czwartek, 17 sierpnia 2017 r.

Magazyn

• O której pan wstaje?
– O 6 rano. Szykuję się do pracy, wyjeżdżam o 6.45 i o 7 jestem w pracy.
• I co w tej pracy robi komendant wojewódzki? Śledztw pan nie prowadzi. Ulic nie patroluje, ani mandatów nie wlepia... Do czego jest komendant?
– Do podejmowania strategicznych decyzji.
• Jak wygląda pana dzień pracy?
– Przez pół godziny przeglądam korespondencję i prasę. O 7.30 mam spotkanie z dyżurnymi i swoimi zastępcami...
• I co wtedy robicie? Rozmawiacie o wczorajszym meczu?
– Ależ skąd! To bieżąca narada. Zapoznaję się z wydarzeniami z ostatniej doby. A potem mam kolejne spotkania i narady. Np. z lekarzem, który zatrzymał bandytę. Albo z władzami miejskimi. W Lublinie jestem czwarty dzień, więc mam naprawdę sporo roboty. Chcę i muszę odwiedzić wszystkie jednostki. Zobaczyć, w jakich warunkach pracują ludzie i na jakim sprzęcie.
• A pan jaki ma sprzęt?
– Chodzi o samochód?
• Tak.
– Volkswagena passata. Z kierowcą.
• A broń?
– Posiadam.
• Ma pan ochronę?
– Nie powiem.
• A dom jest zabezpieczony?
– Nie powiem?
• A gdzie pan mieszka?
– Nie powiem. W każdym razie mieszkam sam i do końca mojego pobytu w Lublinie tak będzie. Rodzina została w Wieluniu.
• To jak coś się stanie, jest pan nieuchwytny i nie do znalezienia?
– Dla moich ludzi zawsze jestem uchwytny. Komórki nie wyłączam.
• I co, chodzi pan po komendzie i zaglądam pracownikom przez ramię, mówiąc: zrób tak i tak. Zadzwoń tu, pojedź tam?
– Oczywiście, że nie. Ale interesuję się różnymi sprawami.
• A jaka była pana najdziwniejsza sprawa?
– To było kilkanaście lat temu. W lesie znaleziono zastrzelonego człowieka; kłusownika. Po kilku miesiącach sprawę umorzono. Aż tu nagle, po 5 latach zgłosił się świadek. Pędził gdzieś bimber i bał się przyznać. W końcu przyszedł. Opowiadał, że jechał z tym bimbrem i widział, jak pod „leśniczówką” tego kłusownika zebrało się kilku prominentów ziemi sieradzkiej na imprezę. Kiedy kłusownik przyszedł, wywiązała się jakaś sprzeczka i jeden z prominentów, sołtys pewnej miejscowości, go postrzelił. Ponieważ ciało znaleźliśmy w zupełnie innym miejscu, natychmiast sprawdziliśmy próbki gleby. Rzeczywiście, do kłusownika strzelano pod leśniczówką i jeszcze żywego zapakowano do bagażnika i wywieziono. Natomiast świadek dostał jako jeden z pierwszych status świadka incognito.
• Ciekawa sprawa... Nic lepszego pan nie pamięta?
– To dopiero początek. Otóż szybko wyszło na jaw, że ten, który strzelał do kłusownika, kilka lat wcześniej zabił inną osobę.
• Już lepiej...
– A potem zadzwonił Fajbusiewicz, prowadzący program 997.
• Pogratulować?
– Raczej się powściekać. Było tak: jeszcze za nim zgłosił się ten świadek, Fajbusiewicz przyjechał do tej podsieradzkiej miejscowości nakręcić materiał o zastrzeleniu kłusownika. Poszedł do sołtysa, a ten zagrał w jego programie. Wie pan kogo?
• Jak pan powie, że mordercę kłusownika, to nie uwierzę...
– Niech pan uwierzy. Ale świetnie pamiętam też inny przypadek. Otóż kilku opryszków poszło na złomowisko i kradło parę rzeczy. Chcieli je sprzedać na innym złomowisku. Ale po drodze zaczęli się denerwować. Że może ktoś ich widział? Może ich złapią? Zamiast na złomowisko poszli z całym towarem na komendę. Skradzione przedmioty oddali i do wszystkiego się przyznali.

• A zalazł panu ktoś za skórę? Tropił pan np. człowieka kilkanaście lat, nie spał, nie jadł i każdą wolną chwilę poświęcał pan na śledztwo.
– Był taki jeden. Bez wykształcenia, szef zorganizowanej grupy przestępczej. Mieliśmy go trzy razy, ale bardzo szybko wychodził. Ten człowiek niewiele robił. Za to jego żołnierze. To był kawał gnoja i nasza zmora.
• I nie żałuje pan takich spraw? Lepiej siedzieć za biurkiem?
– Trochę szkoda, fakt. Ale to coś zupełnie innego.
• Grożono panu kiedyś?
– Raz.
• Wiec jednak ma pan ochronę?
– Nie powiem.
• A jakieś sporty walki pan uprawia? Czarny pas w tym, w tamtym...
– Nie, żaden ze mnie Chuck Norris. Czasami tylko basen i strzelnica.
• To może chociaż filmy kryminalne pan ogląda?
– Oglądać oglądam, ale one mnie śmieszą. Zwłaszcza ilość trupów na minutę filmu. Te wszystkie filmowe śledztwa i procedury policyjne niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. Ja pamiętam właściwie dwa dobre filmy. „Bullitt” ze Stevem Mc Queenem i „Zabij mnie glino” z Bogusławem Lindą.
• Nie wolałby pan być szefem
np. niemieckiej policji? Lepsza skuteczność, większy prestiż, zarobki?
– Polska policja jest skuteczna i w tym zakresie wcale nie ustępuje niemieckiej. A zarabiać więcej chcielibyśmy wszyscy.
• Co pan zrobi, żeby lubelska policja była lepsza?
– Kompetencja, uczciwość i pracowitość. Tego będę wymagać od podwładnych i w tym kierunku pójdą zmiany w lubelskim garnizonie, także kadrowe.
• Właśnie dowiedział się pan, że dyżurny zignorował sygnał mieszkańca. Nie wysłał radiowozu na interwencję. Pańska decyzja?
– Zaufanie do policji wiąże się bezpośrednio z prawidłową reakcją na zgłoszenie o popełnianych nieprawidłowościach. Jeśli ktoś zawiedzie, to poniesie surową odpowiedzialność, nie wyłączając odpowiedzialności karnej.
• Jak komendant zamierza walczyć z napadami rabunkowymi?
– Skuteczna walka z przestępczością łączy się z dobrą współpracą ze społeczeństwem. Każdego z komendantów będę oceniał za realizację tego zagadnienia.
• Nie przeszkadza panu widok radiowozów pod barami McDonalds?
– Policjanci, tak jak wszyscy, korzystają z posiłków. Musi się to jednak odbywać za zgodą dyżurnego jednostki.
• Czy komisariaty są potrzebne?
– Jest to uzależnione od specyfiki rejonu i potrzeb społecznych.
• Czy nie drażni pana fakt, że np. internauci za nielegalnego Windowsa są
od razu zatrzymywani i osądzani, a np. zamieszani w sprawę FOZZ nadal na wolności?
– Musimy reagować na każdy przejaw naruszania prawa. Gdy tego nie będziemy czynić, zatrze się granica między prawem a bezprawiem. Musimy też wszyscy nauczyć się reagować na negatywne zjawiska.
• Jacy są lubelscy policjanci? Co trzeba w nich zmienić?
– Policjantów garnizonu lubelskiego poznaję zaledwie od kilku dni. Jestem jednak przekonany, że są to ludzie, w których drzemią pokłady pozytywnej energii, którą wspólnymi siłami i przy dobrej organizacji pracy wykorzystamy dla bezpieczeństwa powszechnego. Na pewno wszyscy muszą mieć świadomość, że ich praca jest służbą i muszą się dostosować do zmieniających potrzeb społecznych.
• A gabinet się panu podoba?
– Tak i nic w nim nie zmieniałem.

Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!