czwartek, 24 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Kobiety mnie nie rozumieją

Dodano: 15 maja 2003, 17:09

Mariusz Pudzianowski urodził się 26 lat temu. Mierzył wtedy nie więcej jak 50 cm wzrostu i ważył około 3 kilogramów. Teraz sam jego biceps jest większy. To zresztą nic dziwnego u człowieka, który został Mistrzem Świata Strong Manów, czyli najsilniejszych ludzi na ziemi.



Z Mariuszem, którego już nikt nie nazywa inaczej jak „Dominator”, spotkaliśmy się przed zawodami z cyklu Pucharu Polski, jakie tydzień temu odbyły się w Lublinie. Na stole kawa, kilkanaście batoników...
• To dieta mistrza?
– O nie, żadnych słodyczy i używek. Zero cukru. Jem 5-6 posiłków dziennie, głównie ryż, makarony.
Wygrałem już wszystko
Kariera Dominatora zaczęła się w podstawówce.
– Byłem takim trochę zawadiaką i nie lubiłem, jak mnie ktoś poszturchiwał – opowiada. – Miałem 11 lat, gdy zacząłem chodzić na treningi karate.
Ojciec Mariusza był ciężarowcem, więc w domu hantli i sztang nie brakowało. Ojciec postanowił namówić syna, żeby się wziął za „żelastwo” i nabrał trochę siły.
To „trochę” skończyło się tytułem mistrza Polski w wyciskaniu sztangi leżąc.
– I tak już zostało, tytuł za tytułem. Bawiłem się też trochę w boks, pracowałem jako ratownik na basenie i cały czas ćwiczyłem.
Kilka lat później, pod koniec lat `90., w Polsce pojawiła się nowa dyscyplina – zawody siłaczy, strong-manów. To bardzo widowiskowe dźwiganie olbrzymich ciężarów, przeciąganie samochodów i ciężarówek, etc.
– Szukali zawodników na siłowniach. Dowiedziałem się, co to za sport, jak wyglądają konkurencje i wystartowałem. Od razu zdobyłem pierwsze miejsce.
Od tej pory Dominator bardzo się przyzwyczaił do pierwszego miejsca.
– Na wszystkich zawodach tylko dwa razy byłem drugi – mówi Mariusz Pudzianowski. Zdobył Mistrzostwo Polski, Europy i Świata.
50 ton żelastwa
Dominator wstaje o godz. 7.30. Śniadanie i od 9 do 11 trening na siłowni. Potem godzina masażysty. Po południu trening ze sprzętem typu opony do traktorów czy przeciąganie samochodów.
– Jak jestem u rodziców, to i traktor przeciągam – dodaje Mariusz. – A wieczorem jeszcze basen albo rugby. I ćwiczenia siłowe. Tygodniowo przerzucam ponad 50 ton żelastwa. To mnie relaksuje...
Na co dzień taka siła nie bardzo się przydaje. Owszem, nie ma kłopotu, żeby przesunąć szafę czy stół, ale... – Muszę uważać, żeby czegoś nie zniszczyć – śmieje się mistrz świata. – Jak zakręcę śruby przy samochodowym kole, to mój brat nie da im rady. A też sporo ćwiczy.
Pięćdziesięciolatek bywa lepszy
Mariusz Pudzianowski nie wybiega daleko w przyszłość. Ma dopiero 26 lat, a w czołówce światowej średnia wieku to 35 lat.
– Jestem najmłodszy, więc jeszcze długo mogę startować. A jest też taki Norweg, który ma 53 lata i w niektórych konkurencjach bywa czasami lepszy ode mnie – przyznaje mistrz.
Na dicho nie poszaleję
Mariusz Pudzianowski jeździ sportowym, odprasowanym BMW. Nie boi się szybkości. Boi się tylko jednego – kontuzji.
– Jakieś potknięcie, nierówność terenu i złamanie albo naderwanie ścięgien gotowe – mówi. – To oznacza długą przerwę, rekonwalescencję i mozolny powrót do formy.
Troska o zdrowie i siłę kieruje całym życiem Dominatora.
– Na dicho już nie poszaleję. Kiedyś myślałem, że można wrócić o trzeciej nad ranem, chwile pospać, walnąć kawę i pójść na trening. Ale po takiej nocy nie miałem nawet połowy swojej siły.
• Alkohol?
– Czasami wypiję piwo – i to wszystko.
• Żona? Dziewczyna?
– Jeszcze nie znalazłem takiej, która by rozumiała to, co robię.






Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!