niedziela, 20 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Cieć Edi daje korepetycje

Dodano: 27 września 2002, 14:00

Henryk Gołębiewski
Henryk Gołębiewski

Rozmowa z aktorem niezawodowym Henrykiem Gołębiewskim,
odtwórcą tytułowej roli w entuzjastycznie przyjętym przez publiczność
w Gdyni filmie "Edi” Piotra Trzaskalskiego

• Po ponad 20-letniej przerwie znów możemy oglądać pana na dużym ekranie. Zagrał pan tytułową rolę
w przejmującym filmie "Edi” w reżyserii Piotra Trzaskalskiego. Czy to oznacza powrót do pracy aktora?
- Ja to bym chciał wrócić do filmu, nawet bardzo, ale wszystko w rękach reżyserów. To oni o tym zadecydują i albo będą mnie brać do filmów, albo nie. Okaże się… Ja nie umiem rozpychać się łokciami. Dostanę propozycję, to z niej skorzystam.

• A z czego pan teraz żyje?
- Ochroniarzem jestem.

• Gdzie?
- A, na parkingu. Samochodów pilnuję. Teraz to się ładnie mówi: ochroniarz, a dawniej to był cieć. Wcześniej pracowałem jako budowlaniec w grupie remontowej, a już zupełnie na samym początku byłem ślusarzem narzędziowym. Ale tylko przez miesiąc, bo nie podobało mi się. Można było zamknąć oczy i robić. Innych ludzi wcale się nie widziało. I wciąż to samo. Dlatego później zawsze miałem taką pracę, że nie byłem na stałe uwiązany w jednym miejscu. I teraz nie żałuję ani jednego dnia w swoim życiu.

• Tęsknił pan przez te wszystkie lata za filmem?
- Czy ja wiem, czy tęskniłem? Nie myślałem o tym, żeby wrócić.

• To kto sprawił, że znów zaczął pan myśleć
o udziale w filmach?
- Jurek Gudejko, który prowadzi agencję aktorską. Spotkałem go któregoś razu na ulicy i zapytał mnie, czy nie chciałbym trafić pod jego skrzydła. Powiedziałem, że czemu nie. I tak to się zaczęło. Wystąpiłem w "13 posterunku”, "Bożej podszewce”, w "Wielkich rzeczach” Krzyśka Krauzego, a ostatnio w "Plebanii”, "M jak miłość” i w "Na dobre i na złe”. Ale główną rolę zagrałem dopiero w "Edim”.

• I jak odnalazł się pan na planie?
- Dobrze. Tego się nie zapomina, tak samo, jak nie zapomina się jazdy na rowerze. Chyba trzeba mieć jakąś iskierkę w środku i potem ją rozżarzyć, żeby mogło powstać z tego ognisko.

• Edi jest zbieraczem złomu, ale jego pasja to czytanie książek znalezionych na śmietniku. Dlatego dwaj bracia, których strach się bać, proszą go o pomoc
w nauce ich 17-letniej siostrze Księżniczce. Trzy miesiące później ona jest w ciąży i mówi, że to Edi ją zgwałcił. Za karę bracia pozbawiają go męskości i oddają mu dziecko na wychowanie. Edi znosi to bez słowa skargi. A jak pan zachowałby się w takiej sytuacji?
- Ja grałem kogoś innego, na pewno nie siebie. Na miejscu Ediego nie wytrzymałbym nerwowo. Ja na pewno musiałbym dać tym braciom w twarz. Nie stałbym sobie tak spokojnie ze spuszczonymi oczami.

• W tym filmie jest pan chodzącą dobrocią…
- W sumie to nie jestem złym człowiekiem. Jak każdy, do jakiegoś momentu jeszcze wytrzymam. Ale co za dużo, to niezdrowo.

• Czy w jakiś szczególny sposób przygotowywał się pan do roli Ediego?
- Chodziłem i podglądałem złomiarzy. Patrzyłem, co robią i jak robią. Jak gniotą puszki, żeby mieć więcej miejsca. Widziałem, jak siadali koło trzepaka i kanapeczki sobie jedli. I to jest w filmie… Chciałem coś dać z siebie. A gdybym tego nie obserwował, nie wiedziałbym, co złomiarze tak naprawdę robią.

• Spodziewał się pan, że film będzie takim sukcesem, a pan okaże się największą gwiazdą festiwalu w Gdyni?
- Nie, nie spodziewałem się. Jestem oszołomiony ze szczęścia. Dawno nie czułem się tak wspaniale. Ostatnio dostałem bardzo ostro w kość od życia. Kobieta, z którą żyłem, zmarła mi w tym roku. Brat mi zmarł w tym roku… Ale nie chcę o tym mówić.

• Czy sposób pracy
w filmie zmienił się jakoś przez te wszystkie lata?
- Ja mam wielki szacunek do reżyserów starszej daty, bo kiedyś było dużo trudniej niż dzisiaj. Teraz reżyser wszystko widzi w monitorze, a przedtem musiał pracować "na czuja”.

• I co jeszcze się zmieniło?
- Teraz robi się wszystko bardzo szybko. W "Edim” mieliśmy 21 dni zdjęciowych, a w tamtych czasach kręcilibyśmy to przynajmniej trzy miesiące.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!