środa, 23 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Konspiracja, że pożal się Boże

Dodano: 6 marca 2008, 14:58

Jaki był ten marzec? Kto i jak go zaczął? Prawda wygląda i poważnie, i groteskowo.

A to nie każdemu może się spodobać, bo my historię traktujemy wyjątkowo serio

W tamte ponure przedwiosenne dni wszyscy wiedzieli: w Warszawie studenci się ruszyli. We Wrocławiu burzyli się. Wieści dochodziły dziwnymi drogami, a nieocenionym źródłem informacji była Wolna Europa.

Życie studentów toczyło się z pozornym spokojem. Zainstalowane w każdym pokoju akademika głośniki nadawały muzykę i audycje przygotowane przez radio akademickie. Zbliżały się popularne imieniny Bożeny i Krystyny.

- 10 marca, w niedzielę, o szóstej rano we wszystkich pokojach w akademikach rozległ się sygnał Radia Wolna Europa i przemówił Janusz Hewel, nasz kolega, który zwiał na Zachód - wspomina Jurek Janiszewski, wtedy student geografii. - Szybko przyjechali tajniacy i wyciągnęli mnie z łóżka, bo miałem klucze do radia. Wolna Europa leciała, a do środka nie można się było dostać. Okna zakratowane, drzwi zaparte, jak się okazało szafą. Tajniacy zgłupieli. Nie wiedzieli co zrobić.

Miotali się jak to wyłączyć, a Janusz Hewel nadawał. W końcu ktoś wpadł na najprostszy pomysł: wyłączyć prąd w bloku.

Kto włączył Wolną Europę? Zastanawiamy się jeszcze dzisiaj. Dochodzimy do wniosku, że mogła to być prowokacja. Koledzy radiowcy - Jurek Janiszewski, Andrzej Bucki, Jan Nowacki - którzy mieli klucze do radia, nie przyznają się do niczego.

Dla Janiszewskiego marzec ‘68 zaczął się właśnie wtedy. Później trwały mordercze przesłuchania, z czasem szykany w pracy.

Pokój 43 bloku B

Głowy nam posiwiały, ale pamięć się nie zestarzała. Mamy dystans i stać nas na chłodną ocenę. Widzimy absurd pewnych wydarzeń oraz to, że "rewolucję” robiono chałupniczym sposobem.

- Wiesz, nie ma w nas jakiejś furii i pasji demaskatorskiej - mówi spokojnie Zbyszek Fronczek. - Oczywiście nie mogę zaprzeczyć, że byliśmy uczestnikami wydarzeń historycznych. Ale mam duże poczucie humoru i dziś się z tego śmieję.

- Wszyscy wywołują tę rocznicę na różny sposób - rzuca Staszek Kieroński. - Nie pretendowaliśmy na pomniki. To było spontaniczne. Dziś nadeszła pora powiedzieć prawdę.

- Była grupka buntowniczo nastawiona do rzeczywistości. Postanowiliśmy wesprzeć Warszawę - dorzuca Zbyszek.

W pokoju 43 bloku B mieszkali Zbyszek Fronczek, Józek Osmoła, Staszek Rogala, Waldek Bugaj, Zbyszek Krzywicki, Kazimierz Kościuk, Staszek Hoczyk, studenci II roku polonistyki. Kieroński waletował.

Tylko pochyło piszcie

- Dla nas marzec zaczął się wcześniej niż dla Jurka - wspomina Staszek. - Uznaliśmy, że Warszawę trzeba wesprzeć, czyli zwołać wiec. Wiedzieliśmy, że tam aresztują, że biją dziewczyny. To była szybka gra: ustaliliśmy datę na poniedziałek, 11 marca, godzina 14.

- Wpadam do pokoju 43 pożyczyć jakiś proszek do prania - wspomina Jurek. - I co słyszę? Chrzanią, że będą robić jakąś akcję. Widzę, że na brystolu piszą plakaty. "Czy was pokręciło?!” pytam. "To mają być ulotki?” Ulotki muszą być małe, żeby się do kieszeni zmieściła setka. I piszcie pochyło, żeby charakteru pisma nie rozpoznali.

Dziś ryczymy wszyscy ze śmiechu.

- No to my dawaj ciąć ten brystol na kawałki. Żeby naszych odcisków palców nie było, to robiliśmy to w rękawicach wojskowych. Napisy były różne - "Precz z czerwoną zarazą”, "Polska musi być wolna” no i oczywiście o wiecu.

Ubecja temperuje. Ołówki

- Ja pisałem ołówkiem - dorzuca Zbyszek. - Każdy z nas po 200 sztuk. W nocy chodziliśmy naklejać. Nikt nie myślał wtedy, o pamięci historycznej. To były emocje. Później, jak mnie przesłuchiwali, kazali mi pisać tekst ołówkiem. Mnie się tak ręce trzęsły, bo wiedziałem, że oni są już na tropie. Ten, co mnie przesłuchiwał nie nadążał temperować ołówka, bo za każdym razem mi się łamał. Myślał, że ja tak specjalnie robię.

Zbyszek wspomina jeszcze żartem, że bohaterstwo miało różne odcienie. Staszek Hoczyk, który z nimi mieszkał, jak zobaczył, co robią, wszedł na łóżko, przykrył się z głową kocem i tak przeleżał kilkanaście godzin, nie wstając nawet do ubikacji.

- To my byliśmy nieodpowiedzialni - stwierdza Zbyszek. - My dziś dopiero dowiadujemy się o mordach z lat osiemdziesiątych. Czy dowiemy się o czymś z marca ‘68? Co wtedy ryzykowaliśmy?

Chodźcie z nami!

W poniedziałek cały pokój 43 poszedł do Chatki Żaka na miasteczku akademickim.

- Staliśmy tam i martwiliśmy się, czy ludzie przyjdą - mówi Kieroński. - I raptem przed chatką znalazła się grupa ze 20 osób z I i II roku: z Baśką Nogą, Baśką Lewicką, Elą Krzyształowicz.

- To my pierwsi wznieśliśmy okrzyk, który później stał się hasłem "Solidarności”: "Chodźcie z nami” - mówi z mocą Zbyszek.
Ludzi przybywało ze wszystkich stron. Tysiąc, dwa? Zrobiło się tłoczno.

- Ruszyliśmy w stronę Domu Nauczyciela, żeby iść na komitet PZPR - wspominają. - Uformował się pochód.

- Szedłem wśród swoich. Z pierwszego szeregu coraz wyskakiwał Bronek Kowalski, wymachiwał rękami i wołał na przykład "precz z cenzurą”. Ja bym się na to nie zdobył - mówi z podziwem Zbyszek.

Zaraz będzie łapanka

- Przychodzę kiedyś na WF i czuję, że kumple coś kombinują. No taka konspiracja, że widać jak na dłoni. Pytam co? Jeden szybko się wygadał. Jestem obrażony, że mnie nie dopuścili. Ale w poniedziałek wzięliśmy się z dziewczyną pod ręce i idziemy chodnikiem - przypomina sobie Staszek Królik. - Tłum szedł jezdnią. W pewnym momencie moja dziewczyna mówi: o zobacz, Bożenę Nrelo ciągną. Przy Domu Nauczyciela już widzę milicjantów z psami. Robią zdjęcia.

- Siedziałam z Bożeną, nie wiem, co się z nią później stało - przypomina sobie Maria Moniak. - Zobaczyłam przez okno akademika, że ludzie się zbierają. Trzeba iść. Po drodze spotykam kolegę Bogusia Marchewkę. Idziemy razem. Na wysokości biblioteki łapie nas tzw. aktyw robotniczy, wyraźnie podchmielony i ciągnie za kordon milicji do "suki”. Po drodze z Bogusiem ustalamy szeptem wersję zeznań.

Mówimy: wracamy z obiadu i znaleźliśmy się tu przypadkiem. Nie chciałam nigdy tego wspominać. Przez 40 lat dławiła mnie złość, że tak głupio dałam się złapać.

Obserwacja sukinsyna

- Ja byłem wysoki i rzucałem się w oczy - twierdzi Zbyszek. - Dlatego mnie zgarnęli. A ten, co mnie wcisnął do suki, powiedział "Ja cię sukinsynu od Chatki Żaka obserwuję!”

Zaczęły się aresztowania i przesłuchania. Represje ze strony uczelni. Studenci zostali zawieszeni, pozbawieni świadczeń (stypendium, akademik). Niektórzy stanęli przed kolegium, które wymierzyło karę niemal nie do zapłacenia. Fronczek trafił do więzienia, później z innymi do karnej kompanii w Hrubieszowie.

- Razem z Waldkiem Bugajem zbieraliśmy pieniądze, żeby zapłacić kolegium za Zbycha - opowiada Kieroński. - W środku nocy poszedłem do doktora Zdzisława Jastrzębskiego. Wyłożył wszystkie swoje oszczędności i powiedział, że nie musimy zwracać.

- Na studia wróciłam niewątpliwie dzięki wstawiennictwu profesor Marii Grzędzielskiej i - jak sądzę - profesor Marii Żmigrodzkiej - mówi Maria Moniak. - Grzędzielska pomogła też Fronczkowi wydostać się z Hrubieszowa.

Zaprowadźcie nas do przywódcy!

- Przychodzi wieczorem kolega A.M. i mówi: sprawiliście mi przykrość, nie mówiliście, że tu się mieści sztab, a ja mam dla was wiadomość. We Wrocławiu jest zjazd przywódców i trzeba jechać. Podał nam wszystkie hasła, miejsce i dodał, żebyśmy ze sobą przywódcę z KUL-u zabrali - opowiada Zbyszek. - To idziemy do akademika KUL i mówimy portierowi, że jesteśmy przywódcami buntu z UMCS i natychmiast chcemy się widzieć z ich przywódcą. On stanął na wysokości zadania i zaraz przyprowadza człowieka.

Śmiejemy się do rozpuku z takiej konspiracji.

Ale wtedy A.M. okazał się wtyką z UB.

Zgodnie uważamy, że zaczynem wydarzeń lubelskich była humanistyka i - paradoksalnie - "pierwsza socjalistyczna uczelnia.”. Nasze działania nie miały związku z żadną frakcją polityczną. To był autentyczny odruch buntu.

A Zbyszek Fronczek zaraz dodaje: Kto nie był buntownikiem mając 20 lat, ten nigdy nie był młody.

Maria Kolesiewicz
Czytaj więcej o:
zbyszek
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

zbyszek
zbyszek (8 marca 2008 o 21:20) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Bylem jednym z tych, ktorzy w 68 roku mieszkali w słynnym pokoju nr 43 w bloku B. Obawiam sie, że jeśli nie zapiszemy tamtych dni wedlug istniejącej jeszcze naszej pamięci, zostana ledwie jakieś strzępki, ubrane w polityczne garniturki. I już wkrótce nie będzie wiadomo co było, co było prawdą, a co wyobrażeniem tylko.

A byłoby o czy opowiadać - np. o wspanialej postawie portierek z akademików, ktore potrafiły zatrzymać rozpedzonych milicjantów w pogoni za studentami. Akademik i cala jest spoleczność byla prawdziwym przytuliskiem studenta. Coś wiem na ten temat. Bom uciekał przez portiernię na górę akademiika, a pani Hania Krajewska zatrzymala ścigantow. Wystarczyło - na minutę i jakoś się uciekło. Do czasu zresztą.

Pamiętam pełną strachu z naszej strony, ale w sumie przezabawną rewizję w naszym pokoju. Absurdalnie najbardziej bałem się, że trafią na egzemplarz starego podręcznika do SCS-u, autorstwa Ułaszyna, któryśmy na krótko "pozyczyli" do akademika z biblioteki Łopacińskiego. Ale "ich" nie zainteresował (slowo daję - oddalismy tę książkę do biblioteki za czas jakiś). Zainteresowały 'ich" jakies notatki związane z którymś ze zjazdów ZLP, gdzie dość swobodnie wyrażałem sie o wystąpieniach Gomułki.

I pamiętam odważną postawę naszego rektora prof. Seidlera, który nie bal się wysiąść z samochodu przy tłumie rozpalonych studentów. A z auta nie wysiadl szef Rady Okregowej ZSP, gdy od budynku Domu Nauczyciela ruszali na nich "przedstawiciele klasy robotniczej".

Jest tych obrazów wiele.

Nie mogłem być w Lublinie 29 lutego. Takie zycie, trzeba jeszcze powalczyć o emeryturę. Może jednak by się kiedy zjechać?

Zbyszek
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!