piątek, 20 października 2017 r.

Magazyn

Dziesiątki małych twarzyczek

  Edytuj ten wpis
Dodano: 8 lutego 2008, 13:06

Niemowlę, chłopiec bez nerki, dziewczynka z sześcioma paluszkami, pięciu braci - oni wszyscy znaleźli schronienie w domu dziecka w Kijanach.

Niektórym się udało i dziś mają już nowe rodziny. Inni, z nadzieją przyklejoną na twarzy, nadal wyglądają kogoś, kto zabierze ich do domu


W Wielofunkcyjnej Placówce Opiekuńczo-Wychowawczej w Kijanach mieszka 30 dzieci. Ale tylko w ostatnim roku przez dom dziecka przewinęło się 60 małych twarzyczek.

- Jest rotacja, bo naszym celem jest to, żeby dzieci wracały do domów rodzinnych. Dopiero gdy to się nie powiedzie, szukamy rodzin zastępczych lub adopcyjnych. W ostateczności zostają u nas - wyjaśnia Agnieszka Korzeniewska, dyrektor placówki.

- Najbardziej wzrusza nas jak uda nam się znaleźć rodzinę jakiemuś dziecku. Mieliśmy dwóch chłopców, którzy trafili do nas w wieku 5 i 7 lat. Zostali zabrani ojczymowi. Mimo młodego wieku byli bardzo doświadczeni przez życie. Przez to mieliśmy z nimi ogromne problemy - opowiada Marta Piwońska, wicedyrektor domu dziecka. - Wzięła ich rodzina zastępcza, ale nie poradzili sobie z nimi i oddali. Na szczęście udało się im znaleźć rodziców polskiego pochodzenia w USA. Chłopcy już tam są. Przysyłają nam zdjęcia i upominki dla pozostałych dzieci.
A nasze serca rosną. 

Kasia

Ma 9 lat. Trafiła do domu dziecka dwa lata temu. Jej rodziców pozbawiono praw rodzicielskich. Ani razu do niej nie przyjechali, nie zadzwonili. A Kasia czeka... Odwiedza ją tylko czasem dalsza rodzina, ale nie mogą się nią zaopiekować. Kilka miesięcy temu trafiła do rodziny zastępczej. Była tam niecały miesiąc. - Oddali ją z powrotem. Stwierdzili, że się jednak nie przyzwyczają, mimo że mieli już na wychowaniu chłopców z domu dziecka - mówi dyr. Korzeniewska.

Kasia rozpaczała po cichu; nie chciała pokazać, że cierpi. - Nasze dzieci nie są zbyt wylewne, nie rzucają się na szyję, bo nie wyniosły okazywania uczuć z domu. Dobrze, że oddali ją prawie od razu, bo później, jakby się do nich przywiązała, byłoby ciężej - wyjaśnia Marta Piwońska.

Teraz Kasię odwiedza samotna pani. Kontakt między nimi nawiązuje się powoli.


Kubuś

- Nasz pierwszy niemowlak. Miał miesiąc, jak tu trafił. Od niego zaczął się baby boom w naszym domu. Jak go przywieźli, to nawet nasza młodzież się wyciszyła i nawet przestała głośno mówić, żeby nie budzić małego. Miał szmery w sercu - wspomina pani Agnieszka.

Mama odwiedzała Kubusia raz na jakiś czas, zwykle podpita albo "wczorajsza”. Ale przychodziła, dlatego sąd nie chciał jej pozbawić praw rodzicielskich. Była młoda, stąd nadzieja, że się zmieni; że przemyśli swoje postępowanie.
Skończyło się na nadziejach.

Kubuś był śliczny, jak z reklamy pampersów. W końcu do domu w Kijanach zawitało małżeństwo z zachodniej Polski. Ona Polka, on Niemiec. - Długo szukali dziecka, a my szukaliśmy dla niego rodziny zastępczej. Szkoda że czasami to szukanie nie może się wcześniej zejść w jednym punkcie - uśmiecha się pani Agnieszka.

Na początku przyjeżdżali na weekendy, spali w pokoju gościnnym. Poznawali go, nie mogli się od niego odkleić. Od razu chcieli go adoptować. Takiej możliwości na początku jednak nie było. Mimo to zaryzykowali i wzięli go jako rodzina zastępcza. Choć bali się, że pewnego dnia sąd im go zabierze.

- Prawie rok minął zanim mogli go adoptować. Prosili, żebyśmy go tu nie chrzcili. Chcieli sami to zrobić, wybrać ciocię i wujka na chrzestnych - opowiada pani Marta.

Adaś

Też trafił do domu dziecka jako niemowlak. Oboje rodzice mieli głębokie upośledzenie i nie mogli się nim zajmować. Adaś na razie rozwija się dobrze, ale nie wiadomo, czy tak będzie dalej.

- Przyjechali ludzie, którzy chcieli go wziąć do siebie. Mówimy do nich "a teraz chodźmy zobaczyć małego”. Wtedy oni nas zaskoczyli, powiedzieli że nie chcą oglądać, bo nie przyjechali tu wybierać - mówi pani Agnieszka. - Najpierw chcieli podjąć decyzję, a potem dopiero się z nim przywitać. Mówili, że jak się komuś rodzi dziecko, to też się nie wybiera, nie wiadomo, czy to będzie chłopiec, czy dziewczynka, czy chore dziecko. Jak go zobaczyli w końcu, to jego nowa mama mówiła do niego "Jesteś naszym prezentem, szczęściem”. Aż się nasza opiekunka popłakała ze wzruszenia.

Jedna nerka, sześć paluszków

Piotruś ma 10 miesięcy. Do Kijan trafił prosto ze szpitala, gdzie zostawiła go mama. Powiedziała lekarzom, że jedzie przygotować dom na przyjazd dziecka i zaraz po nie wróci. I tyle ją widzieli...

Piotruś w domu dziecka jest od listopada. Urodził się bez jednej nerki; może dlatego że był wcześniakiem. Obecnie w sądzie trwa sprawa o odebranie praw rodzicielskich. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, Piotruś będzie miał szansę na adopcję.

Sabinka w Kijanach była prawie od urodzenia. Ma 6 paluszków. Przed Wigilią pojechała do rodziny zastępczej, tam będzie miała szanse na operację. - Mieliśmy u nas wcześniej jej starsze rodzeństwo. Też trafiło do nowej rodziny. Dla niektórych ludzi to jest normalne, że dzieci oddaje się do domu dziecka - ubolewa pani Marta. - A potem się je odwiedza, przyniesie chipsy, może jeszcze na święta się zabierze. I sprawa załatwiona.

Imiona dzieci zostały zmienione

Marta Piwońska,

wicedyrektor Wielofunkcyjnej Placówki Opiekuńczo-Wychowawczej w Kijanach

Sprawy w sądach trwają bardzo długo, nawet pół roku czeka rodzina, która chce adoptować dziecko. A ono w tym czasie rośnie bez rodziny. Dom dziecka, bez względu na nasze starania, i tak nie zastąpi domu rodzinnego, gdzie dziecko ma rodzica tylko dla siebie.

Agnieszka Korzeniewska,

dyrektor Wielofunkcyjnej Placówki Opiekuńczo-Wychowawczej w Kijanach

Ważna jest instytucja tzw. rodziny zaprzyjaźnionej. Czekamy na takich ludzi, którzy zechcą przyjechać, zabrać dziecko do kina, na obiad, na spacer. Taka rodzina wspiera nas, pomaga i co najważniejsze, pokazuje życie normalnej rodziny. Bo dzieci tego nie nauczą się i nie zobaczą w domu dziecka.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Rodzice aopcyjni Kubusia.
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Rodzice aopcyjni Kubusia.
Rodzice aopcyjni Kubusia. (21 marca 2008 o 13:07) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Kubus to nasz najukochanszy synek. Nasz najwiekszy Skarb!
Rodzice aopcyjni Kubusia.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!