czwartek, 17 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Idę własną drogą

Dodano: 16 stycznia 2003, 12:10


• Niespełna tydzień po wtorkowym (21 stycznia) występie w Lublinie, zagrasz w słynnej nowojorskiej Carnegie Hall. Czy przed koncertem w tej prestiżowej sali odczuwasz tremę?
– Odczuwam tremę przed każdym występem publicznym. Jest to dla mnie wielka mobilizacja, która pozwala osiągnąć maksymalny efekt. Zawsze na koncercie daję z siebie wszystko i mam nadzieję, że publiczność to czuje.
• Czy fortepian to zaborczy i wymagający instrument?
– Ja zaprzyjaźniłem się z tym czarnym, dużym instrumentem. Poświęcam mu stosunkowo mało czasu, ale ćwiczę bardzo intensywnie. Problem tkwi raczej w koncentracji. Np. gdybym ćwicząc myślał o samolotach, a nie o interpretacji utworu, samej grze, to nic by z tego nie wyszło.
• Czy pamiętasz od kiedy zacząłeś uczyć się regularnie muzyki, regularnie ćwiczyć?
–Gdy byłem jeszcze bardzo mały, lubiłem słuchać, jak grają moi rodzice. Przebywałem z nimi w tym samym pokoju i często ... wchodziłem na fortepian. Siadałem też rodzicom na kolanach, kiedy grali, a to już był krok do grania samodzielnego. Próbowałem improwizować. Czasami coś z tego wychodziło i wtedy prosiłem mamę, żeby mi to zapisała. Ciekawe, że tata gra często na bis jedną z moich pierwszych, samodzielnych kompozycji. To miniatura – walc w molowej tonacji. Od czwartego roku życia uczyłem się w szkole muzycznej.
• Zacząłeś bardzo wcześnie występować publicznie?
– Koncertuję od piątego roku życia.
• Nigdy nie odczuwałeś, że ominęło cię tzw. normalne dzieciństwo?
– To zależy co uznamy za „normalne dzieciństwo”. Uważam, że miałem bardzo ciekawe dzieciństwo, bo od najmłodszych lat poznawałem świat i ludzi.
• Które koncerty utkwiły ci najbardziej w pamięci, które były najważniejsze?
– Najbardziej przeżyłem swój debiut w wieku 5 lat w Konserwatorium Moskiewskim. Rodzice obawiali się mojej reakcji, kiedy stanę nagle przed dwutysięczną widownią. Wyprowadził mnie na estradę starszy kolega i pomógł mi zająć miejsce przy fortepianie. Byłem całkiem spokojny, ponieważ miałem za sobą ... pół godziny jeżdżenia windą i udało mi się szczęśliwie przełączyć swoją koncentrację z windy na fortepian. Po udanym koncercie dalej jeździłem windą...
W moich, już 10-letnich kontaktach z publicznością w Europie, Japonii, Kanadzie i USA było wiele niezwykłych zdarzeń i niezapomnianych koncertów.
– Podpisałeś ekskluzywny kontrakt z Sony Music Entertainment Polska. Czym zaowocuje w najbliższym czasie?
– Dzięki Netii, która jest moim mecenasem już od czterech lat, mogłem nagrać 4 płyty CD i występować w różnych częściach świata. Sony Classical daje gwarancję, że moje cztery płyty wejdą do światowego katalogu Sony Classical, a co za tym idzie, będą osiągalne w prawie każdym muzycznym punkcie naszego globu.
• Jak czułeś się grając ze światowej sławy jazzmanem Adamem Makowiczem?
– Najpierw ja zagrałem swój utwór, potem Adam Makowicz wykonał na żywo improwizację na ten temat, a na koniec graliśmy razem – na dwa fortepiany i na cztery ręce, improwizując z pasją. To było niesamowite przeżycie, bo poznałem bogactwo jego wyobraźni muzycznej i, oczywiście, umiejętności technicznych.
• Jesteś laureatem imponujących nagród: Grand Prix w Alicante, Paszportu Polityki, Grand Prix w Bergen – trofeum wręczał ci następca tronu norweskiego. Która z tych nagród wywarła na tobie największe wrażenie?
– Chyba ta w Bergen w Norwegii na X Konkursie Eurowizji dla Młodych Muzyków. Zresztą to ona spowodowała, że otrzymałem Paszport Polityki. To był niezwykły konkurs, a ciekawostką było to, że wręczano mi nagrodę Grand Prix Eurowizji 15 czerwca – w dniu urodzin Edwarda Griega, który w tym mieście się urodził i zmarł. Byłem w jego domu i w pracowni kompozytorskiej w Troldhaugen. Dopiero tam, poznawszy mroki i tajemnicze kształty otaczającej go przyrody, w połączeniu z siwą mgłą znad pobliskich moczarów i fiordów, mogłem lepiej zrozumieć ducha, którym przesiąknięte są wszystkie kompozycje tego wspaniały norweskiego muzyka.
• Jak radzisz sobie z intensywnym trybem życia?
– To nie wygląda tak strasznie. Najgorzej jest ze zmianami stref czasowych. Czasami gram pięć koncertów w ciągu tygodnia, ale potem nie występuję przez calutki miesiąc. Wszystko zależy od dyscypliny i dobrej organizacji czasu pracy i zabawy. Wcześnie rano i wieczorem zawsze mam czas na lotnictwo i modelarstwo – moje kolejne dwie pasje.
• Czy istnieje – w twoim pojęciu – jakaś relacja pomiędzy lataniem a muzyką?
– Uważam, że lotnictwo uwalnia nas od otaczającego świata. Podobnie jest z muzyką, kiedy się w nią naprawdę zagłębimy. Można potraktować lot samolotem jako podróż w innym czasie i przestrzeni – daje to takie poczucie wolności i swobody. Zawsze przed wylotem na koncert przelatuję całą trasę na symulatorze komputerowym. Potem, gdy lecę prawdziwym samolotem, pokazuję moje dane pilotom – i wszystko się zgadza. Należę nawet do linii lotniczej Aztec Airways, oczywiście – wirtualnej.
• Nazwano cię „cudem natury”. To słowa Wiktora Mierżanowa, profesora Konserwatorium Moskiewskiego. Nie obawiasz się etykietki „cudownego dziecka”?
– Nie zwracam na to uwagi. Cały czas jestem „głodny” nowych wrażeń, poznawania nowych kompozycji i, tak jak Rachmaninow, chciałbym w przyszłości łączyć trzy osobowości – pianisty, kompozytora i dyrygenta. Idę własną drogą, szukam własnych interpretacji. Trzeba dążyć do doskonałości. Nieważne, co się osiągnęło. Trzeba patrzeć przed siebie i dążyć do tego, co i tak jest nieosiągalne. I to właśnie jest najpiękniejsze.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!