środa, 22 listopada 2017 r.

Magazyn

Gdzie nasza kochana mama?

  Edytuj ten wpis
Dodano: 25 maja 2006, 17:23

Zimna, opryskliwa, odpychająca, agresywna. Nie przytuliła, nie pochwaliła. Nie powiedziała, że kocha. Tylko się ze mnie śmiała. Moja mama.

Grudniowy poranek. Na dworze zimno i ciemno. 5-letnia Kamila zakłada buty. Matka ją pogania. Szybciej, szybciej - szarpie Kamilę za rękę. - Wychodzimy.
- Jeszcze tylko lalkę, którą dostałam od jakiegoś wujka wzięłyśmy - opowiada dziś Kamila. -Wtedy ostatni raz widziałam swoją mamę.
35 lat temu Kamila, z jedną lalką, trafiła do domu dziecka.

Mama? A co to?

Słowo "matka” nie kojarzy jej się z ciepłem rodzinnego domu. "Tata” zresztą też. - Ojca nigdy nie widziałam, a matkę rzadko. I nie pamiętam, by choć raz mnie pocałowała. Tylko krzyki, że wszystko przeze mnie. Że jej życie zmarnowałam - wspomina Kamila.
Po roku w domu dziecka Kamila została adoptowana. - Chociaż zasługiwali, to do Ali i Grzegorza nigdy nie powiedziałam mamo i tato. Dla mnie to były obce słowa.
Kamila matki nigdy więcej już nie widziała. Kiedyś chciała jej szukać, ale trop się nagle urwał. Przerwała poszukiwania. Teraz sama jest matką. Wydaje jej się, że taką prawdziwą, wymarzoną. - Moja pannica już nie przepada za przytulaniem - śmieje się opowiadając o córce. - Czasami zastanawiam się nawet, czy jej za bardzo nie rozpieściłam. Ale wolę, żeby Ola swoim dzieciom opowiadała, jak to mama zasypywała ją całusami, niż że ich w ogóle nie było.

Mama i tata ćpali

Tomek zawsze miał wszystko co najlepsze: ubrania, przybory szkolne, gry komputerowe. Tylko mamy w domu nie miał. - Mieszkałem z babcią, dziadkiem i bratem. Tata też się od czasu do czasu u nas pojawiał. Miał stancję niedaleko naszego bloku - rzuca Tomek.
Matka i ojciec Tomka stracili prawa rodzicielskie. Prawnymi opiekunami zostali dziadkowie. - Nie chcieli o tym opowiadać - wspomina 30-letni już dziś Tomek. - Życzliwi sąsiedzi i koledzy z klasy donieśli mi, że moi rodzice zwyczajnie ćpali i dlatego nas im odebrano.
Ojciec później mu się przyznał, że rzeczywiście: mieli kilka wyskoków. Tyle, że matce Tomka tak się to spodobało, że nie zamierzała z tego rezygnować. - Awantury każdego dnia. Matka wraca nad ranem. Ledwo trzyma się na nogach. Następnego dnia nic nie pamiętała i znów robiła awanturę, że teściowie się jej czepiają.
A czasami matki nie było przez parę tygodni. - Dzwoniła, że jest w Warszawie, albo gdzieś nad morzem i żeby się o nią nie martwić. A ja i tak się martwiłem. Usłyszałem kiedyś, że od tego, co robi moja mama, można umrzeć. Powiedziałem jej to. A ona zaczęła się śmiać, że umrzeć to można z nudów. Taka była moja mama.

Tylko pies

Kiedy ojciec Tomka poszedł na leczenie, matka uciekła z kochankiem do Niemiec. - Raz nawet pojechałem do niej. Pierwszego dnia była już pijana i na haju.
Kiedy dziadkowie zostali prawnymi opiekunami Tomka i jego brata, pierwszy "znormalniał” ojciec. Nawet na wywiadówki zaczął z czasem chodzić.
Matka też zerwała z nałogiem i... założyła sobie nową rodzinę. - Byłem wściekły, gdy dowiedziałam się, że urodziła kolejnego syna. Czułem się gorszy i niepotrzebny - mówi cicho Tomek, któremu w dorosłym życiu też się nie układa. Rozpadł się już jego trzeci związek. - Za każdym razem chcę, żeby to było na całe życie. Żebyśmy mieli dom, rodzinę i psa. Może dlatego, że z tego wszystkiego tylko psa miałem?

Kwiatki dla matki

- Kupi pani kwiatki? Dwa złote za bukiecik - zachwala dziewczynka z włosami upiętymi w kucyki. Małgosia ma dwanaście lat i jest dobrze znana restauratorom z lubelskiego Starego Miasta. Jej rodzice nie pracują i sama musi na siebie zarabiać. Jak już pójdzie, to potrafi zarobić nawet kilkadziesiąt złotych. - Wtedy jest tak wesoło w domu... - rozmarza się dziewczynka. - Tata wstaje z wersalki i idzie do sklepu. Mamusia nas ściska.
Czar pryska, gdy bukieciki nie idą. - Pasem dostaję, bo nie umiem pomóc rodzinie - mówi Małgosia.
• A mamie zaniesiesz bukiecik na Dzień Matki?
- Nie! Jeszcze by się zdenerwowała, że nie sprzedałam!

Michał Misztal - dyrektor Pogotowia Opiekuńczego w Lublinie

- Ostatnio przyszła kobieta, która zostawiła synka niczym niepotrzebny przedmiot. Po prostu: przyprowadziła go i wyszła. Nie chciała z nami rozmawiać. Nawet nie powiedziała, jak się dziecko nazywa. Ale zdarzają się też takie matki, które przychodzą i płaczą przy oddawaniu dzieci. Moje pracownice płaczą wtedy razem z nimi. Aż mnie w gardle ściska. Co mówią matki? Że muszą oddać. Bo nie mają pieniędzy, nie mają mieszkania. Wtedy my siedzimy i przekonujemy, że można szukać pomocy w różnych miejscach i zostać z dzieckiem. Ale jak któraś przyjdzie z mocnym postanowieniem, to już nic jej nie zmiękczy. Do nas trafiają już nawet dwulatki. Wiedzą, gdzie się znajdują. Już nawet nie płaczą. Tylko te najmłodsze czasami zawołają „mama”. Ale mamy już nie wracają. •
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!