też nie. Zawsze jest tak, że emocje gasną, ale cały czas trwa związek duchowo emocjonalny. I on cały czas inspiruje, cały czas kręci. Człowiek wstaje rano i jest ciekaw, co ona powie. Po prostu. Zwyczajna rzecz. Nie ma tak, że ktoś cię znudzi, to mówisz danke. To ja sobie znajdę nową lalkę i będę się bawił. Nie ma tak, bo wtedy człowiek zostaje z szeregiem lalek albo ze wspomnieniami o nich. Do człowieka trzeba się dogrzebać, doskrobać. To nie jest tak, że jak cię żona zmęczy, znudzi to jest koniec. Wystarczy chwilę przeczekać i już jest dobrze.

• Co w życiu jest ważne?

– Wiara, nadzieja i miłość.

• W jakiej kolejności?

– W odwrotnej. Chodzi o to, żeby to życie przeżyć. I odchodząc powiedzieć: okej, dostałeś tyle czasu i w miarę się w nim wyrobiłeś. To się tak ładnie w wywiadach mówi. Ale, jak się będzie umierało, to niewiadomo.

• Boi się pan choroby, starości?

– Już jestem stary, ludzie. Jasne, że się boję, już mam parę chorób fajnych. Ale chciałbym się z tym uporać. Fajnie było. Cały czas mam nadzieję, że pan Bóg zafunduje mi coś szybkiego na koniec.

• To prawda, że zachodzi pan na cmentarz i patrzy na swoje miejsce, za cerkwią?

– Prawosławny cmentarz, który się z lasem spotyka, z łąkami, sarny przychodzą. Baśń tam leżeć.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!