sobota, 3 grudnia 2016 r.

Magazyn

Dopóki nie będzie w Lublinie obiektów z prawdziwego zdarzenia, nie ma co mówić o rozwoju wyczynowego
Dopóki nie będzie w Lublinie obiektów z prawdziwego zdarzenia, nie ma co mówić o rozwoju wyczynowego

Zaledwie trzecioligowi piłkarze Motoru (po tegorocznym awansie), żużlowa drużyna TŻ Sipma w najniższej w tej dyscyplinie klasie rywalizacji, beniaminek zawodowej ligi koszykarzy - Start, z pokaźnymi długami i problemami finansowymi przed inauguracją sezonu oraz mistrzynie Polski w piłce ręcznej, MKS Montex, który po latach hossy i sukcesów boryka się z ogromnymi kłopotami ekonomicznymi; to obecny dobytek w najpopularniejszych grach zespołowych Lublina, stolicy województwa. Były jeszcze pierwszoligowe koszykarki AZS Meblotap, ale w lecie przeniosły się do Chełma, a pierwszoligowi koszykarze tego klubu mają wprawdzie miejsce w I lidze, ale nie mają składu, bo po degradacji z kosztownej ligi zawodowej sekcja wpadła w potężne tarapaty

Dyscypliny zespołowe zawsze najbardziej elektryzowały kibiców. Tak było, jest i będzie. Lublin nie jest wyjątkiem. Wystarczy przypomnieć sobie pełne trybuny stadionu przy al. Zygmuntowskich podczas pierwszoligowych spotkań piłkarzy i żużlowców Motoru, pełną halę MOSiR (wcześniej WOSTiW) podczas meczów koszykarzy i koszykarek pierwszoligowego Startu, czy - bardziej świeże w pamięci - zainteresowanie meczami koszykarzy AZS w lidze zawodowej oraz spotkaniami piłkarek ręcznych Monteksu w Lidze Mistrzyń.

A to Lublin właśnie...

Rozpoczęły się rozgrywki piłkarskie. Za kilka tygodni nastąpi inauguracja lig w dyscyplinach halowych. Lubelski kibic dotychczas nie rozpieszczany, prawdopodobnie będzie miał najuboższy w atrakcje sezon od lat. Trzecioligowa piłka nożna to w tej chwili szczyt marzeń. Nadzieje wyjątkowych optymistów związane z budową silnego klubu piłkarskiego na bazie Lublinianki, w powiązaniu z inwestycjami norweskich udziałowców, trzeba mocno zweryfikować. Jeśli popłynie strumień dolarów, to z pewnością na początek na inwestycje pozasportowe; w dalszej kolejności na poprawę stanu obiektów. Sportowe aspiracje będą zaspokajane, gdy spółka polsko-norweska wypracuje pieniądze lub pozyska możnych sponsorów. Motor po awansie do III ligi liczył na pozyskanie sponsora spoza Lublina, firmy mocno osadzonej na polskim rynku. Na razie skończyło się "na liczeniu”; sponspor-inwestor uzależnia ewentualne zainteresowanie klubem od przejęcia obiektów należących obecnie do miasta.
Koszykarze Startu awansowali do ligi zawodowej. Awansowali na kredyt, sekcja w chwili sukcesu miała ok. 600-tysięczne zadłużenie. Od maja nie udało się znaleźć pieniędzy pozwalających wzmocnić skład, wyrównać zaległości. Gra w elicie polskiego męskiego kosza ciągle stoi pod znakiem zapytania, a jeśli drużyna przystąpi do rozgrywek, to w składzie skazującym na dramatyczną walkę o pozostanie w lidze; walkę z innym słabeuszem, jeśli takowy się znajdzie.
Niezwykle popularny w Lublinie żużel po kilku sezonach spadania w dół żużlowej hierarchii, ma spore szanse awansu do I ligi (przedsionek ekstraklasy). Ewentualny sukces już teraz spędza sen z powiek prezesa klubu Jarosława Siwka. Powód? Wyższa klasa, wyższe wymagania, większe pieniądze...
I Montex. Drużyna znana w Europie, zdobywca jednego z europejskich pucharów, stały uczestnik elitarnej Ligi Mistrzyń, przez moment stała na krawędzi bankructwa. Szefowie klubu uspokajają kibiców - drużyna zagra w pierwszoligowych rozgrywkach, przystąpi do międzynarodowych rozgrywek pucharowych. Tyle że... w składzie o połowę słabszym niż ostatnio.

Bez pieniędzy ani rusz

Perspektywy dla sportu wyczynowego w Lublinie są niemal zerowe. Słabiutka piłka nożna, małe szanse na odbudowanie koszykówki, staczanie się Monteksu i dążący do pułapu krajowej przeciętności żużlowcy - czy na to skazani są kibice sportu w Lublinie? Sport wyczynowy to dziś bardzo duże pieniądze. Dla przeciętnego zjadacza chleba wręcz niewyobrażalne. Roczny budżet pierwszoligowego klubu piłkarskiego w Polsce oscyluje wokół 5-6 mln zł. Zespoły ze szczytu stawki z aspiracjami nawiązania walki z drużynami europejskimi szykują 20 mln zł i... są nadal finansowymi szaraczkami w europejskiej konfrontacji (dla przykładu - Real Madryt na najbliższy sezon planuje budżet przekraczający... 300 mln USD!). Drużyna koszykarska w lidze zawodowej potrzebuje minimum 1 mln zł, ale pod warunkiem, że... znajdą się przeciwnicy o podobnych możliwościach finansowych. 1,5-milionowy budżet pozwala na opłacenie zawodników gwarantujących spore emocje i utrzymanie się w lidze. W przypadku koszykarek osiągnięcie podobnego sukcesu można osiągnąć dysponując trzykrotnie mniejsza kwotą. Podobne, a często znacznie mniejsze pieniądze pochłaniają kobiece sekcje drużyn ekstraklasy piłkarek ręcznych. Wyjątek to Montex, który jednak stawia czoła najlepszym zespołom świata, stąd i koszty są niewspółmiernie większe. Przed rokiem marzeniem prezesów klubu było zgromadzenie 4 mln zł na transfery, roczną działalność i uregulowanie zaległości. Był to jednak mocno przesadzony budżet, zważywszy chociażby na popularność piłki ręcznej. 2-milionowa kwota powinna - przy rozsądnym gospodarowaniu - z powodzeniem wystarczyć do gry na europejskim poziomie.

Czy Lublin na to stać?

Chcielibyśmy mieć drużyny w najpopularniejszych dyscyplinach w najwyższych klasach rozgrywkowych. Czy Lublin na to stać? Policzmy. 5 mln zł na średniego pierwszoligowca w piłce nożnej. 3 mln zł dla pierwszoligowej drużyny żużlowej. 2 mln dla piłkarek ręcznych Monteksu grających w Lidze Mistrzów na poziomie ćwierćfinałów. 1,5 mln dla koszykarzy, którzy uratują się przed degradacją oraz 500 tys. zł dla koszykarek o podobnych możliwościach i aspiracjach. Sumując otrzymujemy całkiem "wdzięczną” kwotę 12 mln zł rocznie. Na pierwszy rzut oka szokującą. Ale w zestawieniu np. z budżetem koszykarzy wrocławskiego Śląska - 18 mln zł, czy wspomnianego budżetu piłkarzy czołowych ligowych zespołów piłkarskich - ok. 20 mln zł, nie zwalają z nóg. Pytanie tylko: skąd wziąć takie kwoty? Czy lubelskie firmy byłyby gotowe regularnie promować się poprzez lokalny sport na najwyższym krajowym poziomie?

Ile kosztuje dobry sportowiec

Można zastanawiać się skąd biorą się tak olbrzymie kwoty. Policzmy na kilku przykładach, zastrzegając jednak na wstępie, że wszelkie dane nie są oficjalne, bo takich nie sposób otrzymać nigdzie. Polski sport daleki jest od finansowej jawności, stąd o wysokości wszelkich sum można jedynie dowiadywać się "podziemną” drogą kuluarowych spotkań, nieoficjalnych danych i porównań. Kto wie czy brak jawności sportowych finansów nie jest również istotnym czynnikiem marnej kondycji i zniechęcenia sponsorów.
Załóżmy, że kadra pierwszoligowego zespołu piłkarskiego liczy minimum 20 zawodników. W najlepszych ligowych zespołach kilku czołowych zawodników zarabia minimum 500 tys. zł brutto. Nie brakuje i wyższych kontraktów. Jeszcze niedawno, w okresie polskiej piłkarskiej prosperity, nieoficjalnie mówiło się o kontraktach 1-milionowych. Załóżmy, że w zespole z dolnych rejonów tabeli połowa zawodników zarabia średnio 200 tys. zł brutto w skali roku. Drugiej, słabszej połówce kadry, trzeba wypłacić o połowę mniej. Daje to ok. 3 mln zł rocznie na drużynę. Niewiele mniej kosztuje utrzymanie sztabu szkoleniowo-organizacyjnego, zwłaszcza zatrudniając "trenera z nazwiskiem”. Koszty organizacji meczów na własnym boisku, wyjazdy na mecze, zgrupowania szkoleniowe, sprzęt, to kolejne okrągłe sumy, wydawane w zależności od aktualnych możliwości.
Górna kwota jaką może zarobić w lidze zawodowej koszykarz o statusie amatorskim, to 6 tys. miesięcznie. Pierwszopiątkowi koszykarze czołowych klubów w Polsce, głównie zawodnicy zagraniczni - a tworzą obecnie niemal połowę kadr - wyceniają swoje usługi nawet na 10 tys. USD (wyjątki przebijały i tę kwotę). Solidny pierwszopiątkowy koszykarz to miesięczny koszt 4-5 tys. USD. Trenerzy i zawodnicy kosztują więc miesięcznie ok. 40 tys. dolarów. A że sezon trwa ok. 8 miesięcy, trzeba mieć zagwarantowane ponad 300.000 USD na honoraria.
Polska żużlowa ekstraklasa uchodzi za jedną z najbardziej atrakcyjnych w świecie, ale i zarobić można w niej przednio. W zależności od zamożności sponsorów zagraniczna gwiazda czy czołowy, punktujący regularnie krajowy zawodnik wycenia zdobyty punkt na kilkaset złotych. Ponad 6-7 tys. zł za dobrą jazdę w jednym spotkaniu to żadna rewelacja dla żużlowców światowej klasy. Efektownie wygrany mecz - powiedzmy 55:35 - zmusza kasjera do wypłacenia 25 000 zł. Niektóre "źródła” mówią jednak i o dwukrotnie większej sumie.
Najkosztowniejszymi piłkarkami ręcznymi w kraju były nasze mistrzynie z Monteksu. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że średni kontrakt szczypiornistek w tym klubie opiewał w granicach 8,5 tys. zł na miesiąc. W przypadku Monteksu doszły jeszcze bardzo duże wydatki związane z wynajmem mieszkań - ogromna większość zawodniczek przyjechała do klubu z innych miast, co pociągnęło również duże koszty za transfery pozyskiwanych zawodniczek.

Czy są tyle warci?

Zarobki, zwłaszcza... cudze, wzbudzają ogromne emocje. Szczególnie gdy padają kwoty, obok których nie można przejść obojętnie, wiążąc na co dzień koniec z końcem. Czy sportowcy zarabiają za dużo? A jeśli tak to ile powinni zarabiać i czy rzeczywiście wysokość płac jest głównym powodem finansowych kłopotów klubów i ich marnej kondycji? Bez wątpienia nie jest normalną sytuacja, gdy wydatki na płace sięgają często 80 procent budżetu. Porównując gaże sportowców z przeciętną średnią krajową różnice są pokaźne. Z drugiej strony chcemy aby polscy sportowcy prezentowali poziom zbliżony do europejskiej czy światowej czołówki. A na świecie zarobki sportowców są nieporównywalne z "wyśrubowanymi” na naszym rynku. Prawda leży więc pośrodku.
Problem w tym, że kryzys w sporcie rodzący się na przełomie lat 80/90, gdy zakończyła się w praktyce opiekuńczość państwa (odejście od finansowania klubów sportowych fabryk, resortów) doprowadził niemal do zaniku szkolenia młodzieży. A to z kolei doprowadziło do poważnego osłabienia konkurencji, co w konsekwencji w korzystnej sytuacji postawiło tych sportowców, którzy "przeżyli”, a przy tym nauczyli się nieźle grać. Oni dyktują warunki. Dużo mniejszą konkurencję na krajowym rynku sprawił też gremialny odpływ wybijających się zawodników (głównie piłkarzy) za granicę. Narzekając na wysokość zarobków sportowców wypada jednak pamiętać, że oszałamiające kwoty zarabia ułamek "gwiazd z krajowego szczytu”. Tysiące pozostałych boryka się jednak z przyziemnymi problemami dotyczącymi przeciętnego rodaka, z bezrobociem włącznie. Biorąc przy tym pod uwagę, że sportowa kariera trwa bardzo krótko, ogromnej większości sportowców nie ma czego zazdrościć. Pogodzenie uprawiania sportu na najwyższym poziomie i wyedukowania się pozwalającego po zakończeniu kariery pracować w innej branży, na równi z ludźmi którzy wcześniej rozpoczęli pracę zawodową, jest niemal niemożliwe. A jeśli zdarzają się kariery po zakończeniu przygody ze sportem w innych dziedzinach życia, wynikają na ogół z mądrego zainwestowania zarobionych pieniędzy.

Lublin, czyli sportowa pustynia

Obok zamieszczamy zestawienie miast wojewódzkich i województw, pokazujące sportową siłę w grach zespołowych, najpopularniejszych dyscyplinach w kraju. Nasuwające się wnioski nie są dla Lublina budujące, pomijając nawet fakt, że przed rokiem byłyby jeszcze gorsze! Perspektywy nie rysują się różowymi kolorami. Dotychczasowa sportowa wizytówka miasta - Montex, wpadł w tarapaty, podobnie jak firma dzięki której powstała drużyna odnosząc sukcesy w Europie. Koszykarze Startu zapewne rozpoczną rozgrywki ligi zawodowej, ale czy dobrną do końca? A jeśli tak to czy zdołają uniknąć degradacji? Przy czarnym scenariuszu w kolejnym sezonie najpopularniejsze krajowe rozgrywki ligowe na najwyższym szczeblu mogą być dla Lublina niedostępne.
A czy jest scenariusz różowy? Znalezienie wyliczonych przez nas 12 mln zł na pięć pierwszoligowych zespołów to z obecnego punktu widzenia czysta abstrakcja. Z drugiej strony inwestowanie w sport to nie tylko kwestia silnych lokalnych firm, ale zainteresowanie sponsoringiem potężnych koncernów. Te jednak inwestują tam, gdzie widzą konkretne korzyści promocyjno-reklamowe. Promocja i reklama wiąże się z obecnością kibiców na meczach; i to nie garstki, a tysięcy. A w Lublinie oprócz tego, że nie bardzo jest co oglądać, nie ma też gdzie oglądać. Stara hala MOSiR mogła cieszyć oko w latach siedemdziesiątych. Nowej doczekać się nie można od lat, gdyż sport wiąże się ściśle z polityką (nie jest to dobre, ale nie da się ukryć, że tak właśnie jest), a w Lublinie skrajne polityczne opcje mające coś do powiedzenia (szkoda że nie do zrobienia) mają odmienne spojrzenie na inwestycje. Skumulowanie lokalnych środków finansowych i spójna wizja budowy obiektów to podstawowy warunek starania się o dofinansowanie (ogromne, sięgające często 50 procent kosztów) z budżetu centralnego. Włodarze Lublina postawili na budowę hali sportowej na LSM, na tzw. Globusie (sztuczne lodowisko). Z pomysłem nie zgodzili się decydenci z Urzędu Marszałkowskiego, nie widząc sensu budowy hali w tym miejscu i w taki sposób. W tej sytuacji o potężnych pieniądzach z Urzędu Kultury Fizycznej i Sportu (już przekształconego i wcielonego do Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu) trzeba było zapomnieć.
Nie ma też Lublin stadionu piłkarskiego przynajmniej zbliżonego do standardem do przyzwoitości, nie mówiąc już o spełnieniu warunków licencyjnych postawionych przez Polski Związek Piłki Nożnej, a już niebawem zaostrzonych przez UEFA. Przy al. Zygmuntowski straszą socrealistyczne betonowe pseudotrybuny. Podobnie na obiekcie Lublinianki, gdzie w odległych planach wizerunek obiektu mają zmienić norwescy inwestorzy. Stadionik przy ul. Kresowej stał się natomiast dobrym źródłem zarobkowania, tyle że nie na rzecz sportu. Cotygodniowa giełda handlowa zasila pokaźnie miejski budżet. Na tyle pokaźnie, że wpływy z niej rozwiązałyby problemy przynajmniej jednej pierwszoligowej sekcji. Wniosek nasuwa się więc oczywisty - dopóki Lublin nie wzbogaci się o sportowe obiekty z prawdziwego zdarzenia, dopóty marzenia o prawdziwym sporcie pozostaną marzeniami. Najgorsze, że na razie marzeniem jest kilka skromnych, ale zadbanych szkolnych czy osiedlowych boisk. A przecież od tego trzeba zacząć

Ireneusz Samodulski - prezes MKS Montex Lublin

Na zespół z najwyższej światowej półki, a takim jest Montex, przeznacza się bardzo duże pieniądze. Budżet naszego klubu jest zbliżony do najlepszych zespołów, z którymi rywalizujemy w europejskich pucharach. Uważam jednak,
że obecnie są to za duże pieniądze. Proszę pamiętać, że środki finansowe przeznaczane na wyczynowy sport nie biorą się z niczego, ale od firm-sponsorów. Sponsorowanie jest ściśle powiązane ze stanem gospodarki, a ta jak wiemy dostała sporej zadyszki. Moje działania zmierzają więc do redukowania wydatków, bo obecnie po prostu nas nie stać na równanie pod tym względem do najlepszych na świecie. Szukałem sponsorów dla Monteksu i w regionie, i w kraju i miałem duże problemy ze znalezieniem pieniędzy. Firmy w regionie nie mają aż takich środków jakich potrzebujemy lub aktualnie nie mogą wydać takich sum. Z różnych względów. Firmy ogólnopolskie postrzegały Montex wyłącznie lokalnie, a ponieważ były zainteresowane reklamą w całej Polsce, także nie chciały sponsorować naszego klubu.

Roman Dębiński - trener, były doskonały piłkarz pierwszoligowego Motoru

Największą bolączką lubelskiego futbolu są ludzie nim zarządzający. Są po prostu niekompetentni. Za czasów "komuny” do klubów przysyłano najgorszych działaczy PZPR, którzy nigdzie się nie sprawdzili. Teraz trafiają osoby z zupełnego przypadku, a co gorsza wydaje im się, że są w klubach najważniejsi, że sportu bez nich nie będzie. A piłki nie będzie bez zawodników, bez młodzieży. Na całym świecie do kierowania klubami trafiają osoby, który w piłce coś osiągnęły, znające i rozumiejące mechanizmy jej funkcjonowania. U nas przypadkowi ludzie podejmują najczęściej błędne decyzje. Ich efektem jest brak bazy szkoleniowej czy koordynacji pracy z grupami młodzieżowymi.
W niektórych klubach chcą sukcesu zespołu seniorów, a nikt nie zastanawia się nad tym,
że np. piłkarze nie mają butów, czy diet na dożywianie. Ciągle nie patrzy się na stan klubowego budżetu, liczy się tylko wygrywanie za wszelką cenę. Osobny temat to władze w tym mieście. Minęło już 10 lat odkąd powróciłem
z Francji, tak więc widziałem już każdą opcję polityczną w Ratuszu. Niestety, bardzo się rozczarowałem. Jako przykład niekompetencji powiem, że jeden z panów prezydentów zaproponował mi połączenie wszystkich klubów
w Lublinie i granie na boisku przy ul. Kresowej. Optymizmem napawa mnie działalność ministra Grzegorza Kurczuka i to co próbuje zrobić w Motorze. To jedyny polityk rozumiejący lubelskie piłkarskie problemy. Właściwe ułożenie pracy w klubie może zaowocować tym, że będzie to działalność mniej kosztowna. Mamy mało pieniędzy, ale możemy je wydawać sensowniej niż do tej pory.

Waldemar Gębski - prezes Meblotapu

Sponsorowanie drużyny koszykarek ma wpływ na kształtowanie wizerunku naszej firmy. Są metody, aby obliczyć, czy ponoszone przez nas koszty zwracają się. Generalnie jesteśmy zadowoleni z tej formy reklamy. W Lublinie jesteśmy znaną firmą, ale większe korzyści odnieśliśmy na rynku ogólnopolskim, zwłaszcza w tych ośrodkach,
w których są zespoły ekstraklasy koszykarek. Mamy w nich swoje punkty sprzedaży. Nazwa Meblotap często pojawia się w gazetach.
W telewizji pokazywane są fragmenty spotkań. O firmie się słyszy. Oczywiście bywają okresy, kiedy sponsorowanie sportu już nie przynosi spodziewanych efektów. Nie ma przyrostu klientów. Wtedy firmy wycofują się, szukając innych form reklamy. Nie ukrywam, że przed rokiem również chcieliśmy się wycofać
z dalszego wspierania koszykarek. Zostaliśmy, ponieważ kierownictwo AZS znalazło drugiego sponsora. W tym roku o naszym pozostaniu przy zespole zadecydował czynnik chełmski. Władze miasta pomogą i wspólnie spróbujemy rozpropagować koszykówkę w Chełmie.
Jakich przepisów brakuje, aby zachęcić
firmy do sponsorowania sportu? W naszej branży zmiana przepisów nie jest potrzebna,
ale w branży piwnej przydałaby się
liberalizacja przepisów. Można też zastanowić się nad możliwością wprowadzenia ulg podatkowych.

Komu kibicują

W poniższym zestawieniu pod uwagę wzięliśmy najbardziej popularne dyscypliny i udział zespołów w najwyższych klasach rozgrywkowych. Wyjątkiem jest piłka nożna, gdzie zaznaczyliśmy również obecność drugoligowców.
WOJEWÓDZTWO LUBELSKIE (Lublin)
Koszykarze Startu Lublin; koszykarki AZS Meblotap Chełm; piłkarki ręczne Monteksu Lublin; piłkarze Hetmana Zamość (II liga)
i Górnika Łęczna (II liga).
WOJEWÓDZTWO DOLNOŚLĄSKIE
(Wrocław)
Koszykarze Śląska Wrocław, koszykarki Ślęzy Toya Wrocław i Aquaparku Polkowice; żużlowcy Atlasu Wrocław; piłkarze Zagłębia Lubin (I liga), Śląska Wrocław (II liga), Polaru Wrocław (II liga), Górnika Polkowice (II liga); piłkarze ręczni Śląska Wrocław i Zagłębia Lubin; piłkarki ręczne Zagłębia Lubin i Jelfy Jelenia Góra; siatkarze Gwardii Wrocław; siatkarki Gwardii Wrocław.
WOJEWÓDZTWO KUJAWSKO-POMORSKIE (Bydgoszcz, Toruń)
Koszykarze Anwilu Włocławek i Noteci Inowrocław; koszykarki Eureki Toruń; żużlowcy Apatora Toruń i Polonii Bydgoszcz; siatkarki GP Bydgoszcz.
WOJEWÓDZTWO LUBUSKIE
(Gorzów Wlkp., Zielona Góra)
Żużlowcy Stali Gorzów; siatkarze Stilonu Gorzów.
WOJEWÓDZTWO MAŁOPOLSKIE (Kraków)
Piłkarze Wisły Kraków (I liga); koszykarze Unii Tarnów; koszykarki Wisły Kraków.
WOJEWÓDZTWO ŁÓDZKIE (Łódź)
Piłkarze Widzewa Łódź (I liga), ŁKS (II liga), Radomska (II liga), Ceramiki Opoczno (II liga), Piotrcovii (II liga), GKS Bełchatów (II liga); koszykarki ŁKS Łódź i Polfy Pabianice; siatkarze Skry Bełchatów; piłkarze ręczni Blach Pruszyński Łódź; piłkarki ręczne Piotrcovii Piotrków Trybunalski.
WOJEWÓDZTWO MAZOWIECKIE
(Warszawa)
Piłkarze Legii Warszawa (I liga), Polonii Warszawa (I liga), Wisły Płock (I liga), Świtu Nowy Dwór (II liga); koszykarze Polonii Warszawa, Legii Warszawa, MKS Pruszków; koszykarki SMS Warszawa; piłkarze ręczni Warszawianki
i AZS Warszawa; siatkarze Stolarki Wołomin; siatkarki Skry Warszawa i Nike Węgrów.
WOJEWÓDZTWO OPOLSKIE (Opole)
Siatkarze Mostostalu Azoty Kędzierzyn-Koźle
i KS Nysa; koszykarki Odry Brzeg.
WOJEWÓDZTWO PODLASKIE (Białystok)
Brak drużyn w najwyższych klasach rozgrywkowych.
WOJEWÓDZTWO PODKARPACKIE
(Rzeszów)
Piłkarze Stali Stalowa Wola (II liga) i Tłoków Gorzyce (II liga); siatkarki Telenetu Polska Mielec.
WOJEWÓDZTWO POMORSKIE (Gdańsk)
Koszykarze Trefla Sopot, Czarnych Słupsk; koszykarki Lotosu Gdynia; żużlowcy Wybrzeża Gdańsk; piłkarze ręczni Wybrzeża Gdańsk
i MMTS Kwidzyn; piłkarki ręczne AZS Gdańsk; siatkarki Gedanii Gdańsk; piłkarze Arki Gdynia (II liga).
WOJEWÓDZTWO ŚLĄSKIE (Katowice)
Piłkarze GKS Katowice (I liga), Szczakowianki Jaworzno (I liga), Ruchu Chorzów (I liga), Górnika Zabrze (I liga), Odry Wodzisław (I liga), Ruchu Radzionków (II liga), Podbeskidzia Bielsko-Biała (II liga); siatkarze Starteru Galaxia Częstochowa i Jastrzębia Borynia; siatkarki Stali Bielsko-Biała; żużlowcy Włókniarza Częstochowa; piłkarze ręczni Olimpii Piekary Śl. i MOSiR Zabrze; piłkarki ręczne Sośnicy Gliwice, Zgody Ruda Śl., Ruchu Chorzów i Pogoni Żory.
WOJEWÓDZTWO ŚWIĘTOKRZYSKIE
(Kielce)
Piłkarze KSZO Ostrowiec (I liga); piłkarze ręczni Lidera Market Kielce; piłkarki ręczne Kolportera Kielce.
WOJEWÓDZTWO WARMIŃSKO-MAZURSKIE
Piłkarze Stomilu Olsztyn (II liga); koszykarki Łącznościowca Olsztyn; piłkarki ręczne Startu Elbląg; siatkarze AZS Olsztyn.
WOJEWÓDZTWO WIELKOPOLSKIE
(Poznań)
Piłkarze Lecha Poznań (I liga), Amiki Wronki
(I liga), Dyskobolii Grodzisk (I liga), Aluminium Konin (II liga); koszykarze Stali Ostrów; koszykarki Quay Poznań; żużlowcy Polonii Piła
i Unii Leszno; piłkarze ręczni Metalplastu Oborniki; siatkarki Nafty Gaz Piła, Calisii Kalisz i Denteru AZS Poznań.
WOJWÓDZTWO ZACHODNIOPOMORSKIE (Szczecin)
Koszykarze Spójni Stargard; piłkarze Pogoni Szczecin (I liga); piłkarki ręczne Łącznościowca Szczecin; siatkarze Morza Szczecin.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO