poniedziałek, 18 grudnia 2017 r.

Magazyn

Franc bawi się w historię

  Edytuj ten wpis
Dodano: 26 lipca 2007, 16:16
Autor: PAWEŁ PUZIO

Franciszek Czubiel z Lublina przenosi się w czasie: raz jest żołnierzem Wermachtu, raz partyzantem spod Zamościa.

Franciszek Czubiel, rocznik 1930.
Pierwszy raz zetknął się z motocyklem w szkole powszechnej, w rodzinnej Anotniówce koło Żółkiewki. Ojciec pana Franciszka był lekarzem weterynarii. Dom był majętny, a głowa rodziny hodowała konie. Franciszek jednak połknął innego bakcyla. Michał Wawrych, oficer rezerwy w II RP i miejscowy nauczyciel miał innego rumaka. Stalowego.
- Pamiętam jak dziś jego ardie 125. Jak pan Wawrych jechał przez wieś, to wszyscy za nim gonili. Motor to była prawdziwa sensacja. Zawsze wolałem konie, ale mechaniczne, niż te ze stadniny ojca - śmieje Franciszek Czubiel, dla znajomych "Franc”, z racji miłości do niemieckich maszyn.

Robiłem za SMS-a

Przyszła wojna. - W '41 Niemcy szykowali się na Sowietów. W naszym domu spali oficerowie Wermachtu. Po stodołach rozlokowali się żołnierze - wspomina Czubiel. - Jako 11-letni szkrab zwietrzyłem interes. Handlowałem z Niemcami jajkami. Jednio jajko: dwa cygara. Taka był moja taryfa.
Tymczasem Niemcy w stodole zrobili magazyn uzbrojenia. - Ponieważ mi ufali, mogłem się kręcić tu i ówdzie, nikt na mnie nie zwracał uwagi. Michał Wawrych, który zszedł do podziemia, poprosił mnie, o przysługę. Żebym tak przypadkiem rzucił w krzaki jeden pistolecik. No i udało się - mimo upływu lat "Franc” nadal opowiada swoją historię z lekkim dreszczykiem emocji.
Niemcy nie doliczyli się braku. Wermacht zaraz zwinął się, bo przyszedł rozkaz koncentracji wojska nad Bugiem. Pistolet został i służył Wawrychowi aż do końca wojny. Nauczyciel został oficerem AK i do końca wojny dowodził oddziałem partyzanckim. - W 1944 został moim dowódcą. Jako czternastolatek byłem łącznikiem. Robiłem za SMS-a, bo nie było wtedy komórek - śmieje się "Franc”.

Motorów bez liku

Po wojnie "Franc” nie wyzbył się miłości do motocykli. Zaczął od niemieckiego motoroweru Sachs. Potem był ardie 125, taki sam jak Wawrycha. Było też DKW 250 SB, motocykl z lat kawalerskich "Franca”:, NSU 600 OSL. - Jako lekarz weterynarii i zootechnik, otrzymałem talon na motocykl IFA BK 350. Sprzedałem DKW dla enerdowskiego wynalazku - dodaje Franciszek Czubiel.
Czas płynął, trzeba było zmienić środek transportu. - Na początku lat siedemdziesiątych wyjechałem na staż weterynaryjny do instytutu we Lwowie. Żona zrobiła mi niespodziankę. Pod moją nieobecność kupiła wartburga de lux.
Tak uczcieu do jednośladów trochę przygasło. Na szczęscie nie na długo. W ‘75 do Lublina przyjechali uczestnicy zlotu motocyklowego. - Zapoznałem się z małżeństwem Zganiaczów. Od nich dowiedziałem się, że w okolicach Sokal na Ukrainie jest człowiek, który ma blisko 30 niemieckich motocykli z lat wojny.

BMW w walizce

Czubiel szybko trafił do ukraińskiego kolekcjonera. Czasy były ciężkie, komuna nie lubiła motoryzacyjnych pogrobowców Wermachtu. - W oko wpadło mi BMW. Nie było jak przewieźć, więc rozebrałem motor na części i kawałek po kawałku sprowadziłem do kraju. Koledzy z Automobilklubu Lubelskiego śmieli się ze mnie, że mam motocykl z walizki. Potem BMW sprzedałem.
Wreszcie, 15 lat temu z Sokala przyjechał Zündapp.
Zundapp sahara rocznik ‘40 powstał Norymberce. Rok później trafił na front wschodni. - Jakie były jego wojenne losy, kto nim jeździł, gdzie służył, tego nie wiem - mówi Czubiel. - Dziś, poza akumulatorem, to w 100 proc oryginał. Taki sam, jak w Afrika Korps.

Żywa historia

"Franc” bardzo często bierze udział w różnego rodzaju zlotach i inscenizacjach historycznych. - Byłem juz niemieckim żołnierzem wziętym do niewoli bitwie pod Osuchami w 1944, poddałem się prezydentowi Kaczorowskiemu podczas kampanii włoskiej, występowałem jako zmotoryzowany partyzant AK i BCh - wylicza pasjonat. - Ja i mój Zündapp graliśmy w kilku filmach.
Najmilej wspomina pracę z Bogusławem Wołoszańskim przy "Sensacjach XX wieku”.
- Gdzie się pojawię, to zawsze otaczają mnie tłumy młodych ludzi. Robią zdjęcia, pytają się o historię. Ba, dziewczyny chcą sobie posiedzieć w koszu. Za buziaka. Zawsze całują w policzek...
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!