piątek, 18 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Drugie życie Świątyni Słońca

Dodano: 29 czerwca 2006, 13:59

Miejscowi kiedyś bali się tego miejsca. Uważali, że działają tu jakieś niewytłumaczalne moce. Przed wiekami odbywały się tu pogańskie obrzędy poświęcone płodności. A może ktoś czci to miejsce i dzisiaj?

Mimo że ktoś oznakował strzałkami dojście do Świątyni Słońca, to jednak tajemnicze głazy trudno znaleźć bez miejscowego przewodnika. Można łatwo zmylić drogę w plątaninie leśnych duktów. Jeszcze niedawno do tajemniczych głazów wapiennych w lesie Buczyna koło Nowin Horynieckich (pow. lubaczowski) docierali tylko nieliczni wtajemniczeni. Jedni po to, aby przejąć choć trochę kosmicznej mocy, inni z czystej ciekawości.
O godz. 3.30, w umówionym miejscu, na skraju lasu czeka Marek Janczura, nauczyciel historii w Gimnazjum im. Króla Kazimierza Wielkiego w Horyńcu-Zdroju.
- No, jesteście! Bo przed chwilą widziałem jakąś grupkę ludzi. Skręcili do lasu. Pewnie też szukają Świątyni Słońca.

Roztoczańskie Stonehenge

Co roku pod koniec czerwca zjeżdżają tu ludzie. Idą do Świątyni Słońca i odprawiają dziwne obrzędy. Trudno ich zastać, bo nie tolerują postronnych osób.
- Tutejsze legendy opisują to miejsce jako magiczne. Niektórzy wierzą, że emanuje stąd jakaś moc. Skoro wierzono w to przed wiekami, może ktoś również wierzy w to dzisiaj? - zastanawia się pan Marek.
Długa, piaszczysta droga przez las prowadzi do sporego płaskowyżu, otoczonego stromą skarpą. Pierwsze, co rzuca się tu w oczy, to wielki wapienny głaz. Porośnięty mchem, zagrzebany jest w ziemi pod kątem 45 stopni, z nachyleniem na wschód. Miejsce wydaje się dość dziwne. Jest cicho, ptaki nie śpiewają. Wokół kolejne głazy. Niektóre prawie całkiem zagrzebane w ziemi. W południowo-wschodnim krańcu płaskowyżu potężny wapienny kamień podobny do... tronu. Ma wygodne siedzisko, a nawet podnóżek. Obok rząd mniejszych kamieni wzdłuż południowego brzegu skarpy. Po kilkudziesięciu metrach, pod kątem prostym, kolejny rząd głazów ciągnących się na północ.
Marek Janczura odmierza odległości przyniesioną miarką. Pomiędzy "narożnikami” jest prawie taka sama, czyli około 25 metrów. Głazy układają się w kwadrat z wapiennym olbrzymem pośrodku.
- Głazów brakuje od wschodu, ale na tym terenie, w czasie I wojny światowej, toczyły się walki. Żołnierze kopali okopy i budowali umocnienia. Być może przeszkadzały im głazy i gdzieś je usunęli... - Janczura nagle przerywa. - Oho, idą moje dziewczyny.

Jak z Wiedźmina

"Dziewczyny” są trzy. Każda w niezwykłym, prasłowiańskim stroju.
To trzy gimnazjalistki, uczennice Marka Janczury.
- Dla mnie praca w terenie to najlepsza forma poznawania regionu. Tu historia jest bardziej żywa niż w podręczniku - mówi Ola Włoch. Wynikiem jej pracy są notatki i liczne fotografie, na których utrwala najciekawsze obiekty Horyńca i okolic. Razem z koleżankami: Elą Szwed i Edytą Marek pomagają swojemu nauczycielowi w zbieraniu informacji o tajemniczej budowli w Bukowym Lesie. I wszystkie mają z tego nie lada frajdę.
Tymczasem za drzewami pojawia się kolejna grupa "dziwnie” ubranych ludzi. Jakby z planu filmu o Wiedźminie. Kiedy widzą nas przy kamieniach, szybko odchodzą w głąb lasu.
- Tak będzie tu przez kilka najbliższych dni. Skoro są pasjonaci, co bawią się w rycerzy, albo ubierają mundury z różnych epok, to co się dziwić, że pojawiają się miłośnicy czasów pogańskich? - tłumaczy Janczura.
Nauczyciel nie jest jedynym, który próbuje rozwiązać zagadkę tajemniczego skupiska kamieni. Ale im bardziej próbuje, tym więcej rodzi się pytań.

Świątynia Swaroga

Na tych terenach w czasach przedchrześcijańskich czczono Swaroga. Potężne słowiańskie bóstwo władało niebem, Słońcem i ogniem. Do celów kultowym ówczesnym kapłanom i szamanom potrzebna była wiedza o ruchach ciał niebieskich. Może więc taki układ głazów nie wyznaczał tylko obrębu tajemniczej świątyni? Może to jest prymitywne obserwatorium astronomiczne? Coś w rodzaju miniatury Stonehenge.
Na drzewach wokół Świątyni Słońca wyryto znaki „x”. Na niektórych jeden krzyżyk, na innych trzy. Tak oznakowanych jest kilkadziesiąt drzew, prawie cały płaskowyż.
Po co je zrobiono?
Miejscowi leśniczy twierdzą, że kiedyś w ten sposób znakowano drzewa do wycięcia. Kiedyś, bo teraz stosuje się już inne metody. Może ktoś chciał odsłonić płaskowyż dla turystów? Wybrano drzewa do wycinki, ale z niewiadomych przyczyn zrezygnowano z tych zamiarów. Dlaczego?

Moc przyrody

Miejscowi kiedyś bali się tego miejsca. Uważali, że działają tam jakieś niewytłumaczalne moce. Takich oporów nie mają coraz liczniej przyjeżdżający tu turyści. Dla kuracjuszy pobliskiego sanatorium wyprawa do tajemniczych kamiennych ostańców jest czymś niezwykle ekscytującym. – Coraz częściej wiedzy o tym miejscu szukają „zwyczajni” turyści. W czerwcu, kiedy zbliża się letnie przesilenie, jest ich najwięcej. Docierają tu nie tylko badacze kosmicznej archeologii, ale zwyczajni ludzie, spragnieni ciszy i wypoczynku – mówi Barbara Łuczkowska, przewodnik terenowy i pracownik Muzeum Regionalnego w Lubaczowie.
Rzeczywiście, to miejsce jest niesamowite i bez tych wszystkich głazów, znaków na drzewach i dziwnie ubranych ludzi. Wystarczy sama zieleń, spokój i czyste powietrze... A może jest tu coś więcej?
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

18-20 sierpnia
komentarze (0)0
polubienia (1)1
17-08-2017

18-20 sierpnia

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!