czwartek, 19 października 2017 r.

Magazyn

Co zostało z tego pokolenia?

  Edytuj ten wpis
Dodano: 29 marca 2006, 22:03

Wszystko poszło w niepamięć - mówi Tomek, student trzeciego roku Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. - Ustawianie świeczek na ulicach, włączanie światła w domach, tak żeby okna w blokach ułożyły się w kształt krzyża. Dla niektórych to była chyba moda: "Zrobię, bo inni też tak robią”.

Tomek nie chce, by w tekście pojawiło się jego nazwisko. Jeszcze do niedawna udzielał się w organizacjach kościelnych. Pomagał dziewczynom z patologicznych rodzin. Uczył je i dodawał im wiary w siebie. Mówił o sobie z dumą, że jest wolontariuszem. - Dalej mam w sercu tamte ideały, ale to nie znaczy, że muszę chodzić na marsze.

Różaniec na palcu
Rok temu młodzi ludzie zaczęli chętnie mówić o wierze w Boga i miłości do Jezusa. - Po śmierci papieża, takie wyznania przestały śmieszyć moich kolegów - przyznaje Krzysztof Krzaczek, uczeń drugiej klasy XIX LO im. Marii i Jerzego Kuncewiczów w Lublinie. Na palcu błyszczy srebrna obrączka. - To różaniec - uśmiecha się. - Noszę go od gimnazjum. Lubię go obracać i modlić się, gdy wracam ze szkoły.
Na początku jego rówieśnicy nie rozumieli po co go nosi. Pytali, żartowali. Ale gdy zobaczyli, że Krzysiek naprawdę się na nim modli, dali sobie spokój. O Bogu, Janie Pawle II w jego klasie zrobiło się głośno, po wydarzeniach kwietniowych ubiegłego roku. Tak, jak wszyscy chodzili na marsze, zapalali świeczki. - Nawet jeśli poszedł ktoś, kto tylko chciał pójść ze znajomymi, z dziewczyną, chłopakiem - to i tak nie pozostał obojętny. Klimat, który wytworzył się podczas tamtych dni, nie pozostawiał nikogo obojętnym - mówi Krzysiek.
Ma zresztą na to dowody. Jego kolega, który trzymał się z daleka od Kościoła, podszedł do niego i poprosił, żeby zaprowadził go do duszpasterstwa. Chodzi tam do dziś.

No logo
Młodzieżowe organizacje kościelne zaczęły pękać w szwach. - Było tylu chętnych, że na nasze spotkania musieliśmy wynajmować sale z Urzędu Miasta lub Wydziału Politologii UMCS - wspomina Mieczysław Puzewicz, rzecznik prasowy lubelskiej kurii i duszpasterz do spraw młodzieży. - Ale masowych przemian wśród młodych się nie doszukujmy. Pojedyncze przypadki owszem, były. Ktoś skończył z alkoholizmem, ktoś wrócił do Kościoła. Jedno jest pewne, poczucie wspólnoty wśród młodzieży się wzmocniło.

Zostali pokoleniem JP II
Gdy Polskę obiegła informacja, że jedna z firm chce wykorzystać ten symbol na kubkach, długopisach i innych gadżetach, młodzi zaczęli protestować. To licealiści i studenci z Centrum Duszpasterstwa Młodzieży, zrzeszeni przy kościele pod wezwaniem Ducha Świętego w Lublinie rozpoczęli akcję zbierania podpisów pod protestem. - JPII to nie logo. Papież nie uczył nas, jak zarabiać na swoich słowach. Dlatego nie możemy w taki sposób wykorzystywać ani Jego ani Jego słów - mówi Krzysiek, który też zbierał podpisy.

Ja płakałam
Zebrano ich kilka tysięcy. Do ich akcji przyłączyli się młodzi z innych miast. Równie żywiołowo pokolenie JPII zareagowało na wystawę koszulek, które miały być pokazywane podczas filmowego festiwalu praw człowieka w Akademickim Centrum Kultury "Chatka Żaka” Lublinie. - Wiele młodych osób dotknął napis "Nie płakałem/am po papieżu” - zaznacza Puzewicz.

Wystawę zdjęto.
- Czuję się uczestnikiem pokolenia JP II - mówi Iza Kuprel, studentka III roku polonistyki na KUL. - Ale nie uważam, by to był ruch masowy. Jan Paweł II dziś już nie interesuje wielu młodych. Widoczne to było w kinie na filmie o polskim papieżu. Kiedy weszłam do środka, na sali siedzieli głównie 40-, 50- i 60-latkowie.
Iza zajmuje się dziećmi ze Starówki. - Sobą chcę dawać świadectwo miłości Boga - mówi. - Tego nauczył mnie Ojciec Święty.
Nie tylko świeccy uczestnicy pokolenia Jana Pawła II poczuli potrzebę służenia Bogu. Kilka miesięcy po śmierci Jana Pawła II rozpoczął się boom w powołaniach. Lubelskie seminarium przyjęło ponad 20 proc. więcej chętnych niż w ubiegłym roku. - To istny fenomen - mówił wtedy ks. Tadeusz Kądziołka, dyrektor Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Lublinie. - Tylu chętnych jeszcze nie mieliśmy.

JP II i BJT
Renia Barańska, nigdy nie wstydziła się mówić o Bogu. Pewnie dlatego wraz z przyjaciółmi założyła zespół, który jak mówi gra "pozytywną muzykę z pozytywnym przesłaniem”. - A nazywamy się Być Jak Tata, czyli BJT. Te skróty są teraz modne - śmieje się Renia. - Ale przecież wiadomo, że to nie o to chodzi. Po prostu tak szybciej i krócej można coś powiedzieć.
Nazwa zespołu tuż po śmierci papieża nabrała innego znaczenia. Najpierw nazwali się tak, żeby czcić Jezusa. Później stwierdzili, że przecież ich tatą był także Ojciec Święty. - Takie myśli naszły nas po śmierci Jana Pawła II - opowiada Renia. - Pamiętam, jakim cudownym uczuciem było iść ulicami Lublina i głośno śpiewać o Jezusie. Nigdy tego nie zapomnę. Śmiało mogę powiedzieć, że bycie członkiem pokolenia JP II, to prawdziwe wyzwanie.
- To, że się ktoś urodził w latach, w których w Watykanie był polski papież nie znaczy, że jest pokoleniem JP II - dodaje Krzysiek. - Tutaj trzeba zaangażowania emocjonalnego, uczestnictwa, a nie tylko nazwy.

Rozmowa z dominikaninem o. Wojciechem Jędrzejewskim, współautorem modlitewnika dla młodzieży pt. „Z Bogiem na czacie”

• Jak się z ojcem witają młodzi ludzie? Cze Wojtek? Siemka? Joł? Pozdro? Szczęść Bo?
– Bez żadnych udziwnień, po prostu „ojcze Wojtku”.
• Nie próbowali nic unowocześniać?
– Jak nie? Próby dotyczyły mówienia do mnie „na ty”.
• A po spowiedzi mówi ojciec „spoko, możesz iść, jesteś rozgrzeszony”?
– Nie jest sztuką mówić ich językiem. Wyczaiłem to dawno temu. Kiedy komuś slogan młodzieżowy jest obcy, wtedy mówi tylko niby nowocześnie. Ja tak na początku miałem. Ale kiedy zacząłem przebywać z młodymi, jako duszpasterz młodzieży, zacząłem mówić tak jak oni. Na przykład ostatnio chodzi za mną słowo „wypasione”. Fajne jest. Mówię też, że coś jest zajebiste. Ale w kazaniu już tego słowa nie użyję. Są pewne granice.
• Ale „starszy” i „starsza” już się podczas mszy pojawia.
– Oczywiście, że tak. Ale czy „moja matka” nie brzmi chłodniej niż „moja starsza”? Przecież te słowa mają zupełnie inne znaczenia. Matka: negatywne i zimne. Starsza: ciepłe, luzackie.
• Takie słowa przyciągają młodych do Kościoła?
– Chwytów na młodzież nie ma. Takie myślenie jest pułapką, w którą wpadają dorośli. Młodzi potrzebują dojrzałych ludzi, ale takich, którzy będą do nich mówili w prosty sposób. Były dni, że na warszawskie msze przychodziło ok. 2 tysięcy młodych osób. Lecz sama msza, jej poszczególne elementy, nie powinny być udziwniane i unowocześniane. Na mszy mają się dobrze czuć zarówno introwertycy, jak i ekstrawertycy. Urozmaiceniem mogą być już pieśni. Ale i tak najważniejsze jest kazanie. To kluczowy wątek mszy i za każdym razem powinno być inne. Zawsze też powinno nawiązywać do Słowa Bożego. Tak, żeby ktoś, kto siedzi w ławce, pomyślał: „kurde, ten facet mówi o mnie, o moich problemach. I nie dość, że mówi o tym, co ja czuję, to jeszcze mówi, co Bóg o tym wszystkim myśli”.
• I żeby wierni nie usnęli. Jak to często bywa podczas czytania listów duszpasterskich.
– Oj tak... Jest już lepiej, bo biskupi trochę się pohamowali z wypisywaniem do wiernych. Ludzi to nudzi. Po kilku minutach wyłączają się i przestają słuchać. Nie wiem jakich sztuczek trzeba by użyć, żeby słuchali od początku do końca z taką samą uwagą i koncentracją.
• A młodzież umie się modlić?
– Gimnazjaliści, licealiści, studenci nie są świadomi, że można się modlić, gdy nachodzą pewne emocje: gniew, złość, pożądanie. Wtedy modlitwa pomaga zapanować nad sobą.
• Modlitwy „O wyjście z apatii”, „O odwagę unikania pokus”, „Po kilkugodzinnym czacie”, „Przed imprezą”, „Po imprezie” i „O cierpliwość wobec rodziców” pochodzą z „Z Bogiem na czacie”... Którą ojciec by odmawiał najczęściej, gdyby był uczniem?
– ... ja w liceum pewnie bym odmawiał tę o unikaniu pokus. Wtedy dziewczyny uruchamiały we mnie ogromną ciekawość; zwłaszcza tę hormonalną. Ostatnio też byłem w nałogu buszowania po sieci. Musiałem wykonać ostre cięcie i wyrzucić modem.
• Ale przecież w Internecie też można znaleźć coś na temat wiary, duchowości.
– Tak, sam jestem współtwórcą różnych portali katolickich. Uruchomiliśmy też coś takiego, jak skrzynka intencji na serwisie katolickim „Mateusz”. Każdy, kto chce o coś poprosić, wpisuje swoją intencję i wysyła ją do nas. Oczywiście można to zrobić anonimowo. My zbieramy wszystkie intencje i zanosimy je do sióstr karmelitanek. A one naprawdę nad każdą prośbą się modlą.
• „Z Bogiem na czacie” wywołało sporo kontrowersji?
– O negatywnych aspektach dowiedziałem się z mediów. Mam jednak wrażenie, że żaden z polonistów, który się wypowiadał na temat książki, nie przeczytał jej i tylko na wyrywkowych cytatach opierał swoją wiedzę na temat modlitewnika. A inny obraz się wyłania po zapoznaniu się z całością. Część książki zawiera medytacje, część jest napisana tylko przez gimnazjalistów. Muszę przyznać, że do mnie zwracali się tylko ci dorośli, którzy dziękowali za modlitewnik. Pewien mężczyzna z domu poprawczego poinformował mnie, że jego podopieczni dopiszą jeszcze inne modlitwy.
• Trudno dziś przyciągnąć młodych do Kościoła?
– Tak. Często są zgorzkniali i źli. Pamiętam, jak kiedyś młoda dziewczyna rzuciła taką rąbankę polskiemu papieżowi. A że to księża są źli, ludzie podli, Kościół bezwzględny. Złość aż z niej kipiała. Wtedy Jan Paweł II podszedł do niej i ją przytulił. Dziewczyna się rozpłakała. Tego właśnie potrzebowała: czułości. Ja, niestety, nie wszystkich mogę tak przytulać.
Arleta Kubicka

Grzegorz Kaczmarek - socjolog z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy

- Uważam, że generacji JP II tak naprawdę nigdy nie było.
Pokolenie JP II to raczej medialny zabieg. Uczestniczyliśmy w zbiorowym doświadczeniu, doznawaliśmy ogromnych emocji i poczucia wspólnoty. Ale jesteśmy różni: znajdziemy tu z jednej strony prymitywnego „kibola”, a z drugiej człowieka refleksyjnego. Tamte zbiorowe emocje pozwoliły zapomnieć o różnicach. Nawet „szalikowcy” ogłosili zawieszenie broni. Ale było to chwilowe uniesienie i szybko wróciły stare podziały i konflikty. Wciąż jesteśmy jako społeczeństwo raczej tłumem niż wspólnotą. Ale media lubią takie rzeczy. Media wszystko powiększają. Jeśli ktoś płacze przed kamerą, to zapłakana twarz pojawia się na ekranach telewizora w milionach domów. To przecież nie znaczy, że płacze całe społeczeństwo, ale wielu udzielają się te emocje. •

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!