poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Czerwony Bór 1982. Żądamy sprawiedliwości

Dodano: 8 stycznia 2009, 20:41

Jutro w Lublinie spotkają się byli opozycjoniści zamknięci w wojskowym obozie specjalnym w Czerwonym Borze. Przez lata bali się mówić, o tym, co ich spotkało w stanie wojennym. Teraz chcą, by prokurator postawił w stan oskarżenia mocodawców tej komunistycznej zbrodni

Istnienie Wojskowego Obozu Specjalnego nr 6 w Czerwonym Borze ujawniliśmy w lutym 2007 roku. Dotarliśmy do kilkudziesięciu działaczy "Solidarności” z Lubelszczyzny, którzy w październiku 1982 roku zostali powołani do wojska. 2 listopada wyjechali w nieznane, w sam środek leśnej głuszy na Podlasiu.

W sumie w Czerwonym Borze skoszarowano pół tysiąca opozycjonistów z całej Polski, w tym prawdopodobnie ok. 100 z Lubelszczyzny. Zamieszkali w nieogrzewanych bydlęcych wagonach. Codziennie byli przesłuchiwani przez oficerów WSW (Wojskowa Służba Wewnętrzna) i nakłaniani do współpracy.

Zapomnijcie o powrocie do domu, słyszeli od "żołnierzy”. Na poligonie stacjonują radzieckie wojska. Zrobią wam tu drugi Katyń.

- Nigdy nie zapomnimy tego, co nas spotkało w 1982 roku w Czerwonym Borze - mówi Józef Godlewski, prezes Krajowego Stowarzyszenia Osób Represjonowanych w Woskowych Obozach Specjalnych. - To hańba polskiego wojska. Pod płaszczykiem wojskowych ćwiczeń zafundowano nam wyjątkowo ciężkie internowanie.

Obóz internowania

Oficjalna nazwa: Wojskowy Obóz Specjalny nr 6 w Czerwonym Borze. Ale po pierwszych przesłuchaniach nikt nie miał wątpliwości: to wojskowy obóz internowania. Prawdopodobnie jeden z kilku lub kilkunastu z całej sieci wojskowych "gułagów” stylizowanych na leśne garnizony, gdzie przetrzymywano działaczy "Solidarności”.

Ale o tym nikt jeszcze wtedy nie wiedział.

Pierwszy miesiąc upłynął działaczom "Solidarności” w absolutnej izolacji od świata. Żadnych paczek, listów, przepustek; nawet wyjść do pobliskiej wsi Wygoda. Do bydlęcych wagonów stopniowo wpuszczano "kapusiów”, którzy próbowali wkraść się w łaski żołnierzy i znaleźć na nich haki. Przesłuchania przeplatały się z budowaniem śnieżnej drogi.

- Dowodzili nami młodzi podporucznicy, którym powiedziano, że jadą na niebezpieczną misję, podczas której będą mieli do czynienia z groźnymi przestępcami. Więc muszą być ostrzy - wspomina Władysław Kuś ze Świdnika, zamknięty w Czerwonym Borze. - Chodziło o to, żeby nas przeczołgać, upokorzyć, zastraszyć.

Zakopałem tam pamiątki

"Ćwiczenia” kończą się na początku lutego ‘83. Mężczyźni dowiadują się, że mają kilka minut na spakowanie i wymarsz na stację. Pada komenda: o tym, co tu było, nikomu ani słowa. To tajemnica państwowa. Wszystkie pamiątki z Czerwonego Boru zostają w obozie, można wywieźć tylko to, z czym się przyjechało.

Józef Godlewski swoje pamiątki zakopuje w lesie. Wraca 12 km ze stacji w Zambrowie, by je odkopać. To jest jego dowód na to, że w Czerwonym Borze był wojskowy obóz internowania. Po powrocie do Lublina pokazuje je i głośno mówi o hańbie polskiego wojska. - Rozmawiałem o tym z kilkoma ministrami już w demokratycznej Polsce. Tak, tak, rozpoznamy, uruchomimy - obiecywali. I sprawa
ucichała.

Zjazd

Po naszym tekście "Czerwony Bór. Polski gułag ‘82” zgłaszają się kolejne osoby, które zamknięto w specjalnych obozach wojskowych w kilku miejscach w Polsce.
- Zaczęliśmy się ze sobą kontaktować i nie mieliśmy wątpliwości, że pora przerwać milczenie - mówił Paweł Durakiewicz, opozycjonista wywieziony do Czerwonego Boru. - Chcieliśmy rozgryźć do końca tajemnicę tych obozów i znaleźć ludzi, którzy w podobny sposób byli więzieni w innych miejscach.

W grudniu 2007 roku odbył się w Lublinie I Zjazd Weteranów Specjalnych Obozów ‘82 - '83. Z całej Polski przyjechało ok. 100 byłych opozycjonistów, którzy zimą 1982 roku dostali powołanie do wojska. Zostali wywiezieni do czterech różnych obozów: w Czerwonym Borze, Budowie, Chełmnie i Czarnem.

Z Lubelszczyzny najwięcej osób trafiło do Czerwonego Boru, a także do Budowa k. Złocieńca (Koszalińskie).

- 3 listopada przyszło powołanie i trzeba było jechać - wspominał Wiesław Gawdzik z Kraśnika, który działał w "Solidarności” w Fabryce Łożysk Tocznych. - W domu została żona i dwoje małych dzieci. Nie mieli pojęcia, gdzie mnie wywożą. Był strach, była niepewność... Ale rozkaz trzeba było wykonać.

Stowarzyszenie

- To co nam zrobiono, to zwykłe draństwo! - denerwował się Leszek Jaronowski z Krakowa. - I nawet nie możemy powiedzieć, że byliśmy internowani...
Podczas zjazdu wyszły na jaw nowe fakty i okoliczności wojskowej akcji z ‘82 roku. Zapadła decyzja: powołujemy do życia Krajowe Stowarzyszenie Osób Represjonowanych w Woskowych Obozach Specjalnych. Prezesem zostaje Józef Godlewski.

- Do sądu w Lublinie skierowałem wniosek o uznanie obozu w Czerwonym Borze za zakamuflowaną formę internowania. Namawiam kolegów, by poszli moim śladem - mówi Godlewski. - Chcę, by sprawiedliwości stało się wreszcie zadość.

Też tam byliśmy

Po zjeździe ujawniają się kolejne osoby, które zostały wywiezione do specjalnych obozów. - Z Puław w Czerwonym Borze było 5 osób - wspomina Zbigniew Zubowski, założyciel "Solidarności” w Zakładach Azotowych "Puławy”. - Co stamtąd pamiętam? Dwukrotnie byłem przesłuchiwany przez oficera kontrwywiadu w stopniu majora. Wypytywał o wszystko. Ale wiele się ode mnie nie dowiedział. Te sytuacje utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie jestem na żadnych "ćwiczeniach”.

Zubowski wspomina wiele okoliczności, które go zszokowały: kipisz w barakach, rewizje osobiste, pobudki o 5 rano i wielokilometrowe biegi po lesie w 20-stopniowym mrozie. - Ja miałem wtedy 32 lata, dawałem radę. Ale ze mną byli starsi mężczyźni, często schorowani. Dla nich to było zabójcze - wspomina. - Warunki, jakie nam tam urządzono, były po prostu nieludzkie.

Kto jest winien

Po zjeździe w Lublinie Leszek Jaronowski tworzy specjalny portal, służący do kontaktów między byłymi "żołnierzami” z poszczególnych obozów. A Józef Godlewski organizuje pracę Krajowego Stowarzyszenia Osób Represjonowanych w Woskowych Obozach Specjalnych. Pierwsze posiedzenie zarządu odbędzie się jutro.

- Podejmiemy na nim kluczowe dla nas decyzje. Chcemy wystąpić do Wojskowej Komendy Uzupełnień o udostępnienie listy osób zamkniętych w wojskowych obozach specjalnych. Będziemy docierać do tych osób i wspierać je, jeśli są w trudnej sytuacji materialnej. Zwrócimy się też do prokuratorów z Instytutu Pamięci Narodowej, by pociągnęli do odpowiedzialności ówczesnych ministrów MON i MSW - wylicza Godlewski.

Śledztwo

Tymczasem Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu w IPN Białystok rok temu wszczęła śledztwo w sprawie komunistycznej zbrodni polegającej na fizycznym i psychicznym znęcaniu się nad żołnierzami zamkniętymi w Czarownym Borze.

- Już po pierwszych przesłuchaniach wiemy, że w Czerwonym Borze przebywali ludzie, którzy absolutnie nie nadawali się do tego, by być żołnierzami - mówi prok. Zbigniew Kulikowski, naczelnik Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku.

Prowadząca śledztwo prokurator Katarzyna Opacka jeździ po całej Polsce, szukając świadków zbrodni w Czerwonym Borze. - Rozmawiałam z osobami z gdańska, Gdyni i Szczecina, które były tam osadzone - mówi prokurator. - Będę też docierać do świadków z Lubelszczyzny. W tej chwili jesteśmy na etapie ustalania listy osób pokrzywdzonych.

Co przyniesie śledztwo? - Chcemy, by winni tej zbrodni zostali ukarani. Żeby prawda ujrzała wreszcie światło dzienne - mówi twardo Godlewski. - I żeby ktoś nas przeprosił.

Sprawa jest rozwojowa i skomplikowana - przyznaje prokurator Opacka. - Możliwa jest każda decyzja procesowa.

Paweł Durakiewicz

Czerwony Bór

Najgorsze były pierwsze tygodnie, gdy całkowicie odcięto nam kontakt ze światem. W głowie tragiczne myśli: co się dzieje z żoną, z dziećmi? Skoro zamknęli mnie, mogli zamknąć i ich. To wszystko wyglądało
na kolejną eskalację stanu wojennego - stanu, w którym władza może zrobić z człowiekiem wszystko.

Jacek Firkowski

Czarne na Pomorzu

Skoszarowali nas 2 listopada i wypuścili 2 lutego. Wszystko było dokładnie tak, jak w Czerwonym Borze: przesłuchania, rewizje, brak kontaktu ze światem. Tylko było nas tam mniej i mieszkaliśmy w lepszych warunkach.

Andrzej Barwiński

Czerwony Bór

Do wszystkiego doszło jeszcze osobiste upokorzenie, upodlenie wręcz. Gdy chodziliśmy zamiatać osiedle wojskowe, cywilni mieszkańcy omijali nas szerokim łukiem, patrząc na nas z obrzydzeniem. Powód? Ostrzeżono ich, że jesteśmy niebezpiecznymi zboczeńcami i mordercami. Zdolnymi
do wszystkiego.

Artur Kotyra

Czerwony Bór

Moja żona była nauczycielką
na wsi. Mnie zabrali w nieznane, a ona została sama - z malutkim dzieckiem i w ciąży. Wtedy byłem zrozpaczony. Dziś, gdy o tym myślę, to czuję wściekłość. Dlatego chcę o tym rozmawiać z ludźmi, którzy przeszli przez to samo. Wtedy myślę - jesteśmy siłą, jak wtedy.

Marcin Dąbrowski

historyk z lubelskiego oddziału IPN

x To nie był przypadek, że 2 listopada '82 powołano do "wojska” tak dużą grupę działaczy "Solidarności” z całego kraju. 8 października sejm PRL uchwalił nową ustawę o związkach zawodowych, która przekreślała szanse na reaktywację "Solidarności”. W odpowiedzi na to 9 października roku podziemne władze związkowe wezwały działaczy do zorganizowania 10 listopada strajku generalnego. To miała być równocześnie rocznica zarejestrowania "Solidarności” w ‘80 roku.

11-13 października już zaczęły się pierwsze zamieszki w kraju. Trzeba było coś z tym zrobić, tym bardziej że władze szykowały się do zniesienia stanu wojennego. Wymyślono więc unieszkodliwienie działaczy "Solidarności” przez masowe wcielenie ich do wojska. Najwięcej osób było z krakowskiego, lubelskiego, gdańskiego, wrocławskiego i z Wielkopolski. Nie ma wątpliwości, że miało
charakter represyjny. To był szczególnie dotkliwy obóz internowania. Całą operację przeprowadzała Wojskowa Służba Wewnętrzna, czyli poprzednik Wojskowych
Służb Informacyjnych. Dlatego tak niewiele o niej wiemy. •
Czytaj więcej o:
Użytkownik niezarejestrowany
Longin Wisniewski
Longin Wisniewski
(10) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (24 lipca 2016 o 18:45) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
nazywam sie Bogusław Kantor byłem w Czerwonym Borze wiem że nas olewają jak to ktoś powiedział jesteśmy gorszy sort
Rozwiń
Longin Wisniewski
Longin Wisniewski (5 kwietnia 2015 o 22:05) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Krzysztof wspomnial cos o roznicy pomiedzy Osrodkami Internowania w stanie wojennym a obozami wojskowymi I wyszlo mu na korzysc osrodkow internowania. Nazwal je nawet osrodkami wczasowymi, gdzie jest ciepelko, jedzenia w brod i mozna sie dobrze wyspac. Ja w osrodku wypoczynkowym nie bylem. Kiedy aresztujac mnie, wywazono drzwi, razem z moim tesciem, a bylo to o 2:30 rano w niedziele 13 grudnia. Zostalem zawieziony do wiezienia w Ilawie. Zaprowadzono mnie do celi w piwnicy ktora miala jedno male okno bez szyb. Bylo tam osiem lozek I jeden materac. Bylo przerazliwie zimno. Na zewnatrz minus 15 i pol metra sniegu. Pamieta to ktos? Podano mi sniadanie: blaszany kubek zimnej czarnej kawy, cwiartke suchego czarnego chleba i mala kosteczke margaryny. Aby zjesc chleb musialem go moczyc w kawie. Po zjedzeniu tej ,,wykwintnosci" zaczalem biegac, podskakiwac i robic wmyki i wymyki na jednym z pustych lozek. Mialem sporo miejsca, poniewaz bylem tam sam. Przebywalismy tam kilka dni omal niezamarzajac. Jeszcze o kolacji wigilijnej. Byl to czarny chleb, margaryna i czarna kawa, ciepla. Mielismy jeszcze kilka cebul z wymiany barterowej z kryminalistami. No i jeszcze choinka. Bylo to kilka malenkich galazek swierka ulamanych na spacerniaku I razem zwiazanych nitka. Po bodajze dwoch miesiacach, kiedy zaczelismy otrzymywac paczki zywnosciowe z Zachodu, bylo duzo lepiej. W takim to wiec ,,osrodku wypoczynkowym" przebywalem. Wiem ze Walesa przebywal w Arlamowie, Ustrzykach czy gdzies tam jeszcze. 99% internowanych bylo osadzonych mniej wiecej w takich warunkach jak ja, albo jeszcze gorszych. Longin Wisniewski
Rozwiń
Longin Wisniewski
Longin Wisniewski (5 kwietnia 2015 o 19:26) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Moj komentarz dotyczy artykulu pani Magdaleny Bozko ktory ukazal sie 9 stycznia 2009 roku a dotyczyl wojskowych obozow internowania na przelomie 82/83 w Polsce. Dlaczego tak pozno komentuje ? Nie mieszkam w Polsce. Od prawie 30 lat przebywam w Kanadzie i dopiero teraz znalazlem ten artykol na GOOGLE. Nazywam sie Longin Wisniewski i mieszkam w Toronto. Zanim wyjechalem mieszkalem w Malborku. Od listopada 1982 do lutego 1983 bylem w jednym z takich obozow. Byl on w jednostce wojskowej 3699 w Uniesciu i Koszalinie. Wszyscy ktorzy mieli powolanie do odbycia cwiczen zglosili sie w Koszalinie. Tam zostalismy podzieleni na dwie grupy - jedna pozostala na miejscu, a druga zostala przewieziona do Uniescia-Mielna. Byl tam samodzielny pulk saperow. Czyli w gruncie rzeczy byly to dwa obozy. Chce tylko nadmienic ze tyko ja i jeden z kolegow bylismy wczesniej internowani i znalismy sie jeszcze z przed stanu wojennego. Nie pamietam kiedy on zostal zwolniony z internowania, natomiast ja wyszedlem na wolnosc 10 sierpnia 1982. Obaj przebywalismy w osrodku odosobnienia w Ilawie. Po rozwiazaniu osrodka w Ilawie zostalem przewieziony wraz z innymi internowanymi do Kwidzyna. W obozie wojskowym w Uniesciu prowadzi limy dzialanosc podziemna drukujac ulotki I odezwy do kadry oficerskiej i zolniezy sluzby zasadniczej. Ktos nas wsypal. Mnie podrzucono te nasze ,,materialy" pod materac lozka. Zrobiono pokazowa rewizje I znaleziono je tam. Otrzymalem ,,tylko" 7 dni aresztu i nadzor prokuratora wojskowego. W sledztwie utrzymywalem ze padlem ofiara prowokacji i do niczego sie nie przyznalem. Wtedy to po tych wydarzeniach, przewieziono nas do Koszalina, a tych z Koszalina do Uniescia. Nie ma tutaj wiele miejca aby wszystko opisac, ale jesli jest ktos kto zbiera informacje na ten temat, to sluze pomoca. Nie udalo mi sie nic zachowac z materialow ktore drukowalismy. Posiadam tylko nakaz rewizji w moim mieszkaniu zanim powrocilem do domu. Nakaz jest podpisany przez wice prokuratora wojskowej prokuratury garnizonowej w Koszalinie. Przed stanem wojennym bylem czlonkiem Zarzadu Regionu Gdanskiego i przewodniczacym miejskiej Solidarnosci w Malborku. Bylem tez etatowym kierownikiem Gdanskiego Zarzadu w biurze Podregionu. Dla nawiazania kontaktu podaje moj e-mail adress: longin_wisniewski@hotmail.com. Bardzo sie ciesze ze ktos pisze o tamtych wydarzeniach. Wazne aby byly to informacje i fakty rzetelne i prawdziwe. Jesli Pani Magdalena Bozko jeszcze w Dzienniku Wschodnim pracuje, to zycze wielu sukcesow I prosze o kontakt. Longin Wisniewski, Canada.
Rozwiń
ρяzємєк ℓєиιαк
ρяzємєк ℓєиιαк (17 lutego 2015 o 08:18) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

może to Empi?

no cóż zdaje się są i tacy dawni pensjonariusze Czerwonego boru którzy uznali Kiszczka i Jaruzelskiego za ludzi honoru
i poniekąd przejęli dziś funkcje ówczesnych podwładnych owych osobistości...

 

Rozwiń
Agata
Agata (16 lutego 2015 o 23:41) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
moj ojciec nie uwaza siebie za kombatanta i odmawia przyjmowania wszelkich odszkodowan. Jest ginacym gatunkiem.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (10)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!