poniedziałek, 5 grudnia 2016 r.

Magazyn

Dzieci jak jesienne liście


Kim jest lider zespołu Ich Troje można się przekonać oglądając film „Gwiazdor”. Kim byłby, gdyby nie doceniła go gwiazda telewizji, Nina Terentiew? Kim byłby, gdyby wychował się w dostatniej, mieszczańskiej rodzinie?
A kim będą dzieci, które wychowują się w biedzie i niedostatku rodzicielskiej miłości?

Z badań UNICEF wynika, że w polskich instytucjach opiekuńczych przebywa statystycznie więcej dzieci niż w krajach zachodnich. Czy u nas też należy wprowadzić inne formy opieki?
– Nasza odpowiedź jest raczej twierdząca, chociaż z pewnymi zastrzeżeniami – zauważa Tomasz Polkowski, prezes Towarzystwa Nasz Dom, które promuje rozwój pozainstytucjonalnych form opieki nad sierotami społecznymi.
Przeciętny dom dziecka otacza opieką około 50 dzieci. Pracuje tam kilkunastu wychowawców i kilkunastoosobowa grupa obsługi. Jeden „wychowanek” ma do czynienia w ciągu tygodnia z około pięcioma wychowawcami, ponieważ pracują w systemie dyżurowym i odpowiadają za grupę, a nie poszczególne dzieci. Po kolacji można pooglądać telewizję w świetlicy, a potem cisza nocna. Tak mija dzień za dniem. Najbardziej znienawidzone są niedziele, bo niektóre dzieci wyjeżdżają do rodzin, a reszta

cierpi z nudy i samotności.

W tych dziwnych, sztucznych warunkach próbują odnaleźć się również wychowawcy. Jedni bardzo oddani dzieciom, zaprzyjaźnieni, spędzający długie, wieczorne godziny na wzajemnych zwierzeniach. Inni dawno już stracili zapał i popadli w rutynę. – Czego nie powiedziałoby się o domach dziecka – mają jedną niepodważalną zaletę: przyjmą każde dziecko nie wybrzydzając nad jego urodą, inteligencją, pochodzeniem czy zdrowiem – mówi Michał Misztal, dyrektor Pogotowia Opiekuńczego w Lublinie.
Na adopcję największe szanse mają noworodki, a prawie co tydzień w Sądzie Rejonowym w Lublinie jakaś matka zrzeka się dziecka. W ubiegłym roku było 232 takich niemowlaków. Do rodzin zastępczych trafiło 48 dzieci.

100 razy łatwiej orzekać w sprawach karnych

– Zajmowałam się tym kiedyś: jest przestępstwo, przestępca, wina i kara. Dzieci nie są niczemu winne, są emocjonalnie związane z rodzicami – mówi sędzia Anna Frączkiewicz, przewodnicząca V Wydziału Rodzinnego i Nieletnich Sądu Rejonowego w Lublinie.
Nigdy na zapomnę mojej pierwszej sprawy rodzinnej. To była młoda, niespełna dwudziestoletnia kobieta. Pracowała w agencjach towarzyskich. Przychodziła do sądu z trzyletnim dzieckiem. Chłopiec zachowywał się jak dzikie zwierzątko. Trudno jest podjąć decyzję o pozbawieniu matki praw rodzicielskich, ale czas pokazał, że było to dobre rozwiązanie. Chłopiec trafił do adopcji i wszyscy są zadowoleni.
Starsze dzieci nie mają zazwyczaj takiego szczęścia, ale zdarzają się i takie zakończenia dziecięcych tragedii. Sędzia Frączkiewicz wspomina sprawę, przy której

cały sąd płakał.

Syn zamożnej, wykształconej alkoholiczki był pod opieką babci. Kiedy miał dwanaście lat, starsza pani uznała, że niewiele jej już życia zostało. Poprosiła więc sąd o oddanie chłopca do adopcji. Polskie rodziny nie są jednak zainteresowane nastolatkami. Jedyną nadzieją były bezdzietne pary z Zachodu, przyjmujące do swych zasobnych domów dzieci kilkunastoletnie, kalekie i z rodzin patologicznych.
Babcia wybrała dla wnuka rodzinę francuską, ze szlacheckim rodowodem, pięknym i bogato wyposażonym domem z widokiem na morze. Chłopiec, którego matka w tym czasie piła na umór, a babcia szykowała się do grobu, nie musiał już obawiać się, że trafi pod opiekę instytucji. Wielkie wzruszenie sądu wywołała także sprawa, którą można by określić jako

nawrócenie matki marnotrawnej.

Sąd pozbawił matkę praw rodzicielskich, bo z powodu pijaństwa i utraty pracy nie potrafiła zapewnić dziecku opieki. Córka trafiła do domu dziecka. Matka regularnie ją jednak odwiedzała i zabierała do domu na święta. Miała tyle siły i miłości do dziecka, że po kilku latach leczenia udało się jej wyjść z nałogu. Sąd zaś zadecydował, że w tej sytuacji córka może do niej wrócić.
W ubiegłym roku Sąd Rejonowy przywrócił prawa rodzicom 42 dzieci. Ile z nich ma szansę zrobić karierę na miarę Michała Wiśniewskiego? Ilu wychowanków różnych instytucji opiekuńczych założy troskliwe rodziny, inne niż te, z których pochodzą? Ile z nich będzie miotać się przez życie, jak jesienne liście na wietrze?
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO