środa, 22 listopada 2017 r.

Magazyn

Dziesięcioro zacnych ludzi

  Edytuj ten wpis
Dodano: 1 lipca 2004, 10:54

- Nie dla szkoły się uczmy, lecz dla życia - słyszeliśmy w ubiegłym tygodniu na przedwakacyjnych akademiach. Ile w tym prawdy? Coraz mniej. Żyjemy w scertyfikowanym świecie, w którym liczą się dyplomy, a sukcesy wyznaczają rankingi. Najwyższy poziom przyzwoitości trudno ustalić w plebiscycie. Pod patronatem naszej redakcji "Galeria 10” wybrała jednak 10 zacnych lublinian, których warto naśladować.

Wykształcenie nie oznacza już kultury. Trudno określić, co dziś znaczy "dobre towarzystwo”. Coraz częściej spotyka się natomiast "osobowości graniczne”, których literackimi przykładami są dr Jackle i Mr Hyde lub K-Pax. Dochodzi do tego przesadna samoocena, jak w przypadku Raskolnikowa, uważającego się za osobę tak wyjątkową, że nawet zbrodnia może mu ujść bez kary.
Protestujemy przeciw krańcowemu bestialstwu, ale na codzienną agresję przestaliśmy już reagować. Przyzwyczailiśmy się do chamskich odzywek i przepychanek. Więcej mówi się o aferzystach i terrorystach niż o przyzwoitych ludziach, nawet jeśli ich zachowanie warte jest naśladowania.
- Młodzież dorasta teraz w skomplikowanym świecie, w którym

brakuje autorytetów.

Zacierają się granice między dobrem a złem - mówi Kazimierz Rejmak, nauczyciel Policealnej Szkoły Pracowników Służb Socjalnych im. Bączkowskiego w Lublinie. - Uczeń powinien zaś zdobywać nie tylko wiedzę, ale i umiejętność życia w społeczeństwie.
Kiedy szkoła obchodziła jubileusz 10-lecia, wraz z dyrektor Iwoną Grudzień uznali, że młodzieży należy się coś więcej, niż tylko okolicznościowa akademia. Postanowili przygotować cykl spotkań z ludźmi, których poznać warto. Na koniec, w plebiscycie publiczności, wybrane miały zostać trzy osobowości, nagradzane złotym, srebrnym i brązowym medalem. Jednak kandydaci do tytułów zbuntowali się. Stwierdzili, że z młodzieżą spotkają się bardzo chętnie, aby porozmawiać o życiu, ale nie mają ochoty na żaden "wyścig szczurów”. I tak powstała

Galeria Dziesiątka

Przez cały rok zapraszano do niej przedstawicieli różnych profesji, będących przykładem szeroko rozumianego humanizmu. Każde spotkanie przebiegało w dziesięciu kilkuminutowych rundach, podczas których zaproszeni goście wyjaśniali, co dla nich znaczy: miłość, praca, marzenia, obawy, sukces, porażka, pasja, człowiek, zadowolenie. To wszystko, co stanowi o przyzwoitości w życiu. A później odpowiadali na pytania publiczności, odkrywając często bardzo osobiste wspomnienia o zdarzeniach, które zaważyły na całym późniejszym życiu.
Maria Drygała, prezes Hospicjum Dobrego Samarytanina, opowiedziała o sytuacji, która pracownikom służb medycznych i społecznych zdarza się pewnie często. Przed laty, jeszcze jako pielęgniarka, robiła wraz z uczennicą obchód szpitalnych sal. W jednaj z nich, gdzie leżeli najciężej chorzy, poprawiły pościel, podały wodę i poszły do kolejnych obowiązków. Po kilkunastu minutach, uczennica przybiegła z wiadomością o śmierci jednego z chorych.
- I tak sobie wtedy pomyślałam: "Boże! Dlaczego nie zostałam przy nim! - wspomina Maria Drygała. - Przecież człowiek nie powinien zostawać sam w takiej chwili, nie powinien tak kończyć życia...”
Jakiś czas potem w kolorowym piśmie zobaczyła artykuł o hospicjum w Krakowie. Pojechała, zobaczyła - i stworzyła kolejne w Lublinie. Do jego istnienia potrzebne są niewątpliwie pieniądze, ale jest to też miejsce, gdzie można przekonać się, że dla każdego najważniejsza w życiu jest obecność drugiego człowieka. Tak naprawdę nie możemy dać innym więcej niż siebie, swój czas, swoją posługę. I na to zwykle brakuje nam czasu. Łatwiej realizować własne zachcianki, niż

spełniać cudze marzenia.

O. Filip Buczyński, prezes hospicjum dla dzieci im. Małego Księcia postanowił spełniać marzenia umierających dzieci. Jednak nie tylko dla nich i dla ich rodzin ważne jest wsparcie. Wolontariusze hospicjum, oddając bezinteresownie swoją pomoc, także coś zyskują. Zyskują nawet ci, którzy chociaż chwilę poświęcą na spotkanie ze światem kalectwa i bólu. Trzeba tylko zadać sobie trud dostrzeżenia w niepełnosprawnym człowieka ze wszystkimi jego marzeniami i porażkami. Czasami można przy tym dostrzec całą płytkość pozornych sukcesów. Telewizyjny blichtr, popularność zdobywana arogancją stają się wtedy po prostu żenujące.
Bo kto może równać się z Janem Arczewskim? Z człowiekiem o złotym sercu, który jest także pisarzem i poetą? Z wykształcenia i zamiłowania jest psychologiem - stworzył więc telefon zaufania dla niepełnosprawnych. A chociaż nie jest to najważniejsze, trzeba dodać, że od najmłodszych lat porusza się na wózku inwalidzkim.
Czy Arczewskiego można porównać z Dariuszem Tokarzewskim - muzykiem zespołu Vox, znanym z charytatywnych występów? Przyjaciele mówią o nim, że gdyby nie był tak przystojny, można by sądzić, że jest zbudowany tylko z duszy.
Trudno też porównywać zasługi osób walczących o godność niepełnosprawnych - z dziełami Leszka Mądzika, reżysera i plastyka. A jednak przeżycia estetyczne, które jego sztuka daje innym, dają mu miejsce w równym z nimi rzędzie.
Podobnie jak aktorstwo Jerzego Rogalskiego, który, mimo otaczającej go popularności, potrafi znaleźć czas, aby krzewić czytelnictwo, jeździć rowerem po ulicach Lublina i studiować nauki ojca Pio.
Każda z tych osobowości jest inna, ale wszyscy zgadzają się, że

uczciwość jest najważniejszą wartością w życiu.

I nic, zwłaszcza pogoń za sukcesem, nie usprawiedliwia zatracenia się w drobnych niegodziwościach.
W dzisiejszych czasach popularność zdobywa się bezczelnością i agresywną reklamą, a zyskowne profesje związane są z informatyką i prawem. Czy warto zatem wybierać artystyczną karierę?
- A czy kiedykolwiek było inaczej? - odpowiada Renata Możdżeńska, poetka i animator kultury, laureatka wielu nagród i odznaczeń, m.in. Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski. - Najcenniejsza w życiu jest umiejętność dostrzegania godności człowieka, do tego zaś potrzebna jest kultura i sztuka. Kultura osobista i sztuka narodu. Młodzież nie powinna zapominać, że nie sztuką jest wyrosnąć ponad przeciętność - sztuką jest zakwitnąć.
"Sam możesz wybierać los,
szczytów szlak. Sam możesz wybierać los, zrozum to, wejdź na szczyt...” - śpiewa Budka Suflera. Jednak w życiu ważna jest nie tylko kariera zawodowa. Są też inne wartości, które trzeba kultywować. Czasami o nich zapominamy, poddajemy się bezradności, komercji i agresji. Wtedy Budka Suflera śpiewa, że martwe morze stoi wokół nas. Jednak Romuald Lipko, stanąwszy do "rodzinnej” fotografii gości "Galerii Dziesiątka”, stwierdził, że z tym martwym morzem, jego zespół nieco przesadził.
"Na miły Bóg, życie nie tylko po to jest, by brać...” - zaśpiewał Dariusz Tokarzewski, a publiczność zgromadzona w lubelskim trybunale zawtórowała piosence. Wszak nie ma żadnego martwego morza wokół Ewy Dados - inicjatorki akcji "Pomóż dzieciom przetrwać zimę” w radiu Lublin, czy Mariana Lackowskiego, policjanta zajmującego się charytatywnie pracą z dziećmi. Ów "glina o gołębim sercu” najbardziej zachwycił się medalem, którym uhonorowano gości galerii.
Odznaczenie jest bowiem gliniane - przy ozdobionej sercami tarczy dźwięczą dzwoneczki. Projekt nagrody wypalanej w ogniu przygotowała Bożena Sadowska, medale wykonali zaś podopieczni Warsztatów Terapii Zajęciowej przy domu Samopomocy "Roztocze”. I doprawdy, podczas ceremonii wręczania tych niezwykłych nagród trudno było dostrzec, komu sprawiły większą radość: obdarowującym, czy obdarowanym.

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!