środa, 18 października 2017 r.

Magazyn

Shrek ma problemy: musi poradzić sobie z dziećmi, odnaleźć dziedzica królewskiego tronu i ocalić bajkową krainę.

Ale to są akurat najmniejsze problemy Shreka. "Shrek Trzeci” musi przede wszystkim zarobić setki milionów dolarów i zachwycić publiczność przynajmniej tak samo, jak poprzednie części. Tu shrekowi nie pomoże osioł czy kot w butach, ale olbrzymia kampania reklamowa, gwiazdy i cała góra gadżetów związanych z filmem

Do dziś dwa poprzednie "Shreki” zarobiły na całym świecie blisko półtoramiliarda dolarów. Samych płyt DVD sprzedało się 90 milionów. Pierwszy "Shrek” otrzymał pierwszego w historii Oscara dla filmu animowanego. Drugi "Shrek” pobił tzw. rekord otwarcia - liczba widzów w pierwszym weekendzie wyświetlania filmu - i trafił na trzecie miejsce listy najbardziej kasowych filmów wszech czasów.
Wreszcie filmy ze Shrekiem stworzyły modę na kolejne "żartobliwe” animacje pariodujące słynne bajki.
Czy "Shrek Trzeci” ma szansę dorównać swoim poprzednikom?

Gwiazdy zagraniczne...

Twórcy zrobili wszystko, żeby dorównał. Zaczęli od zgromadzenia gwiazd, których co prawda nie widać, ale słychać, bo podkładają głosy.
Do Mike'a Myersa, Eddie'go Murphy'ego, Cameron Diaz, Antonio Banderasa i Johna Cleese'a dołączył kolejny członek "Monthy Pythona”, Eric Idle.
- Prawdopodobnie producent Jeffery Katzenberg miał kilka moich starych zdjęć z lat 70. - żartował Idle. - Powiedział, że prześle je do brukowców. Dlatego się zgodziłem.
W filmie usłyszymy też Justina Timberlake'a. Wcześniej w "Shreku” robiono sobie żarty z gwiazdy MTV, a teraz Justin przyciągnie do kin jeszcze więcej swoich fanek. - Stworzenie własnej postaci to niesamowite doświadczenie. Wyobrażasz sobie, jak twój bohater powinien wyglądać, brzmieć i twoja energia jest na wyższym poziomie niż normalnie - opowiadał o swojej pracy Justin.
Stare gwiazdy też się cieszą, że dalej grają w "Shreku”. - Te filmy poruszają widzów. Przekazują im pewne wartości, a jednocześnie wspaniale bawią. To prawdziwy przywilej móc być częścią dziedzictwa "Shreka” stwierdziła Cameron Diaz (Księżniczka Fiona).
- Moje relacje z Osłem zawsze będą polegać na rywalizacji, ale w bardziej zabawny sposób, przecież tak w głębi serca, bardzo się kochamy - wtórował jej Antonio Banderas (Kot w Butach).

...i rodzime

Także w polskiej wersji językowej nie zabraknie gwiazd. Zbigniew Zamachowski, Jerzy Stuhr, Wojciech Malajkat już się sprawdzili.
Wojciech Mann, choć w "dwójce” miał ledwie kilka kwestii, też dał się zapamiętać. Teraz dołączy do niego Krzysztof Materna i... Aleksandra Kwaśniewska jako Śpiąca Królewna. Nie można też zapomnieć o Bartoszu Wierzbięcie, który został chyba pierwszą gwiazdą wśród tłumaczy. Także i tym razem Wierzbięta jest autorem polskich tekstów.

Spodziewane niespodzianki

Nie zapomniano też o scenariuszu, co akurat w amerykańskich hitach wcale nie jest takie oczywiste. Pracowali nad nim Andrew Adamson (reżyser pierwszych dwóch "Shreków”) oraz Jeffrey Price i Peter S. Seaman, twórcy scenariuszy takich filmów jak "Kto wrobił królika Rogera?” i "Grinch: Świąt nie będzie”.
Shrek, po szczęśliwym ślubie z Fioną, zostaje nagle głównym kandydatem do korony Zasiedmiogórogrodu. Średnio mu się to podoba, więc razem z Osłem, Kotem w Butach, Fioną i jej przyjaciółkami księżniczkami rusza na poszukiwanie Artiego - zaginionego dziedzica tronu. Tymczasem niesympatyczny Książę z Bajki próbuje wykorzystać jego nieobecność do zdobycia władzy. Do tego Shrekowi dochodzi potomstwo i kłopoty z Osłem i Kotem w Butach, którzy na pewien czas zamieniają się... ciałami.
Mówiąc krótko, droga do "żyli długo i szczęsliwie...” jest strasznie długa i pełna niespodzianek, do których przyzwyczaiły nas poprzednie "Shreki” - czyli parodiowanie innych bajek i filmów.
Choć scenariusz nie jest tak świeży i oryginalny jak poprzednie, to trzyma poziom.

Animowany casting

Równie wielki nacisk, jak na promocję, twórcy filmu położyli na jego stronę wizualną. - Kiedy zaczynaliśmy pracę, dużo myśleliśmy nad tym, co zrobić ze znanymi już widzom bohaterami - wyjaśnia Lucia Modesto, jeden ze specjalistów ds. animacji postaci. - Shrek, Fiona czy Osioł mają już po 8 lat. Teraz byliśmy w stanie osiągnąć dużo więcej. Mamy lepszą kontrolę nad ich mimiką twarzy, wyższą rozdzielczość. Mogliśmy dodać wiele szczegółów, jakich nie posiadały oryginalne postaci.
Studio DreamWorks Animation wykorzystało nowe systemy technologiczne, które powstały przy pracy nad innymi animacjami - "Skok przez płot” i "Madagaskar”. Tim Cheung, szef pionu animacji postaci, tłumaczy to tak: Kiedy Shrek się krzywi, widzimy zmarszczki na jego nosie. W pierwszych dwóch filmach nie byliśmy w stanie tego uzyskać.
Ale to nic w porównaniu ze scenami zbiorowymi. Przed rozpoczęciem zdjęć animatorzy stworzyli katalog ponad 5000 animowanych statystów. Wszystkie trafiły na casting, gdzie reżyser filmu wybrał te, które najbardziej mu odpowiadały.

Co dalej?


Twórcy filmu są tak pewni sukcesu, że zdradzili już plany dotyczące... czwartej i piątej części "Shreka”. miałyby one trafić na ekrany w 2010 i 2013 roku. W pierwsze prace jest już podobno zaangażowanych ok. 1400 osób, a reżyserem "czwórki” ma być Mike Mitchell.

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!