środa, 18 października 2017 r.

Magazyn

Jacek Bąk: Za pół roku kończę karierę

  Edytuj ten wpis
Dodano: 23 grudnia 2009, 16:40
Autor: Kamil Kozioł

Jacek Bąk swoją karierę piłkarską rozpoczynał w lubelskim Motorze. Później grał m.in. w Lechu Poznań i Olympique Lyon. W reprezentacji Polski zagrał 96 razy i wielokrotnie był jej kapitanem. W biało-czerwonych barwach grał na trzech wielkich imprezach, mistrzostwach świata w 2002, 2006 i na mistrzostwach Europy w 2008 roku. Teraz kończy karierę

• Gdzie spędzi pan święta?

– W moim ukochanym Lublinie. Uwielbiam to miasto i w tym miejscu zawsze odzyskuję siły.

• Gdzie lubelscy kibice mogą pana najczęściej spotkać?

– Chyba w centrum. Szczególnie cenię sobie spacery po Starym Mieście. Nasza starówka jest trochę niedoceniana i chyba często nie zauważamy jej specyficznego klimatu.


• Sylwestrowe plany?

– Jeszcze ich nie mam. Niewykluczone, że zostanę w Lublinie.

• Koniec roku to czas podsumowań. 2009 r. może pan chyba zaliczyć do bardzo udanych...

– Z pewnością. Wprawdzie austriacka liga nie jest szczególnie porywająca, ale o zwycięstwa w niej nie jest łatwo. Po rundzie jesiennej znajdujemy się na trzecim miejscu w tabeli i realnie walczymy o mistrzostwo. Poza tym zakwalifikowaliśmy się do fazy grupowej Ligi Europy. Nie udało się wprawdzie wyjść z grupy, ale trzeba podkreślić, że mieliśmy bardzo silnych rywali. Athletic Bilbao, Werder Brema i Nacional Madeira to nie są "ogórki”.

• To już ostatni sezon w karierze Jacka Bąka?

– Wydaje mi się, że tak. Za pół roku zawieszę buty na kołku.

• Kończy pan karierę, grając w liczącym się w Europie klubie. Wielu polskich piłkarzy o takim zejściu z futbolowej sceny może tylko pomarzyć...

– To oznacza, że coś sobą reprezentuję. Utrzymywanie w tym wieku dobrej dyspozycji nie jest łatwe. Dlatego niezwykle cenię sobie to, że w wieku 36 lat mogę regularnie występować w klubie, który gra w europejskich pucharach.

• Lubelscy kibice mogą liczyć mecz pożegnalny?

– Wiele osób podsuwało mi taki pomysł. Ja jednak chcę zejść ze sceny bez specjalnego rozgłosu, więc meczu pożegnalnego chyba nie będę robił.

• Plany na przyszłość?

– Jeszcze nie wiem. Z pewnością będę chciał zostać przy piłce, bo tym zajmowałem się przez większość swojego życia.

• Jacek Bąk trenerem lub managerem? Czy to możliwe?

– Nie wiem. Chciałbym pomagać młodym ludziom i przekazać im jakąś część swojej wiedzy. Manager raczej nie kojarzy mi się za dobrze. Oni nie zawsze są w porządku.

• Jest pan również współwłaścicielem radia TokSport.

– Zainwestowałem w to radio pieniądze i cieszę się, że na razie idzie to w dobrą stronę. Na razie jesteśmy obecni w Internecie. W przyszłości zobaczymy, jak ten projekt rozwinie się.

• 96 meczów w narodowych barwach to imponujący wynik. Który z nich był najlepszy?

– Najczęściej wracam myślami do pamiętnego zwycięstwa nad Portugalią w eliminacjach mistrzostw Europy oraz do towarzyskiego meczu z Włochami w Warszawie. Wygraliśmy wtedy 3:1, a ja strzeliłem jedną z bramek. Nie zdobywałem ich za wiele, dlatego bardzo miło wspominam tamten moment.

• Z reprezentacją Polski wystąpił pan na trzech ważnych imprezach, mistrzostwach świata w Korei Japonii w 2002 r., mistrzostwach świata w Niemczech w 2006 r.
i w mistrzostwach Europy w Austrii i Szwajcarii w 2008 r. Ze wszystkich wracaliśmy na tarczy. Dlaczego?


– Trudno powiedzieć w kilku słowach. Z pewnością żałuję tego, że ani razu nie wyszliśmy z grupy i nie mogliśmy dać satysfakcji tym milionom kibiców w Polsce. Na każdej z tych trzech imprez popełniliśmy pewne błędy, ale nie ma sensu ich teraz roztrząsać. Gdybanie nic nie zmieni.

• W której reprezentacji panowała najlepsza atmosfera?

– W każdej czułem się dobrze i na kadrę zawsze przyjeżdżałem z miłą chęcią. Brak sukcesu na tych imprezach nie był kwestią atmosfery. Po prostu byliśmy słabsi od innych.

• Najlepszy trener?

– Trudno powiedzieć. Najmilej wspominam Andrzeja Strejlaua, ponieważ to on mnie wypatrzył. To świetny szkoleniowiec, chociaż nie miał rewelacyjnych wyników. A inni selekcjonerzy? Również byli dobrymi fachowcami. Od każdego z nich czegoś nauczyłem się.

• Janusz Wójcik, Jerzy Engel i Leo Beenhakker: wszyscy uchodzą za świetnych motywatorów. To prawda?

– Nigdy nie przepadałem za długimi odprawami. Na reprezentację przyjeżdżają profesjonaliści i każdy wie, co ma robić. Kilka minut konkretnej rozmowy wystarczy, aby pobudzić zespół. Długa, kilkudziesięciominutowa odprawa, najczęściej sprawia, że jestem rozkojarzony.

• Po nieudanym mundialu w Niemczech chciał pan zrezygnować z występów reprezentacji. Został pan w niej ze względu na Leo Beenhakkera...

– To była bardzo interesująca przygoda. Byłem ciekawy, jak Holender spisze się w naszym kraju. Pracował kilka lat w Realu Madryt, a tam nie zatrudniają byle kogo. Było widać po nim zupełnie inną myśl szkoleniową. Niezwykle cenię sobie okres współpracy z nim.

• W przebogatej karierze Jacka Bąka jest jeden bardzo ciekawy wątek. Jak wyglądał pana pobyt w Katarze?

– Uważam, że jest to liga podobna do polskiej. Tam są bardzo duże pieniądze i rzeczywiście, zarobiłem tam ich najwięcej. Nieznośne były jednak tamtejsze upały. Dobrze chociaż, że mecze rozgrywane były wieczorem, kiedy było "zaledwie” 30 stopni Celsjusza. W lidze katarskiej gra się bardzo technicznie, a akcje napędzane są głównie przez obcokrajowców. Gdyby ich nie było, to jej poziom znacznie obniżyłby się.

• Tam jednak nie dało się pojeździć na nartach, które są pańską pasją?

– Niekoniecznie. W Dubaju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich próbują robić śnieg w specjalnie do tego przystosowanych halach. Właśnie tam Arabowie mogą szusować na dwóch deskach. To jednak dziwne uczucie, kiedy w hali jest –5 stopni Celsjusza, a na dworze +45 stopni.

• W którym klubie panowała najlepsza atmosfera?

– W RC Lens. To bardzo rodzinny klub. Gra w tym zespole była dla mnie ogromną przyjemnością. Tam zresztą zagrałem przeciwko Ronaldinho. Wówczas występował w PSG i był piłkarzem niesamowicie trudnym do zatrzymania. Grałem przeciwko wielu sławom, ale on sprawił mi najwięcej problemów.

• Przeniósł się pan tam z Olympique Lyon. Południe Francji patrzy na północ raczej z pogardą...

– Coś w tym jest. W Lyonie dało się odczuć burżuazyjny klimat. Na północy ludzie są zdecydowanie bardziej serdeczni.

• W Polsce o takiej atmosferze na stadionach, jak we Francji jednak możemy tylko pomarzyć...

– Chuligaństwo jest jeszcze obecne na polskich stadionach, ale idziemy w dobrym kierunku. Nasi kibice potrafią zrobić wspaniałą atmosferę na trybunach. To czuje się na boisku i pomaga nam dobrze grać.

• Wizyty w Poznaniu przy okazji meczu Pucharu UEFA pomiędzy Lechem Poznań i Austrią Wiedeń najmilej jednak nie będzie pan wspominał.

– Rzeczywiście, ale nie mam o to do nikogo żalu. Obraźliwe hasła czy przepychanki w hotelu były niepotrzebne. Przez tyle lat gry w piłkę nauczyłem się, jak być odpornym na takie "zagrania” kibiców.

• Jakie były najsłynniejsze kluby, w których mógł zagrać Jacek Bąk?

– Blackburn Rovers i Fiorentina. Z "Violą” byłem już nawet dogadany, ale ostatecznie nie doszło do sfinalizowania transferu.

• Wielu ekspertów widziało pana w Bundeslidze, ale do transferu do Niemiec nigdy nie doszło. Żałuje pan tego?


– Nie. Bardziej żałuję tego, że nie spróbowałem swoich sił w Anglii, bo czuję, że byłaby to liga dla mnie. Francja jednak też nie była zła, bo gra się tam piłkę techniczną, która jest bardzo ładna dla oka.

Największe marzenie?

– Życzyłbym sobie zdrowia. To jest najważniejsze.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
MOTOR-fan
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

MOTOR-fan
MOTOR-fan (27 grudnia 2009 o 13:19) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
JACEK WRACAJ DO LUBLINA! JESZCZE MOGLBYS POGRAC W MOTORZE I RUSZYC TYM KLUBEM WE WŁAŚCIWĄ STRONĘ !!
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!