piątek, 18 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Koniec Pomarańczowego złudzenia

Dodano: 16 sierpnia 2006, 10:27

Zwolennicy Wiktora Janukowycza cieszą się, radykalni zwolennicy Pomarańczowej Rewolucji czują się zdradzeni. - A nam jest wszystko jedno, kto będzie rządził krajem, byle nam się żyło lepiej - mówią zwykli Ukraińcy.

Pomarańczową Rewolucją na Ukrainie interesował się cały świat. Na Ukrainę jeździli najważniejsi politycy. Tylko z Polski był i Lech Wałęsa, i Aleksander Kwaśniewski. A tysiące młodych ludzi pojechały obserwować wybory prezydenckie i wspomóc Ukraińców, koczujących w namiotach. Dla wszystkich czarnym charakterem był - popierany przez Moskwę - Wiktor Janukowycz.
My byliśmy na Ukrainie dwa dni po tym, jak Janukowycz został premierem. Na to stanowisko desygnował go przywódca Pomarańczowej Rewolucji, Wiktor Juszczenko.

Żeby było lepiej
A na prowincji życie płynie wolno, bardzo wolno. - Polityka? - macha ręką 75-letni Wiktor Kubiszkin z Mohylna na Wołyniu. - A czy to ważne, kto jest premierem albo ministrem? - pyta starszy człowiek. - Byle dobrze rządzili.
Kubiszkin pochodzi z prorosyjskiego, a co za tym idzie i rosyjskojęzycznego Charkowa. Do Mohylna trafił w latach 50. Do wojska; na lotnisko. Tu znalazł drugą połowę i został na zachodzie Ukrainy. Z żoną jest dalej. Lotnisko zlikwidowano w latach 90.
Szeroką, ale dziurawą jak sito drogą jedziemy do pobliskich Ośmigowicz. Tu mieszka 77-letni Iwan Pryłepa.- Nieważne czy to Janukowycz będzie premierem, Tymoszenko, czy kto inny - mówi niemal toczka w toczkę jak Kubiszkin. - Aby się lepiej żyło nam, naszym dzieciom, wnukom.

Tylko podrożało
Na razie żyje się marnie. W kołchozie przepracowali z żoną ponad 30 lat. On był kierowcą, ona doiła krowy. Kołchoz, jak inne wokoło, padł. Po Pomarańczowej Rewolucji liczyli na rewolucyjne zmiany, ale... - Nic się nie zmieniło, poza tym, że wszystko zaczęło drożeć - mówi urodzony we Włodawie Pryłepa. - Młodzi nie mają pracy, wyjeżdżają za chlebem do Włoch, Niemiec czy Polski. Emerytury małe. Ja biorę 400 hrywien, żona 380, czyli razem jakieś 150 dolarów.
Pryłepa ma hektar ziemi: trochę kartofli, pszenicy i jęczmienia, jakieś warzywa. Krowa, parę kur i gęsi. - Nic się nie opłaca - kręci głową Pryłepa. - Za litr mleka dostajemy 60 kopiejek, a za litr benzyny albo kilogram cukru trzeba zapłacić siedem razy tyle. Dlatego połowa ziemi leży u nas odłogiem. Ukrainie potrzeba dobrego gospodarza.
Janukowycza?
- Zobaczymy - zastanawia się staruszek, ale w jego oczach trudno dostrzec choć iskierkę nadziei.

Lepsze pół niż nic
Młodzi Ukraińcy mają więcej nadziei. - Może to i dobrze, że Janukowycz został premierem, może w końcu przestanie się mówić o dwóch Ukrainach: zachodniej i wschodniej? - zastanawia się Wasyl Subickij, 30-latek. Zachodnia Ukraina popierała Juszczenkę, a wschodnia, prorosyjska Janukowycza. W samym środku rewolucji pojawiły się nawet głosy, że to skończy się rozpadem państwa. - Ale to już koniec Pomarańczowej Rewolucji - przyznaje Subickij. - Ludzie narobili sobie nadziei, ale z czasem przyszło rozczarowanie, bo nie było tak, jak obiecywali pomarańczowi.
Politolodzy też nie mają złudzeń. - Demokratyzacja jest bardzo ważna, ale ludzie chcą pracy i pieniędzy - kwituje dr Krzysztof Iwańczuk z Zakładu Stosunków Międzynarodowych UMCS w Lublinie. - Pomarańczowa koalicja nie wytrzymała próby, a marcowe wybory pokazały, jak podzielone jest społeczeństwo ukraińskie. Po tym, jak Ołeksandr Moroz opuścił pomarańczową koalicję, prezydent Juszczenko miał dwa wyjścia: albo rozpisać nowe wybory, albo na określonych warunkach desygnować na stanowisko premiera Janukowycza.
A w nowych wyborach wygrałaby Partia Regionów, ugrupowanie Janukowycza. Juszczenko wolał podzielić się władzą, niż ją stracić.

Kurs na nadzieję
Pochodzący z Doniecka Janukowycz po przegranej z Juszczenką miał odejść w zapomnienie.
A jednak!
Pozostał liderem Partii Regionów. W marcu tego roku partia Janukowycza wygrała wybory parlamentarne. Głosowało na nią ponad 30 proc. wyborców, zawiedzionych niezrealizowaniem pomarańczowych obietnic.
- Na pewno pomarańczowa koalicja z Julią Tymoszenko na stanowisku premiera byłaby najlepszym rozwiązaniem - twierdzi Roman Bożyk, przewodniczący hrebennieckiego koła Związku Ukraińców w Polsce. - Ale mamy nadzieję, że kurs prozachodni, jaki 20 miesięcy temu przyjęła Ukraina, będzie kontynuowany.
Tyle, że na prowincji nikt się reformami i kursami nie przejmuje. Bo choć Ukraina świętuje w tym roku 15-lecie niepodległości, to zwykli ludzie chcą jednego: żeby wreszcie było lepiej.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!