poniedziałek, 11 grudnia 2017 r.

Magazyn

Dlaczego chcesz mi ją zabrać?

  Edytuj ten wpis

Nawet nie wiem jak wygląda, jakie ma oczy, włosy. Czy jest do mnie podobna. Śni mi się, że biorę ją na ręce, mocno przytulam.

I zaraz przebudzenie. I pierwsza myśl - przegrałem jako ojciec, pedagog, jako człowiek. Przegrałem swoje dziecko.

Śliczna blondynka. Tak pomyślałem o Marcie, gdy pierwszy raz ją zobaczyłem. Śliczna i pełna ciepła. To ciepło dostrzegłem w dużych, niebieskich oczach i... przepadłem na zawsze. Marta pracowała wtedy w drogerii, do której przypadkiem wpadłem. Poprosiłem ją o numer telefonu i zadzwoniłem tego samego dnia. Wykręciła się od spotkania. Potem jeszcze kilka razy, więc dałem sobie spokój.
Teraz myślę, że to był znak, by trzymać się od niej z daleka. Ale los chciał inaczej.
Dzięki temu jestem dziś ojcem.

Zostańmy razem

Za rok zobaczyłem ją w innym sklepie. Znów zrobiła na mnie wrażenie, ale tym razem to ona pierwsza zaproponowała spotkanie. Pojechaliśmy do Kazimierza. Kawa, spacer, luźne żarty. Dobrze nam się gadało. - Pasujemy do siebie - pomyślałem. Zaczęliśmy się spotykać. Znalazłem w niej to, czego zawsze szukałem w kobiecie: ciepło, czułość, wrażliwość. Nie chodziło wyłącznie o seks, ale o to, że przy niej czułem się bezpiecznie, dobrze po prostu.

Z taką kobietą - pomyślałem - mógłbym spędzić resztę życia.

"Z takim facetem jak ty chciałabym mieć dziecko” - powiedziała mi Marta.
Czego trzeba więcej, żeby razem być? Żeby myśleć o wspólnej przyszłości? Wydawało mi się, że niczego.

Byłem zakochany.

Wróć do mnie

Kiedy Marta powiedziała, że chce zajść w ciążę, ucieszyłem się. Byłem na to przygotowany. Już wcześniej rozmawialiśmy o ślubie, a dziecko tylko przyspieszyło pewne decyzje. Ślub zamówiliśmy na sierpień. Zaczęliśmy chodzić na nauki. I nagle: szok. Marta powiedziała, że nie jest kobietą dla mnie. Że musi to wszystko przemyśleć. Wyprowadziła się do rodziców, a ja zostałem sam z głową pełną najgorszych myśli. I pytaniem: Dlaczego?

Po kilku dniach wróciła. Powiedziała, że zrobiła test ciążowy i będziemy mieć dzidziusia.

Oszalałem ze szczęścia.

Serca mam dwa

Poszliśmy do lekarza. Pani doktor zbadała Martę, potwierdziła ciążę i pogratulowała nam. Marta szepnęła mi do ucha, że jeśli urodzi chłopca, to będzie takim przystojniakiem jak ja. Odszepnąłem jej, że marzę o dziewczynce. Ślicznej jak ona. Oboje byliśmy w euforii.

Zacząłem dopytywać lekarkę o różne szczegóły. Jak trzeba się odżywiać w ciąży, czego unikać, co może być niebezpieczne dla dziecka. Pytałem, jak będzie wyglądał poród, bo chciałem przy nim być. Trafiliśmy na fajną doktorkę. Wszystko nam wytłumaczyła.

Teraz zeznaje w sądzie jako mój świadek. Z tego naszego spotkania zapamiętała, że byłem wyjątkowo czuły i opiekuńczy wobec Marty. Że razem z nią czekałem na nasze dziecko.

Niech żyje bal

"Jakoś nie czuję tego wszystkiego” - powiedziała mi któregoś dnia Marta. I jeszcze: "Dziecko musi mieć ojca w papierach, ale przecież do tego wystarczy ślub cywilny”.

Poszedłem na kompromis i przełożyliśmy ślub o 2 miesiące. Nie układało się wtedy między nami, to fakt. I nie chcę całej winy zwalać na Martę. Miałem problemy ze zdrowiem, byłem zdenerwowany, bałem się operacji. Może za bardzo skupiłem się na sobie i nie dostrzegłem, że coś się psuje? A może po prostu chciałem, by Marta choć raz skupiła się na mnie, na moich problemach? Nic z tego. Dla niej ważne było, żeby się dobrze ubrać, poszpanować przed znajomymi. Kasa i zabawa. Przystopuj trochę, przecież jesteś w ciąży - prosiłem. "Moje dziecko, moja sprawa” - odpowiadała.

To nie jest kobieta dla mnie - przemknęło mi przez myśl. Ale natychmiast druga myśl: Przecież dziecko jest w drodze...

To już jest koniec

Rozstaliśmy się. Było burzliwie. Awantury, pretensje. Takie klasyczne obrzucanie się błotem. Wkrótce potem miałem operację, potem poszedłem na długie zwolnienie. W ogóle jej to nie interesowało. Dzwoniłem i pytałem: Jak się czujesz? Dbasz o siebie? Jak dziecko? Coś mi tam odburkiwała, ucinała szybko temat. Już wtedy mnie skreśliła, nie byłem jej do niczego potrzebny. Swoje zrobiłem, mogłem odejść. Tak, przyznaję: czułem się upokorzony, wściekły, zraniony. I przerażony, bo nie wiedziałem, co dalej. Co z moim dzieckiem? Poszedłem do lekarki, u której byliśmy razem z Martą. Miałem nadzieję, że wciąż prowadzi jej ciążę, że powie mi kiedy będzie poród. Ale Marta się już u niej nie pokazała. W oczach pani doktor zobaczyłem litość.

Idź precz

O tym, że urodziła się Oliwka dowiedziałem się z sądowego pisma. To był pozew o ustalenie ojcostwa, alimenty i równoczesne odebranie mi władzy rodzicielskiej. Czyli: płać i na zawsze spadaj z naszego życia. Oniemiałem.

Nie wierzyłem, że Marta może być zdolna do takiej podłości. Nie tylko wobec mnie, ale przede wszystkim wobec Oliwki. - Przecież ty pozbawiasz dziecko ojca! - wykrzyczałem jej. - Co powiesz naszej córce, gdy o mnie spyta? Jak jej wytłumaczysz, że wszystkie dzieci mają tatę, a ona nie?!

Ale do niej nic nie docierało. Przestała odbierać moje telefony. Już nie byłem dla niej facetem, ojcem.

Tylko pozwanym.

Nie opuszczaj mnie

Tracę swoje dziecko. Z tą myślą budzę się każdego dnia. Nie wiem nawet jak wygląda, jakie ma oczy, czy już się uśmiecha. Do kogo jest podobna. Nigdy jej nie widziałem, choć ma już kilka miesięcy.

Czasem mi się śni: biorę ją na ręce, przytulam. Ale jestem w tym śnie niespokojny, jakiś nieswój. Budzę się i nie mam złudzeń: przegrałem na każdym polu. Osobistym i zawodowym.

Jestem pedagogiem. Na co dzień pracuję z dziećmi, które nie mają rodziców, normalnej rodziny. Wiem, jaka to skaza, jaki balast. Jak ciężko z tym normalnie żyć. Nieraz widziałem dzieci, które błagały matkę, albo ojca: Nie opuszczaj mnie. Wiem, co to znaczy. Wiem to doskonale.

A jednak moje dziecko może mieć zgotowany taki sam los.

Ukołyszę cię do snu

Chcę utrzymywać Oliwkę. Chcę ją przewijać, układać do snu. Jeśli nawet nie codziennie, to wtedy, gdy Marta mi na to pozwoli. Chcę być przy jej pierwszych krokach, u lekarza. Chcę, żeby wiedziała, że ma ojca. Tak jak inne dzieci.

Przygotowałem dla niej pokój. Jest kolorowy i pełen zabawek. Będzie zawsze na nią czekał. Tu jest jej drugi dom.

- Ułóż sobie życie, z kim chcesz, bądź szczęśliwa - mówię do Marty - ale nie zabieraj mi Oliwki.

Ona na to nie zasługuje.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
I.K
Gość
Gość
(7) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

I.K
I.K (24 października 2008 o 22:43) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Brawo panie A.O. nastepna historia z panem w roli głównej...pierwsza to mobbing w pracy a teraz jeszcze córka której pan nie zna!Jakie to pana życie jest okrutne!Czy wygrał pan spraw z domem dziecka?Ciekawi mnie to bardzo,może czas najwyższy zastanowić sie nad własnym życiem (może to z Panem jest coś nie tak ? a nie ze wszystkimi ludźmi którzy Pana otaczają?) i postępowaniem , wszyscy w pana otoczeniu są dla pana dziwni i chcą Pana skrzywdzić a Pan jest taki biedny... Już pan udowodnił wszystkim, ze ma pan ogromne znajomości w tej gazecie , to już drugi artykuł napisany przez tą samą osobę , można by wnioskować , że dobra znajoma...Super pozazdrościć! co jeszcze przeczytamy o pana życiu a może zobaczymy pana w" Rozmowach w toku"??Ludzie którzy wiedza o co chodzi i znają pana czekają z niecierpliwością na to co pan wymyśli jeszcze , tylko nasuwa mi sie tu jedno pytanie , co na to kobieta z którą Pan był , która urodziła Pana dziecko?Dlaczego Pani Redaktor z nią nie próbowała się spotkać?Może warto by było Pani Redaktor obu stron wysłuchać?? W sadzie wyparł się Pan dziecka i zażądał badań DNA . O co więc chodzi?Wiem też , że bardzo szybko się Pan pocieszył w tej całej sytuacji gdyż są świadkowie na to że ma Pan Kobietę z którą w czułych objęciach prowadza się po Supermarketach i z tego co wiem to do Pana wydzwaniały dziewczyny zapłakane jak był Pan z Panią "Martą"Przyznam ze nie jest Pan łatwym orzechem do zgryzienia...ale ma Pan pecha bo jest wielu ludzi którzy byli często z Wami tj z Panem i z Panią "Martą" kiedy byliście razem i wiedzą tak naprawdę jak sytuacja wyglądała Pani "Matra " nie ma pocieszyciela jest SAMA z tym wszystkim wspiera ją rodzina... A Pan Panie A.O mógłby wreszcie przestać się zastawiać chorą Matką (to nie wypada) a zadał by Sobie lepiej pytanie - " Czy tak naprawdę Pan JEJ pomaga? Jak za każdym razem twierdzi... A najgorsze w tym wszystkim jest to że Pan wierzy w te wszystkie bzdury które Pan opowiada ( min że dobijał się Pan do drzwi Pani Marty ) a to już można podciągnąć pod chorobę psychiczną .Proszę sie zastanowić nad wszystkim , czy warto tak kombinować całe życie przecież przyjdzie moment że Pan sam się pogubi w tych wszystkich kłamstwach to kwestia czasu (już można było to zauważyć w sądzie jak się Pan pogubił w zeznaniach)Jest Pan godny POLITOWANIA niczego więcej! I.K
Rozwiń
Gość
Gość (19 października 2008 o 18:54) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ja również uważam że trzeba wysłuchać obu stron żeby sie wypowiadać na ten temat,czytając ten artykuł czuje straszną intrygę nie wieże żeby która kolwiek kobieta chciałaby tak żyć.Gdyby tak strasznie zależało temu draniowi na zobaczeniu dziecka poco czekał na pozew,dziecko ma już kilka miesięcy a on nic nie zrobił w tym kierunku żeby je zobaczyć,tylko oczernia matkę Oliwki.Mam nadzieje że sąd odbierze mu prawa a pani życzę wytrwałości.Jak trzeba mieć pokręcony umysł żeby uknuć taką intrygę.Pozdrawiam
Rozwiń
Gość
Gość (18 października 2008 o 11:13) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ludzie dlaczego wypowiadacie sie tak źle na temat tego artykułu skoro nie znacie wersji 2 strony czyli tej pokrzywdzonej w tym momencie kobiety???Jak możecie sobie wyobrażać że kobieta mogłaby zafundować sobie taką historię czyli zostać samotną matką z wyboru w dzisiejszych czasach!!!Wyczuwam w tej historii straszny fałsz,ciekawe czy dziennikarka pofatygowała się i spotkała z matką dziecka i wysłuchała jej wersji wydarzeń???!!!Blondynko o pięknych błękitnych oczach bądź dzielna jestem jak najbardziej po twojej stronie, pewnie ten drań bardzo Cię skrzywdził,skoro sprawa ma finał w sądzie.Bądź silna i pamiętaj dziecko jest najważniejsze!!!
Rozwiń
polak
polak (17 października 2008 o 22:14) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
..Dzicko musi miec ojca imatkle. nie odpusc ,walczo odziecko.
Rozwiń
ja
ja (17 października 2008 o 21:47) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
myślę że powinieneś wziąć opinię z pracy i nawet od starszych dzieci skoro jesteś pedagogiem i wszystkich znajomych którzy przekonają sąd że dziecko potrzebne jej było dla pieniędzy i celowo chce je okaleczyć z ojcowstwa ,podepszyj się literaturą naukową ,życzę ci mężczyzny -sędzi bo takiemu łatwiej zrozumieć a tobie się porozumieć ,nie trać nadziei - będzie dobrze , a jak dziecko podrośnie to na pewno zrozumie !
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (7)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!