piątek, 24 marca 2017 r.

Magazyn

Historia Nałęczowa. W poszukiwaniu dawnych smaków

Dodano: 14 marca 2017, 22:15

Uczennice Szkoły Ziemianek z Wandą Łaską
Uczennice Szkoły Ziemianek z Wandą Łaską

Dzięki zapiskom wiemy, co jadano kiedyś w nałęczowskim uzdrowisku. Do dzisiaj przetrwały również dokumenty o tym, co podawano na dworze księżnej Izabelli czy w Górze Puławskiej. Po latach o sztuce gotowania można się było nauczyć w słynnej szkole ziemianek.

– Nazwa „turystyka kulinarna” to wymysł naszych czasów – przekonuje Wiesława Dobrowolska-Łuszczyńska, przewodnik po Nałęczowie, znana regionalistka i miłośniczka uzdrowiska. – Na terenie powiatu puławskiego jeździ się po smakowite „koguty” do Kazimierza, do piekarni państwa Sarzyńskich, po „zamek z ciasta” do Domu Restauracyjnego „Serokomla” w Janowcu. Wyśmienite pieczywo kupuje się także w nałęczowskiej piekarni państwa Zubrzyckich przy ul. 1 Maja.

Alfred, dawny pracownik piekarni Krauzego, zasłynął recepturą chleba z pszenżyta, jego syn Krzysztof, a obecnie także wnuk Michał dbają, by można było tu posmakować chleba tradycyjnego, z orkiszem, na zakwasie, ze śliwką nałęczowską, a czasem nawet trafić na „łabędzia” z drożdżowego ciasta – symbolu Nałęczowa. To ukłon w stronę założyciela piekarni, który - ku uciesze widzów - na jednym z kiermaszów w ramach Nałęczowskiej Wiosny Kulturalnej zademonstrował olbrzymi, pleciony kołacz.

Wędrówki za smakiem

Ale turystyka kulinarna ma bardzo odległe tradycje. Jeśli wierzyć artykułom Andrzeja Tołpyhy wędrowało się już od XVI w., by zaspokoić potrzeby smakowe, do dworów i pałaców ziemiańskich i arystokratycznych, gdzie na rozlicznych ucztach, z przeróżnych okazji, biesiadować do woli.

– Dzięki „Wieściom z książęcego stołu puławskiego pałacu” wiemy np., co jadał sam książę Adam – mówi pani Wiesława. – O 10 wypijał poranną kawę i udawał się do żony na śniadanie. Na obiad życzył sobie trzy potrawy, w tym pieczeń cielęcą i rosół. Około godz. 20 pito w pałacu herbatę, a o 22 książę pałaszował suche kotlety. Kuchnia puławska, jak świadczą rozliczne przekazy, była wyśmienita. W końcu XIX w. na karasie w śmietanie zajeżdżali do knajpki w Górze Puławskiej smakosze nawet z Lublina i Warszawy. A „zraziki Engelsowej” w jej puławskiej restauracji, a ogromne befsztyki czy bliny gryczano-pszenne, litewskie kołduny z mięsem baranim lub sarnina w hotelowej restauracji Janowskiego „Bristol”? Łza się w oku kręci. Ale o dobre jedzenie troszczono się nie tylko w tzw. sferach wyższych. I tu pora na opowieść o nałęczowskiej Szkole Ziemianek – dodaje.

Artykuł premium
lub wykup pełny dostęp do portalu:
Prenumerata
30 dni
koszt: 10,00 zł
  • Nielimitowany dostęp do artykułów premium
  • Czas trwania: 30 dni
Prenumerata
90 dni
koszt: 25,00 zł
  • Nielimitowany dostęp do artykułów premium
  • Czas trwania: 90 dni
Prenumerata
180 dni
koszt: 40,00 zł
  • Nielimitowany dostęp do artykułów premium
  • Czas trwania: 180 dni
Prenumerata
360 dni
koszt: 70,00 zł
  • Nielimitowany dostęp do artykułów premium
  • Czas trwania: 360 dni
Czytaj więcej o: nałęczów historia
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24