poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Dyskoteka

Dodano: 27 lipca 2006, 17:01

Nowoczesny kopciuszek z małej podlubelskiej miejscowości mówi tak: Zakładam superseksowną bluzkę, obcisłe spodnie, buty na koturnach i wychodzę szukać księcia. Może dziś mi się poszczęści. Bo u nas na dyskotece wszystko jest możliwe

- Dziś poszło mi raz dwa. Tylko rzęsy pomalowałam i włosy lokówką podkręciłam - tłumaczy Justyna Berecka. Ma 15 lat. Chodzi do Gimnazjum nr 1 w Lublinie. W wakacje większość czasu spędza w swoim domu w Żabiej Woli. Większość. Bo soboty są zarezerwowane na wyprawę do Krężnicy Jarej, gdzie znajduje się klub Malibu. - Jestem Malibu-fanką - przyznaje. - Ja po prostu muszę tam być. I niestraszne mi to, że będę musiała o czwartej rano wracać półtorej godziny
na piechotę. Tam jest magicznie.

Akt I: Wyjście
Miejsce akcji: dom Justyny w Żabiej Woli
Czas: sobota, godzina 18
Bohaterki szykują się do wyjścia
Justyna baluje zazwyczaj z Agnieszką, starszą siostrą. - Oj, ona to dopiero się szykuje i szykuje przed wyjściem.
Efekt widać. Długie blond włosy lśnią. Skąpa bluzeczka i obcisłe jeansy podkreślają szczupłą sylwetkę. - No, bo trzeba jakoś wyglądać - śmieje się Agnieszka. - Tu wszystkie dziewczyny są wystrojone i nieźle zrobione.
Na przykład Ania z Kraśnika: wysoka, tleniona blondynka. Mówi, że ma 19 lat, a wygląda na jakieś pięć więcej. Tipsy na paznokciach. Koniecznie z diamencikami. - Teraz najmodniejsze - tłumaczy. Opalenizna. - Dwa, trzy razy w tygodniu odwiedzam solarium. Wrażenie robi, co nie?
Ania skończyła niedawno szkołę. Nie chce powiedzieć jaką. - Nie to, że się wstydzę, ale nie chcę, żeby się domyślili, ci co mnie znają. Bo potem będzie gadanie, że zamiast szukać roboty, to ja za mężem się uganiam - mówi. - A ja pracy szukam. Tak przy okazji.
Dziewczyny wychodzą.

Akt II: Karoce i królewicze
Miejsce akcji: klub Malibu w Krężnicy Jarej
Czas: godzina 21.
Pod Malibu przyjeżdżają pierwsze samochody. Kierowcy zamaszyście parkują na żwirze.
Do wyboru, do koloru. Począwszy od błyszczących "beemek” pożyczonych od taty, przez astry sprowadzone z Niemiec, aż do zwykłych, nadżartych zębem czasu i rdzą polonezów. Z jednego z nich wysiada wysoki blondyn. Za nim jeszcze sześciu innych.
- To jeszcze nic. Kiedyś nawet dziesięciu się do jednego samochodu zmieściło - śmieje się Marcin, jeden z ochroniarzy w klubie Malibu. - To był rekord, który przyuważyłem.
Blondyn przeciąga się. Rzuca jakiś dowcip. Kumple się śmieją. Za chwilę z bagażnika wyciąga wódkę. Drugi dwa plastikowe kubeczki.
Łokieć, stuk, puk i gotowe. Piją wszyscy, z kierowcą na czele.
- Czasami sugerujemy, żeby nie wsiadali do samochodu jak pili - mówi ochroniarz. - No, ale zabronić nie możemy, a oni nie lubią się słuchać.
O godz. 22 nie ma już gdzie zaparkować. Kolejka do wejścia ciągnie się kilometrami. - No, fakt. Dużo do nas przychodzi - mówi z dumą Stefan Odój, właściciel klubu. - I to zewsząd. Nawet z Lublina przyjeżdżają. Później, nad ranem widzę całe pielgrzymki ciągnące w stronę miasta.
Blondyn z kolegami staje w kolejce po bilety.

Akt III: Kopciuszek rusza na łowy
Miejsce: główna sala w Malibu
Czas: godz. 23.15
Muzyka uderza w uszy. Niezidentyfikowane "umpa, umpa”, czyli najnowsze hity młodzieżowe. Głównie techno. Od czasu do czasu stary hicior. Lampy migoczą.
- No chodź tańczyć - brunetka ciągnie blondynkę na parkiet. - No chodź, on tam jest.
- My przyszłyśmy tu zatańczyć tylko trzy piosenki - śmieją się dwie dziewczyny. Obie ubrane dość nietypowo jak na to miejsce. Długie, wieczorowe suknie z gorsetami, tiulami i koronkami. - Bo z wesele uciekłyśmy - tłumaczą rozchichotane Kinga Małek i Jagoda Furman. - Z Zemborzyc przyszłyśmy na piechotę. Bo tam jest fajnie. Ale tylko tu zajebiś...!
Dziewczyny są stałymi bywalczyniami klubu.
Te dwie też: matka i córka. - Na początku kłamały, że są siostrami - śmieje się jeden z bywalców Malibu. - Ale później się przyznały.
- Noo, to są niezłe aparatki - pokazuje na mamę i córkę jeden z chłopaków. - Kiedyś jak były wybory miss miesiąca, to mamuśka wzięła udział. A prężyła się wtedy, a wyginała. Innym razem na stole tańczyła. Rozrywkowa kobitka.
Tuż po jednym piwie zaczynają się podrywy. Podrywają wszyscy. Wszyscy chcą być podrywani. Ale niekoniecznie przez tych, którzy akurat się dosiadają do stolika. - Zaczepiają, marudzą... czasami mam tego dość - mówi Justyna.
- Bo chłopakom to tylko jedno w głowie - przekonuje Agnieszka. - Dlatego nie ma mowy o chodzeniu z chłopakiem z dyskoteki. Oni to tylko piją piwo i później gdzieś ciągną. Ja się na to nabrać nie dam.
Inne się dają. Tuż po godzinie pierwszej, pary trzymając się za rękę wychodzą na parking. - Tam, gdzie są zaparowane szyby, to znaczy, że wszystko idzie tak jak trzeba - mrugają chłopaki stojący przed dyskoteką.
A szyby są zaparowane w większości samochodów

Akt IV: Pantofelka nie ma
Miejsce: Malibu
Czas: coraz później, ale jeszcze nie świta.
Alkohol robi swoje. Żel na włosach opada. Sportowe koszulki tracą świeżość. Dziewczyny trzymają się lepiej, bo po kolejnym tańcu z torebką zaglądają do toalety.
- Ja tam nie mogę sobie żadnej dziewczyny znaleźć - mówi Rafał Baran, przystojny 25-letni blondyn z Bychawy. - Były jakieś, ale jakoś tak nie na długo.
Rafał zajmuje się wykańczaniem wnętrz w domach. Przez cały tydzień pracuje i dlatego w weekendy chce się zabawić, odpocząć. - Przyjeżdżam tu, ale to nie moja muzyka. Ja lubię Perfect, Dżem...
Był moment, że wpadła mu w oko taka jedna. Zniechęcił się... - No bo jak ona się zachowywała! Jakaś taka rozwiązła była. Takie mnie nie interesują.
A takich w Malibu nie brakuje. - Oj, niezłe są, niezłe. Kleją się, przytulają - mówi ochroniarz Marcin. - A ile propozycji dostaję.
Nie wszystkim się chyba jednak powodzi. - Jesteś ch… - łka do telefonu dziewczyna. Siedzi w kucki z tyłu klubu i płacze. - Jak mogłeś mi to zrobić! Przecież wiesz, że ja cię kocham, a nie Kaśka. Ona się ze wszystkimi puszcza. I ty głupi za jej cyckami poleciałeś.
Dziewczyna idzie wypłakać się koleżankom.

Akt V: I po balu
Świta. Na stolikach dosypiają upojeni królewicze. Niektóre królewny kręcąc tyłkiem, jeszcze próbują coś złowić. Ale mało kto ma na to siłę. Trzeba wracać. Kto żyw pakuje się do auta. Mniej żywi obwieszają się na ramionach tych mniej umarłych.
Dziewczyny powrotów się nie boją. - Czasami, gdy się do kogoś uśmiechnę, to podwiezie - mówi Justyna. - A jak nie, to z siostrą i koleżankami idziemy na piechotę. Półtorej godziny. Bo do Żabiej Woli jest kawałek. Ale przecież to nic. Za tydzień wrócimy.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!