sobota, 3 grudnia 2016 r.

Magazyn

Jestem sprytnym złodziejem

Dodano: 21 sierpnia 2003, 11:59





Czy da się policzyć reżyserów z pani najbliższej rodziny?
- Z trudem. Ale spróbujmy: Agnieszka Holland - moja matka, Laco Adamik - ojciec, Magdalena Łazarkiewicz - siostra matki, Piotr Łazarkiewicz - mąż Magdy. Ostatnio dołączyłam ja.
• Fajnie mieć taką rodzinę ...
- Jasne! Chyba, że są wakacje, jesteśmy razem i ktoś wpadnie na pomysł - tak było! - zrobienia rodzinnego zdjęcia. Wtedy wszyscy jednocześnie zaczynają reżyserować: tu stanie aparat, tu my... Przy czym każdy ma inną koncepcję i za nic się nie daje się przekonać. Horror!
• Mieszkała pani sobie spokojnie w Los Angeles, rysowała cieszące się powodzeniem komiksy i ... znienacka wyreżyserowała film.
- Tego nie sposób wytłumaczyć niczym innym, tylko obciążeniem dziedzicznym. Natomiast owo wygodne życie, o którym pan mówi, zapewniało mi nie tyle rysowanie komiksów, co storyboardów.
• Co to jest?
- Aby praca ekipy na planie filmowym była jak najbardziej celowa, wymyślono w Ameryce - a teraz stosuje się to już i w innych kinematografiach, także w Polsce - zabieg techniczny, polegający na rozrysowywaniu danej sceny na kolejne ujęcia. Proponuje się określone ruchy kamery, ilość ujęć, itd. Oczywiście, wcześniej trzeba wgłębić się w scenariusz, poznać koncepcję reżysera, scenografa, wiedzieć jak dany aktor zachowuje się na planie.
• Czy taka praca "usługowa”, a przy tym pozostająca w tle, może dać satysfakcję?
- Film jest dziełem zbiorowym. Reżyser, choć to o nim mówi się, że jest autorem, na dobrą sprawę jest ... takim sprytnym złodziejem, który umie wykorzystać każdy podsunięty mu dobry pomysł. Dumna jestem, że miałam swój udział w spektakularnym ujęciu rozpoczynającym znany i w Polsce film "Plac Waszyngtona”. Gdy Agnieszce Holland gratulowano tego ujęcia, ta lojalnie wskazała i na mnie.
• Jednak sama pani zdecydowała się zostać "sprytnym złodziejem” i w rezultacie powstał debiutancki "Bark!”, co zostało przetłumaczone na polski - "Szczek”. Jest to czarna komedia opowiadająca historię kobiety, która w wyniku załamania nerwowego dochodzi do wniosku, że jest psem. Rezygnuje z ludzkiej mowy na rzecz szczeknięć, zaczyna obwąchiwać ludzi i warczeć na nieznajomych. Kiedy podejmowane przez zrozpaczonego męża próby nakłonienia jej do zrezygnowania z "psich” zachowań nie dają rezultatu, zwraca się on po pomoc do weterynarza... Skąd ten temat?
- Scenariusz, na podstawie swojej sztuki - cieszącej się w Stanach dużą popularnością - napisała Heather Morgan. Zagrała też w moim filmie. Ważne to było i z tego względu, że film był niezależny, co oznacza również - niskobudżetowy.
• Podczas niedawno zakończonego Lata Filmów w Kazimierzu Dolnym, jako juror konkursu, oceniała pani niezależne produkcje polskich kolegów. Czym różnią się od amerykańskich?
- Filmy niezależne w założeniu są przeciwstawieniem zalewającej nas komercji. Robione są one za niewielkie pieniądze,zdobyte przez autora, opowiadają o tym, co w duszy autora gra. A jak wygląda to w praktyce? Amerykanie zazwyczaj silą się na pokazanie obrazoburczych - czy przynajmniej uchodzących za oryginalne - treści. Dysponują na ogół niezłym zapleczem filmowym i kasą. Polacy natomiast - mam wrażenie -kręcą najtańszą kamerą wideo, montują na komputerze pożyczonym od kolegi. Ale są weselsi,jeśli chodzi o dobór tematów. Choć z ich oryginalnością i poziomem bywa różnie. Wśród filmów, które widziałam w Kazimierzu, najlepsze były pastisze kina amerykańskiego.
• Czy polskie filmy trafiają do kin w Stanach?
- Nie. Wyjątkiem są festiwale, bądź zamknięte pokazy. Ale bez kompleksów! W podobnej sytuacji są bowiem i inne światowe kinematografie. Amerykanie chcą oglądać tylko amerykańskie filmy.
• Jak wiadomo, zdjęcia do "Janosika”, który realizuje pani z Agnieszką Holland w Słowacji, z braku dopływu obiecanej gotówki, utknęły w połowie. Miejmy nadzieję, że trafią obiecane pieniądze z USA oraz Polski i znów zaterkoce kamera. Czy ma pani jednak własne plany reżyserskie?
- Przy sercu noszę scenariusz Ewy Nagórskiej i Janusza Głowackiego "Przedział dla niepalących”. Jako, że jest to komedia o Amerykance, która przyjeżdża do Polski w poszukiwaniu swojego dziadka, podjęliśmy poszukiwanie amerykańskiego koproducenta.





Kasia Adamik - reżyserka. Jest córką Agnieszki Holland i Laco Adamika, reżysera teatralnego i telewizyjnego. Mieszka na stałe w Los Angeles. W opinii filmowej prasy amerykańskiej należy do dwudziestki najbardziej obiecujących reżyserów młodego pokolenia.
Od 1993 r. pracowała przy wielu filmach swej matki jako autorka storyboardów oraz drugi reżyser. W 2001 r zrealizowała debiutancki film fabularny "Bark!” (Szczek). Obecnie współreżyseruje z A. Holland "Prawdziwą historię Janosika i Uhorcika”.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO