poniedziałek, 18 grudnia 2017 r.

Magazyn

Dzień dobry kontrola

  Edytuj ten wpis
Dodano: 31 lipca 2008, 09:01

Wybierają różne pory dnia i nocy. Są postrachem wszystkich właścicieli lokali gastronomicznych.

Wpadają znienacka i wszystko sprawdzają. To inspektorzy stacji sanitarno-epidemiologicznych, którzy ostatnio mają naprawdę sporo pracy

Mogą wlepić mandat lub zamknąć lokal. Nigdy nie wiadomo, gdzie i u kogo się pojawią. - Pracę zaczynamy rano - mówi Barbara Sawa-Wojtanowicz, kierownik Sekcji Żywienia, Żywności i Przedmiotów Użytku z Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Lublinie. - Później z upoważnieniem w ręku idziemy do wytypowanego lokalu. Czasem wybieramy go z "listy”, a często idziemy na kontrolę w związku z interwencją konsumentów.

Trudne początki

Oku inspektora nie może nic umknąć. Już podczas wchodzenia do pubu czy restauracji rozgląda się dookoła. Sprawdza otoczenie, stan techniczny drzwi i okien. Czy na sali, gdzie siedzą klienci, jest czysto.

Potem inspektorzy proszą osobę upoważnioną o asystowanie przy kontroli. - Legitymujemy się, przedstawiamy i wręczamy upoważnienie - mówi Sawa-Wojtanowicz. - Osobą upoważnioną może być właściciel, kierownik lub menedżer lokalu. Jeśli nikt z personelu takiego upoważnienia nie ma, kontrola nie może być przeprowadzona. Co wtedy? Czekamy, aż taki się pojawi. Jeśli nie, to odstępujemy od kontroli, ale właściciela może zaskoczyć kara - polskie prawo żywnościowe przewiduje surowe kary pieniężne za utrudnianie bądź uniemożliwianie kontroli.

Zastraszenie nie działa

Co inspektorzy sprawdzają? Wszystko. Zaplecze, kuchnie, pomieszczenia magazynowe, lodówki... Czy marchewka nie jest przechowywana w lodówce obok sera? Czy warzywa nie są krojone na stole, gdzie przygotowuje się ciasto? Okazuje się, że nieprawidłowości jest bardzo wiele. - Wszystko wynika z nieznajomości przepisów - zaznacza Sawa-Wojtanowicz. - Niestety, duży procent osób pracujących z żywnością, po prostu ich nie zna. A najgorsze jest to, że nie chcą przyznać się do błędu. Wchodzą w dyskusje, nie mając wiedzy merytorycznej. Denerwują się, robią się agresywni. Niektórzy nawet nas zastraszają, myśląc, że coś takim zachowaniem wskórają.

Fachowa dezynfekcja jaj

Kontrola zazwyczaj odbywa się w obecności osoby, która jest odpowiedzialna za dany obszar. Czyli, jeśli sprawdzany jest sposób przeprowadzania dezynfekcji jaj, staramy się uzyskać informacje z pierwszej ręki tj. od osoby, która to robi. Pytamy ją, by krok po kroku opowiedziała, jakie czynności wykonuje.

- Weszliśmy do pomieszczenia, gdzie odbywa się produkcja właściwa żywności - opowiada Sawa-Wojtanowicz. - Na stole produkcyjnym leżą jaja w wytłaczance. Pytamy, w jaki sposób i gdzie była przeprowadzana dezynfekcja. Kobieta, która to "robiła”, wskazała inne pomieszczenie. Więc interesuje nas metoda, jaką zastosowała. Wtedy kobieta stwierdziła, że wyparza jaja wrzątkiem. Zapytana, w jaki sposób i jak długo trwało wyparzanie, odpowiedziała, że przez minutę. Po takim czasie białko uległoby denaturacji...

Rozmowa z pracownikami jest bardzo ważna. Jeśli pracownik pytany o konkretne procedury przygotowywania żywności czy sprzątania je zna, to jest choć cień szansy, że wciela je w życie w swojej pracy.

Łańcuch chłodniczy

Mrożonki przywożone są do lokalu z hurtowni. Do hurtowni od producentów. Wszędzie powinna być przestrzegana tak zwana ciągłość łańcucha chłodniczego. Pracownicy restauracji muszą także zadbać o odpowiednią temperaturę w lodówkach w lokalu. - Tu, niestety, także zdarzają się wpadki. W zapisach potwierdzających monitoring temperatur, jakie powinny być sporządzane codziennie, wszystko gra. Temperatura jest odpowiednia i zgodna z zalecaną przez producenta dla danego asortymentu. W rzeczywistości wygląda to inaczej - przyznaje nasza rozmówczyni. - Kiedy dokonujemy pomiaru, wynik często bywa inny z zapisanym. Zdarzało się, że termometr wskazał czasem i ponad 20 stopni C.


Nikt ich nie lubi

Od kilku tygodni w prasie nagłaśniane są kontrole. Kilka znanych lokali w centrum Lublina dostało mandaty, a kilka musiało zostać zamkniętych do czasu, aż zostaną porządnie wyczyszczone. - Nam nie chodzi o zamykanie czy wlepianie mandatów. Chcemy wytworzyć dobre nawyki wśród restauratorów i właścicieli sklepów. Gdyby w obiektach przeprowadzane były wewnętrzne kontrole i gdyby zainteresowanie osób odpowiedzialnych za stan sanitarny w lokalach było większe, mielibyśmy mniej pracy. Sami właściciele powinni dbać o dobry wizerunek swojego biznesu - podkreśla Barbara Sawa-Wojtanowicz.

Jedni twierdzą, że się czepiają, inni chwalą. Do tej drugiej kategorii należą klienci, którzy chcą wiedzieć, co jedzą. A lokal z zewnątrz wyglądający pięknie i schludnie, na zapleczu może już taki nie być.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
nona
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

nona
nona (5 sierpnia 2008 o 14:48) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
To wstrętne, ale że ZADORA, a ja tam jadałam naleśniki w życiu już nie pójdę do tej speluny, wstyd....aż się niedobrze robi. Dobrze, że są te kontrole przynajmniej wiadomo, jakich brudasów unikać.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!