poniedziałek, 11 grudnia 2017 r.

Magazyn

Jedzenie zamarza w kabinach

  Edytuj ten wpis
Dodano: 13 grudnia 2002, 19:11
Autor: Beata Malczuk

Zimno, do domu daleko i nie wiadomo, kiedy przekroczymy granicę - mówią białoruscy kierowcy czekając
Zimno, do domu daleko i nie wiadomo, kiedy przekroczymy granicę - mówią białoruscy kierowcy czekając

Przyszli wieczorem i powiedzieli grzecznie, że za trzysta złotych polnymi drogami doprowadzą mnie do bramy terminala. Równie grzecznie odmówiłem. Odjechali - mówi Wojciech Orlik, kierowca wiozący do Moskwy blaty kuchenne. Tak jak koledzy wolał nie ryzykować. Mimo mrozu poczeka z nimi.

Kolejka tirów na granicy polsko-białoruskiej w Koroszczynie mierzy już 13 kilometrów. - Więcej stoisz niż jedziesz, to koszmar - narzekają kierowcy.
- Pan, chłodnia wysiada. Jak tak można? Przepuście poza kolejką - prosi policjanta z patrolu Gienadij Arnatowicz.
- To nie ode mnie zależy. Dogadujcie się między sobą - odpowiada sierżant sztabowy Zenon Wakulski.
Według białoruskich kierowców wszystkiemu winni celnicy. - I nasi, i wasi. Za wolno odprawiają - mówią zgodnie szoferzy. Kończy im się paliwo i marzną. Nie wiedzą, kiedy znajdą się po drugiej stronie granicy.
- Nocą nie można usnąć, bo zaraz inni objeżdżają. Pilnujemy też nawzajem, żeby nie poprzecinali nam plandek. Poza tym boję się, że zamarznę - wyjaśnia Włodzimierz Jagowdzik.
Resztki jedzenia, jakie mu zostały, przemarzły. Żeby poprawić sobie humor, zaraz kupi cebulę. Warzywa i owoce sprzedaje Józef Zając. Dzień w dzień jest w Koroszczynie z towarem przywożonym spod Radzynia Podlaskiego.
- Handluję z kierowcami od kilku lat - wyznaje kupiec. Ale konkurencja depcze mu po piętach. Miejscowi też chcą zarobić.
- Wielu ze wsi tak dorabia - potwierdza Jan Sacharuk, mieszkaniec Wólki Dobryńskiej. - Ale mnie szlag trafia, kiedy patrzę na to wszystko. Hałas dzień i noc. Najgorsze, że tiry zastawiają wjazd na posesję.
Rolnik niemal codziennie wykłóca się z kierowcami. Ci pukają się w czoło. - Nie powiem, są ludzie z kulturą. Na przykład Duńczycy. A reszta to... - nie kończy i macha ręką. Ale gdy przychodzą do niego zmarznięci kierowcy po wodę, mimo wszystko nie odmawia. Nie ma sumienia.
"Pany”, tak określają wschodni kierowcy polskich szoferów. Niewielu ich czeka w kolejce. - Polakom wszystko wolno. Śmieją się nam w twarz, mówiąc: my jedziemy, a wy stoicie. I co zrobisz? My, "Ruskie”, trzymamy się razem - opowiada Anatolij. Jedzie z Francji aż za Moskwę, do Kowrowa. Nie spodziewał się takich mrozów. Dresy i buty sportowe - tylko to włożył wyjeżdżając z domu trzy tygodnie temu. Od kolegów dostał czapkę i kurtkę. Inaczej nie wychodziłby z kabiny w taki ziąb.
Ale czasami udaje się ominąć kolejkę. Takie szczęście miał wczoraj Konstanty Jakucki. Kierowca obchodził właśnie urodziny. Na potwierdzenie pokazał kolegom paszport i pojechał. Ale niedaleko, tylko za bramę terminala w Koroszczynie. A tam, zanim go odprawią, spędzi jeszcze około 20 godzin.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!