piątek, 15 grudnia 2017 r.

Magazyn

Ona pojechała sadzić do Holandii tulipany. On w Schagen był agentem ubezpieczeniowym i chciał ją ubezpieczyć. Miłość wybuchła nagle. W 1998 r. kupili chałupę w Gliniskach. Dziś, pomalutku, budują tu swój raj na ziemi

Ona: Danusia Iwanek z Lublina. Zawód: pracownik socjalny.
On: Andre Albers Spierings z Schagen. Zawód: agent ubezpieczeniowy.
On ma 58 lat, ona o wiele młodsza.
Ona wulkan pomysłów i temperament, on chodzący spokój. Nie stracił nerwów nawet wtedy, gdy na dzień przed ich weseliskiem w Gliniskach wyłączyli prąd i lodówki z jedzeniem dla osiemdziesięciu osób stanęły na całego.

Danusia miała męża

W 1986 roku Danuta Iwanek pojechała do Holandii za chlebem; na tulipany. Przez trzy miesiące ciężkiej harówy zarobiła tyle, co przez cały rok w Lublinie. Ale pani Danuta w Holandii nie tylko zarabiała.
- Urządziłam się w Holandii, wyszłam za mąż za Holendra. A któregoś dnia przyszedł do nas Andre. Chciał nas ubezpieczyć - opowiada Danusia. Był wesoły, uczynny, ale nic między nami nie zaiskrzyło.
- Nic, nawet trochę - śmieje się Andre i - jak to Holender - zapala skręta. Po letniej altance w Gliniskach roznosi się aromatyczny zapach.
- Zaprzyjaźniliśmy się, zawsze był uczynny. A tymczasem mój holenderski mąż chciał, żebym gotowała i sprzątała. To powinien sobie wziąć służącą, nie żonę - śmieje się Danusia.
- Tak, tak, zgadza się - potwierdza Andre.

Ich pierwszy raz

Był pełen zdziwienia. - Pierwsze dni w Holandii i szok: jak tu czysto! Małe domki równiutko stały rzędem przy czystych uliczkach. Kwiaty, brak zasłon w oknach, ludzie jak na talerzu - opowiada Danusia.
- Pierwszy raz w Polsce. Gdańsk: śmierdziało na dworcu. I te fatalne drogi... - wspomina Andre.
- Drugi szok to jedzenie. Mrożone kiełbaski, na to cebulka i majonez - dodaje Danusia.
- Pierogi ruskie. Nie jadłem nigdy w życiu - dodaje Andre. Zamyśla się. - Na wigilii patrzyłem jak Polacy tylko jedzą i jedzą. Straszne ilości w dwa dni - śmieje się Andre. A kiedy zaiskrzyło między wami? - Jeszcze w Holandii - mówią zgodnym chórem.
Jak iskrzyło?
- Przeszedł po nas spory prąd - śmieją się oboje.

Poszukiwanie

Po ślubie z Andre Danusia dostała podwójne obywatelstwo. Postanowili, że zostaną w Holandii, ale znajdą sobie kawałek ziemi w Polsce.
Ogłoszenie o starej chałupie z hektarem ziemi znaleźli w gazecie. Przeczytali, pomyśleli i pojechali do Glinisk koło Łopiennika Górnego.
Zobaczyli chałupę, oborę, sad. Jabłonie obrodziły na całego i nad działką unosił się aromat koszteli.
- To będzie nasze miejsce na ziemi - powiedziała Danusia.
- Tak. Nasze - dodał Andre.
Ustawili przyczepę kempingową na działce i zaczęli remont. W końcu trzeba było wyprawić polskie wesele.
- Wynajęliśmy namiot na osiemdziesiąt osób, na dzień przed weselem wyłączyli prąd. A tu lodówki pełne. Stanęły na całego - śmieje się Andre.
Nawet wtedy nie stracił poczucia humoru.

Basen za oborą

W piątek w samo południe słońce złoci drewniany dom, który w niczym nie przypomina wiejskiej chałupy.
Drugi domek w niczym nie przypomina obory. Na parterze salon, na górze pokoje gościnne.
Na agroturystykę.
Za oborą przenośny basen zmyślnie otoczony drewnianą palisadą.Obok basenu oczko wodne i murowana altana.
Za altaną bezkresna zieleń.
Na dwóch hektarach Andre posadził kilka tysięcy drzewek.
- Teraz siedzę, piję piwo i rośnie mi park - śmieje się z radością.
- Andre trochę leniwy jest - ripostuje Danusia. - Ja na traktor siadam i koszę.
Za chwilę wniesie parującą wazę zupy z Surinamu, czyli dawnej Guany, będącej kiedyś holenderską prowincją.
Po podwórku roznosi się silny zapach orzeszków ziemnych.
- To ulubiona zupa mojego męża. Do wywaru na wołowinie daję słoiczek masła z orzeszków ziemnych, po zagotowaniu wrzucam kawałki kurczaka - tłumaczy Danusia.
Próbuję. Po kilku łyżkach czuję się jak po sutym obiedzie.

Plusy i minusy

Jakie plusy ma Andre?
- Jest zgodny. To najważniejsze w życiu. Lubi towarzystwo, a ja nie znoszę smutasów. I tyle w nim pogody... - mówi Danusia.
Minusy ma? - Leń. Za mało robi. Za wolno i już!
Jakie minusy ma Danusia?
- Za dużo pali. Dużo krytykuje i lubi drążyć dziurę. Tu, w brzuchu. Wszystko musi być już, już. Jeszcze lepiej na wczoraj. A to się nie da - mówi Andre.
A plusy?
- Dobry kucharz. Miła jest. Co jeszcze? - zastanawia się chwilę. - Jest ze mną...

Dwoje na huśtawce

Za chwilę Andre pójdzie do komputera, żeby sprawdzić, czy działa Internet. Bo raz działa, raz nie działa. Jak zadziała, będzie pracował nad stroną internetową miejsca, które ma być ich rajem na ziemi. Danusia pobiegnie do domu, bo jutro ma w rodzinie chrzciny.
Ale zanim się pożegnamy, pokażą mi zakątek z huśtawką. Ona siądzie na drewnianym siedzisku i złapie się lin. On ją rozhuśta i wskoczy na huśtawkę. Tak będą bujać w obłokach przez parę minut.
Jak dzieci. Pytam, co w życiu jest najważniejsze?
- Pokłócić się, potem przytulić się i przebaczyć - mówi Danusia.
- I żeby każde miało swój czas dla siebie - dodaje Andre.
Czy w Gliniskach znaleźli swój raj na ziemi?
- Ja tak. Tu jest nasza działka, tam jeden sąsiad, potem drugi. Ile tam malin, jabłek, śliwek. Powiedzieli mi, Andre, co moje to twoje. Bierz i jedz. W Holandii by tak nie było.
Tu dopiero będzie raj - kończy Danusia.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!