niedziela, 4 grudnia 2016 r.

Magazyn

Idę własną drogą

Dodano: 16 stycznia 2003, 12:10


• Niespełna tydzień po wtorkowym (21 stycznia) występie w Lublinie, zagrasz w słynnej nowojorskiej Carnegie Hall. Czy przed koncertem w tej prestiżowej sali odczuwasz tremę?
– Odczuwam tremę przed każdym występem publicznym. Jest to dla mnie wielka mobilizacja, która pozwala osiągnąć maksymalny efekt. Zawsze na koncercie daję z siebie wszystko i mam nadzieję, że publiczność to czuje.
• Czy fortepian to zaborczy i wymagający instrument?
– Ja zaprzyjaźniłem się z tym czarnym, dużym instrumentem. Poświęcam mu stosunkowo mało czasu, ale ćwiczę bardzo intensywnie. Problem tkwi raczej w koncentracji. Np. gdybym ćwicząc myślał o samolotach, a nie o interpretacji utworu, samej grze, to nic by z tego nie wyszło.
• Czy pamiętasz od kiedy zacząłeś uczyć się regularnie muzyki, regularnie ćwiczyć?
–Gdy byłem jeszcze bardzo mały, lubiłem słuchać, jak grają moi rodzice. Przebywałem z nimi w tym samym pokoju i często ... wchodziłem na fortepian. Siadałem też rodzicom na kolanach, kiedy grali, a to już był krok do grania samodzielnego. Próbowałem improwizować. Czasami coś z tego wychodziło i wtedy prosiłem mamę, żeby mi to zapisała. Ciekawe, że tata gra często na bis jedną z moich pierwszych, samodzielnych kompozycji. To miniatura – walc w molowej tonacji. Od czwartego roku życia uczyłem się w szkole muzycznej.
• Zacząłeś bardzo wcześnie występować publicznie?
– Koncertuję od piątego roku życia.
• Nigdy nie odczuwałeś, że ominęło cię tzw. normalne dzieciństwo?
– To zależy co uznamy za „normalne dzieciństwo”. Uważam, że miałem bardzo ciekawe dzieciństwo, bo od najmłodszych lat poznawałem świat i ludzi.
• Które koncerty utkwiły ci najbardziej w pamięci, które były najważniejsze?
– Najbardziej przeżyłem swój debiut w wieku 5 lat w Konserwatorium Moskiewskim. Rodzice obawiali się mojej reakcji, kiedy stanę nagle przed dwutysięczną widownią. Wyprowadził mnie na estradę starszy kolega i pomógł mi zająć miejsce przy fortepianie. Byłem całkiem spokojny, ponieważ miałem za sobą ... pół godziny jeżdżenia windą i udało mi się szczęśliwie przełączyć swoją koncentrację z windy na fortepian. Po udanym koncercie dalej jeździłem windą...
W moich, już 10-letnich kontaktach z publicznością w Europie, Japonii, Kanadzie i USA było wiele niezwykłych zdarzeń i niezapomnianych koncertów.
– Podpisałeś ekskluzywny kontrakt z Sony Music Entertainment Polska. Czym zaowocuje w najbliższym czasie?
– Dzięki Netii, która jest moim mecenasem już od czterech lat, mogłem nagrać 4 płyty CD i występować w różnych częściach świata. Sony Classical daje gwarancję, że moje cztery płyty wejdą do światowego katalogu Sony Classical, a co za tym idzie, będą osiągalne w prawie każdym muzycznym punkcie naszego globu.
• Jak czułeś się grając ze światowej sławy jazzmanem Adamem Makowiczem?
– Najpierw ja zagrałem swój utwór, potem Adam Makowicz wykonał na żywo improwizację na ten temat, a na koniec graliśmy razem – na dwa fortepiany i na cztery ręce, improwizując z pasją. To było niesamowite przeżycie, bo poznałem bogactwo jego wyobraźni muzycznej i, oczywiście, umiejętności technicznych.
• Jesteś laureatem imponujących nagród: Grand Prix w Alicante, Paszportu Polityki, Grand Prix w Bergen – trofeum wręczał ci następca tronu norweskiego. Która z tych nagród wywarła na tobie największe wrażenie?
– Chyba ta w Bergen w Norwegii na X Konkursie Eurowizji dla Młodych Muzyków. Zresztą to ona spowodowała, że otrzymałem Paszport Polityki. To był niezwykły konkurs, a ciekawostką było to, że wręczano mi nagrodę Grand Prix Eurowizji 15 czerwca – w dniu urodzin Edwarda Griega, który w tym mieście się urodził i zmarł. Byłem w jego domu i w pracowni kompozytorskiej w Troldhaugen. Dopiero tam, poznawszy mroki i tajemnicze kształty otaczającej go przyrody, w połączeniu z siwą mgłą znad pobliskich moczarów i fiordów, mogłem lepiej zrozumieć ducha, którym przesiąknięte są wszystkie kompozycje tego wspaniały norweskiego muzyka.
• Jak radzisz sobie z intensywnym trybem życia?
– To nie wygląda tak strasznie. Najgorzej jest ze zmianami stref czasowych. Czasami gram pięć koncertów w ciągu tygodnia, ale potem nie występuję przez calutki miesiąc. Wszystko zależy od dyscypliny i dobrej organizacji czasu pracy i zabawy. Wcześnie rano i wieczorem zawsze mam czas na lotnictwo i modelarstwo – moje kolejne dwie pasje.
• Czy istnieje – w twoim pojęciu – jakaś relacja pomiędzy lataniem a muzyką?
– Uważam, że lotnictwo uwalnia nas od otaczającego świata. Podobnie jest z muzyką, kiedy się w nią naprawdę zagłębimy. Można potraktować lot samolotem jako podróż w innym czasie i przestrzeni – daje to takie poczucie wolności i swobody. Zawsze przed wylotem na koncert przelatuję całą trasę na symulatorze komputerowym. Potem, gdy lecę prawdziwym samolotem, pokazuję moje dane pilotom – i wszystko się zgadza. Należę nawet do linii lotniczej Aztec Airways, oczywiście – wirtualnej.
• Nazwano cię „cudem natury”. To słowa Wiktora Mierżanowa, profesora Konserwatorium Moskiewskiego. Nie obawiasz się etykietki „cudownego dziecka”?
– Nie zwracam na to uwagi. Cały czas jestem „głodny” nowych wrażeń, poznawania nowych kompozycji i, tak jak Rachmaninow, chciałbym w przyszłości łączyć trzy osobowości – pianisty, kompozytora i dyrygenta. Idę własną drogą, szukam własnych interpretacji. Trzeba dążyć do doskonałości. Nieważne, co się osiągnęło. Trzeba patrzeć przed siebie i dążyć do tego, co i tak jest nieosiągalne. I to właśnie jest najpiękniejsze.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO