wtorek, 12 grudnia 2017 r.

Magazyn

Józek, czemu mi odszedłeś?

  Edytuj ten wpis
Dodano: 17 lutego 2011, 15:30

 (Dorota Awiroko/ Archiwum)
(Dorota Awiroko/ Archiwum)

To było liceum męskie do momentu, kiedy przyszedł Józek Życiński. Wtedy w jego klasie pojawiły się pierwsze dziewczyny. Rozmowa z Jerzym Rogalskim, aktorem Teatru Osterwy, który chodził do jednej szkoły z abp. Józefem Życińskim.

• Kiedy dowiedział się pan o śmierci abp. Józefa Życińskiego?

– Schodziliśmy z próby sztuki Pawła Huelle "Zamknęły się oczy ziemi”. I ktoś powiedział, że abp Życiński umarł. Szok. Za chwilę usłyszałem w telewizji informację o śmierci arcybiskupa. Zobaczyłem fragmenty jego wypowiedzi. I tak stanął mi przed oczyma Józek z naszej klasy. Jakby się nic nie zmienił. Poczułem, jakby umarł tamten chłopiec, którego pamiętam z korytarzy szkolnych.

• Obaj jesteście spod Piotrkowa Trybunalskiego?

– Ja dojeżdżałem do szkoły średniej z Moszczenicy. Od Koluszek. A on pochodził z drugiej strony: Gorzkowice, Radomsko. Z tym że on mieszkał w bursie. Mieszkało tam ze trzydziestu chłopaków. Kierownikiem bursy był profesor Piłatowski, który jednocześnie był wykładowcą przysposobienia obronnego. I darzył Józka sympatią.

• Który to był rok?

– Chodziliśmy do Liceum im. Bolesława Chrobrego w Piotrkowie Trybunalskim w latach 1962–66. Teraz wyszła historia naszego liceum. Na jednej ze stron wśród wybitnych osób jest właśnie Józef Życiński, ale także Zdzisław Najder.

• A Rogalski jest?

– Nie. Ale spotkałem autora strony, powiedział mi, że będzie suplement. Ale nie mam do niego pretensji, że mnie pominął.

• Wróćmy do szkoły.

– To było liceum męskie. Zresztą chodził do niego też Henio Sobiechart i Boguś Wołoszański, którego ojciec uczył nas wuefu. Była to szkoła męska do momentu, kiedy przyszedł Józek Życiński. I ja.

• Dlaczego?

– Bo wtedy właśnie pojawiły się pierwsze dziewczyny w łacińskiej klasie Józka. W mojej były same chłopaki. Kiedy po latach spotkaliśmy się z arcybiskupem, powiedział: Popatrz, popatrz. U mnie były dziewczyny i zostałem księdzem. A ty zostałeś aktorem. Jak to się dziwnie potoczyło.

• Jaki był wówczas Józef Życiński?

– Nasze klasy były na jednym piętrze. Spotykaliśmy się na przerwach. Józek przyciągał uwagę. Pamiętam duży korytarz, wysokie okna w niszach, bo był to zabytkowy budynek pijarów, którzy naszą szkolę założyli. Zawsze stał w którejś z nisz. Inni rozrabiali, na papierosa gdzieś poszli, Józek zawsze stał w tej niszy. Wyróżniał się spokojem, jakąś taką powagą i uważnymi oczami. Albo coś sobie czytał, albo się zamyślił. Spotykaliśmy się także na dole, w piwnicy. Był tam barek, gdzie za złotówkę można było kupić dużą bułkę z wędliną i kubek bawarki.

• Rogalski był drobny, nieduży. A on?

– Zgadza się. Byłem drobniutki, ale żywczyk. Józek też był nieduży, chuderlawy, jak ja z lekka sepleniący. Z tego tytułu nasza chemiczka, śliczna kobieta o przepięknych nogach, do której rodziły się młodzieńcze pożądania – myliła nas z Józkiem. Józek mówił po latach: Popatrz, ta chemiczka ciągle nas myliła. Na mnie mówiła Rogalski, na ciebie Życiński.

• Dobrze się uczył?

– To był prymus. Ze wszystkiego był znakomity. Najlepszy. Na maturze miał same piątki. Taki zdolny był! Ponieważ pochodził z biednej rodziny, to w bursie udzielał korepetycji z fizyki i matematyki. I sobie dorabiał. Pamiętam jak w dziesiątej klasie przyszedł do nas fizyk, profesor Kusiński, który miał ksywę Zundaap. Pedant i nieprawdopodobna kosa. Kiedyś zadał nam 15 zadań do rozwiązania. I nie daliśmy rady. Wysłałem kolegę do Józka z zadaniami. Poszedł do bursy. Józek rozwiązał zadania w chwilę. Byliśmy uratowani.

• Zawsze był poważny?

– W którejś klasie zrobiliśmy kabaret. Józek pisał nam teksty. Jak się po latach spotkaliśmy w Lublinie, to on przy obiedzie zaczął śpiewać piosenkę. Pamiętał po 40 latach piosenkę z tego kabaretu. Pamiętam jeszcze jedną charakterystyczną rzecz. Do wszystkiego podchodził bardzo uważnie. Potrafił być krytyczny. Mnie tam w szkole wszystko się podobało. Wspaniali profesorowie, klimaty, parę ładnych dziewczyn, dwie piękne nauczycielki. Jak powstał w naszej szkole samorząd, to mnie do niego wybrali. Bacznie obserwował to, co robimy. Pewne rzeczy mu się nie podobały. Zresztą myśmy wiedzieli, że on pójdzie na księdza. Byliśmy przekonani, że Józek będzie księdzem.

• Skąd to przekonanie?

– Nie wiem. Zresztą, kolega Józka, pochodzący z mojej miejscowości, też został później księdzem. Ale o nim nie mówiło się, że idzie na księdza. Dopiero potem było zaskoczenie, że do seminarium idzie.

• Skończyliście szkołę. Każdy poszedł w swoją stronę. Jak się spotkaliście po latach?

– Po studiach spotkałem się z jego książką. Przeczytałem "Medytacje sokratejskie”. Pomyślałem, że imię i nazwisko się zgadza, ale na obwolucie pisało: biskup Józef Życiński. Przecież nasz Józek nie jest biskupem. To nie ten. Potem drugą książkę kupiłem. I była fotografia z tyłu i informacja, że urodził się w 1948 roku w Starej Wsi koło Piotrkowa Trybunalskiego. Jednak to był Józek.

• Pierwsze spotkanie?

– Tuż przed jego ingresem w Lublinie zadzwonił ktoś z "Solidarności” i spytał, czy nie przyszedłbym na mszę i nie przeczytał kilku wierszy, bo przyjedzie z Tarnowa biskup Życiński. Przygotowałem sobie Norwida. Była piękna pogoda. Życiński idzie, podszedł, podał rękę, poklepał po ramieniu i powiedział: Cieszę się, że jesteście.

• Poznał pana?

– Widzę, że mnie nie poznaje. Nie kojarzy. Przeszedł. Po powitaniach stanął z boku. Podszedłem i mówię: Przepraszam, czy ksiądz mnie nie poznaje? A on: Nie, tyle ludzi, nie kojarzę. Mówię: Liceum Chrobrego w Piotrkowie Trybunalskim. A on pyta: Jak nazwisko? Mówię: Rogalski. A, Jurek? I rozpoznał mnie. Ja już wtedy po roli porucznika Jaszczuka w serialu "07 zgłoś się”, i po Loży byłem. Ale widzę, że on telewizji nie ogląda.

• Powiedział pan wiersze?

– Siedział, słuchał. Potem zaprosił nas na obiad. Dużo gości. Zamieniliśmy parę słów. Powiedział, że się spotkamy. Tak czekałem, czekałem.

• I?

– Po roku od ingresu w Lublinie zacząłem się do niego dobijać. Zadzwoniłem do kurii. Jego sekretarz mnie umówił. Byłem na obiedzie. Skromny obiad z sekretarzem i siostrą, która ten obiad przygotowała. Zaczął od modlitwy. A ja tej modlitwy nie umiałem.

• Pogadaliście?

– Powspominaliśmy liceum. Dostałem książkę z dedykacją: "Jurkowi Rogalskiemu ze wspomnieniem wspólnych lat w Chrobrym”. Wtedy zaśpiewał naszą kabaretową piosenkę. Pytał, jak żyję, czy rodzina zdrowa? Opowiedziałem. Pamiętam, że przy pożegnaniu patrzył na moje buty.

• Czemu?

– Założyłem marynarkę. Ale miałem sportowe buty, bo przyjechałem pod kurię na składaku. Tak patrzył ze zadziwieniem na te moje buty. Pokiwał głową, że oryginalnie. Potem zapraszałem go do teatru, mówił, że chętnie, ale nie przychodził.

• Jutro będzie pan na pogrzebie?

– Przyjdę pożegnać Józka, mojego kolegę ze szkoły. Ale przyjdę także pożegnać księdza, który mnie fascynował swoimi książkami, artykułami, wypowiedziami. Przyjdę zapytać: Józek, czemu mi odszedłeś.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
crx
Gość
petropol
(4) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

crx
crx (21 lutego 2011 o 13:11) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Bardzo często ludzie z małych miasteczek i wiosek są wyjątkowo twórczy i ambitni.Chyba dlatego,że jest to przepustka do "lepszego życia".Dzieciństwo i młodość dużych miast to niejednokrotnie "przyjemne spędzanie wolnego czasu na niczym"...........!!!
Rozwiń
Gość
Gość (19 lutego 2011 o 12:32) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
"Teraz wyszła historia naszego liceum. Na jednej ze stron wśród wybitnych osób jest właśnie Józef Życiński, ale także Zdzisław Najder. Chodził do niego też Boguś Wołoszański"

Józef Życiński : TW "Filozof" http://www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20081114/LUBLIN/32461712

Zdzisław Najder : TW "Zapalniczka" http://www.abcnet.com.pl/node/2130 "Przyznał się do swego kryptonimu, twierdząc, iż manipulował bezpieką chroniąc przyjaciół, którzy wiedzieli o jego roli, ale niestety zmarli. Pobrane pieniądze zwracał, choć bez odsetek. Dzięki swojej działalności zawsze otrzymywał paszport i większość życia spędził na stypendiach zachodnich.

Bogusław Wołoszański : KO "Ben" http://pl.wikipedia.org/wiki/Bogus%C5%82aw_Wo%C5%82osza%C5%84ski "IPN ogłosił a następnie przedstawił dokumenty o współpracy Bogusława Wołoszańskiego z Służbą Bezpieczeństwa MSW. Współpracował jako Kontakt Operacyjny ps. BEN z Departamentem Służby Bezpieczeństwa MSW odpowiedzialnym za wywiad zagraniczny"
Rozwiń
petropol
petropol (19 lutego 2011 o 00:03) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jak mozna nie poznac kolegi ze szkoly?
Rozwiń
Teodor
Teodor (18 lutego 2011 o 21:40) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Marks otwarcie uprawiał filozofie nauki pasozytnictwa jako niewierzący a abp musiał udawać, że Chrystus żyje i nie miał talmudycznych uprawnień do wyboru i interpretacji tekstów świętych jako słow Boga zywego zależnie od chwilowych potrzeb. Nie przeżył wypowiedzi honorowego gościa 14 Dnia Judaizmu o braku antysemitów w Polsce i porqady dla uwielbionego jak Michnik Grossa, by zajal się zydowskimi policjantami w gettach jacy wydali kryjówke jego rodziny.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (4)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!