poniedziałek, 23 października 2017 r.

Magazyn

Jestem niebezpiecznie szczęśliwym człowiekiem

  Edytuj ten wpis
Dodano: 8 listopada 2007, 14:58

Gdy widział auto wjeżdżające w jego samochód pomyślał o jednym: nogi!

Chłopak z Ewangelickiej, który został tancerzem, bo... zakochał się w Joasi.

Mam zaczynać po kolei? No jasne, że po kolei. Nzaywam się Wojtek Mochniej Urodził się, skończył... Jestem chłopakiem ze śródmieścia, chodziłem do "ósemki” przy Lipowej. Moja rodzina dzieli się na dwa odłamy: mundurowy czyli wojskowi i służbę zdrowia. A ja? Ja się zakochałem w Joasi, a ona tańczyła w zespole Renaty Pyszniak.

Jak nerwik

Co robi zakochany chłopak?

Też poszedłem do zespołu. Było nas dwóch i chyba ze 20 dziewczyn. Czy przyznawałem się kolegom z klasy, co robię po lekcjach? No, nie skąd. Dopiero jak zaczęliśmy dostawać nagrody. Ale chodziłem też na zajęcia z boksu i judo i wszędzie tam gdzie chłopaki chodzą. Co na to rodzina? Moja mama pierwszy raz widziała jak tańczę, kiedy przyszła dwa lata temu na spektakl w czasie Spotkań Teatrów Tańca. Jak się czułem? Zawsze w Lublinie czuje taki nerwik, może nie tańczę jak na jakimś egzaminie ale zawsze. A wtedy czułem po prostu parę oczu, jednego widza. Tańczyłem tylko dla niej. Nie pamiętam, żeby mi się często tak dobrze tańczyło. To było pewnie trudne też dla niej.

Ty też możesz

Oczywiście jako dziecko chciałem być strażakiem albo jak ojciec wojskowym. Ale po występie w czasie Miejskiej Sceny Amatora od jednego z jurorów, tancerza z Teatru Muzycznego usłyszałem: o 10.00 na sali prób. I tak przez kilka kolejnych lat mogłem powiedzieć, że tańczę za kasę. Jacek, który mnie tam wciągnął i pierwszy raz w życiu postawił przy drążku na lekcji klasyki w końcu odszedł z teatru. Zanim zacząłem się zastanawiać co dalej - przyjechał do Lublina Jacek Łumiński, twórca Śląskiego Teatru Tańca. Mogłem jechać do Warszawy gdzie był musical "Metro” albo do Łumińskiego. Pojechałem do Łumińskiego. Tam pracował z nim Avi Kaiser. Izraelski tancerz, pedagog i choreograf, na stałe mieszkający w Niemczech. Nie zapomnę, jak Avi po kilku godzinach zajęć, podchodził do mnie i mówił łamana polszczyzną "ja mogę to ty też możesz” i spoconego jak mysz podnosił za mokrą koszulkę i stawiał do pierwszego rzędu. I dalej tańczyłem.


Wymiętolony notes od snów

Bo co to znaczy: nie da się. Zawsze się da. Zawsze, gdy dochodzi się do pewnego etapu, to dalej jest następne COŚ do zdobycia. Kiedy leżę w łóżku, długo nie mogę usnąć, bo myślę o scenach, spektaklach i motywach do wykorzystania. Mam taki wymiętolony notes, tak, żeby coś nabazgrać, tylko z głowy wyrzucić na papier to, co wymyślę i móc zasnąć. Mam w torbie laptopa, żeby słuchać muzyki, szukać jej do następnego projektu. I kamerę video i komplet CD do spektaklu w trzech kopiach, bo to nigdy nic nie wiadomo. I jeszcze jakieś ciuchy na zmianę. Bo ciągle gdzieś się przemieszczam. Stany, Finlandia, Austria, Niemcy, Estonia, Węgry, Włochy... Ale wcześniej, tak między Bytomiem i Śląskim Teatrem Tańca a Calgary był Gdańsk. W Bytomiu poznałem Melisę Monteros z Kanady. Jeździłem z nią jako tłumacz gdy prowadziła warsztaty. Pracowaliśmy razem, rozumiejąc bez słów, mieliśmy taki sam pogląd na teatr na taniec.


Mam dom nad rzeką

Był 1994 rok, kiedy założyliśmy Gdański Teatr Tańca, który obecnie działa w Kanadzie pod nazwą W&M Physical Theatre. Czy Melisa Monteros jest jak Joasia Ośko dla której zacząłem tańczyć w zespole na Czechowie? Joasia po trzech latach znajomości wyjechała z rodzicami do Stanów, bo jej ojciec był działaczem Solidarności. Z Melisą jesteśmy razem od 17 lat... Dwa lata temu podjąłem decyzję. Decyzje dorosłego faceta przed 40-tką. Kupiłem dom. Po latach mieszkania w hotelach od takich jak ten na Litwie, gdzie zaklejaliśmy okna gazetami bo śnieg walił do pokoju, po sztokholmskiego Sheratona. Mam dom. Choć i tak każdy przyjazd do Lublina to jest przyjazd do domu. Każda Wigilia to jest pewność, że zjem u mamy wszystko to co powinienem zjeść w Wigilię.

Takie 3.39

Kiedy miałem 33 lata powstał spektakl "3.33”. Pokazywałem go w Lublinie. Teraz przywiozłem "Just po prostu”. To jest takie, można powiedzieć, "3.39”. W grudniu mam 40 urodziny. Muzyka będzie z tamtego spektaklu. Drobne cytaty i przywołania. Wcześniejszy spektakl "Made in Polska” też był rozliczeniowy ale inaczej. W moim zamyśle mieliśmy tańczyć we trzech: miał być ojciec, brat i ja. W efekcie był duet, ale na scenie pokazujemy go w scenografii z lustrem, żeby zawsze była ta trzecia postać. Czasami w spektaklach wracam do swoich prywatnie ważnych rzeczy, skojarzeń. Do swoich przeżyć... To jak zapamiętanie siebie w chwili gdy wynoszę trumnę ojca z kościoła. I wiedza co dokładnie w tym momencie sobie uświadomiłem i przemyślałem.

Wilki widzę

Pracuję na Uniwersytecie z Calgary na wydziale tańca, ale w polskich realiach jestem po maturze. Rok studiowałem ekonomię, animację kultury trzy lata. Gdy zrobię dyplomowy spektakl w Linz to będę magistrem i będę mógł zrobić doktorat w Calgary. Wyremontuję dom nad rzeką w kanadyjskim rezerwacie. Za rzeką widzę wilki. 28 listopada w Calgary jest premiera spektaklu w którym zatańczą Kanadyjczycy i czterech lublinian: Ryszard Kalinowski, Wojciech Kaproń i ściągnięta z zagranicy Basia Czajkowska. No i ja. Lecimy z chłopakami zaraz jak się skończą te spotkania. W maju albo na następne Spotkania Teatrów Tańca przywieziemy tę produkcję do Lublina. Nie da się? Nie ma: nie da się.


Wojciech Mochniej wystąpi w czasie XI Międzynarodowych Spotkań Teatrów Tańca dziś o godz. 22 w Centrum Kultury. Poprowadzi także warsztaty.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!