czwartek, 24 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Kontrakt rysownika fortyfikacji

Dodano: 24 stycznia 2008, 12:19

Na wieczory autorskie i promocje swoich książek nie jeździ, bo nie ma czasu. Raz na pół roku przychodzi paczka wznowień i przekładów,

które ukazały się w Anglii, Niemczech, Francji, Japonii. Autor w tym czasie zajmuje się tym, co go bawi od ponad ćwierć wieku - rysuje, rysuje, rysuje. Fortyfikacje, wojenne machiny, architektoniczne detale, żołnierzy i ich umundurowanie


Robert Marek Jurga urodził się w Krakowie w 1964 roku. Studiował najpierw na Wydziale Mechanicznym, a następnie Wydziale Architektury Politechniki Krakowskiej. - Chciałem studiować na Akademii Sztuk Pięknych i malować. Ojciec mi to wybił z głowy. Czy mogłem się zbuntować? W krakowskiej rodzinie z tradycjami nie ma takiego pojęcia jak "się zbuntować”. Tam się realizuje plany przodków i nikomu nie przychodzi do głowy z tym dyskutować. Co to znaczy rodzina z tradycjami? Moja babcia mawiała, że najlepiej było za Franciszka Józefa. To właśnie znaczy "z tradycjami” - uśmiecha się Jurga, który dzięki temu, że nie został artystą malarzem został międzynarodowej klasy specjalistą od fortyfikacji i rekonstrukcji.

Ciągany po zamczyskach

Ojciec w tej opowieści jest znaczącą postacią: choć był fachowcem od katastrof budowlanych i potrafił wyburzyć każdą budowlę, to miał oryginalne hobby. Kochał zamki. Pasją zarażał syna, którego ciągał od zamczyska do zamczyska. Mały Robert grzecznie z tatusiem te budowle oglądał i wysłuchiwał wykładów dlaczego są piękne, ciekawe, interesujące, niezwykłe.

Teraz dorosły Robert wrócił do zamków na zamówienie. Najpierw je obfotografowuje w setkach ujęć, mierzy, bada, ogląda. Efektem tych zabiegów jest wielki rysunek; rekonstrukcja budowli. Dzięki wiedzy i precyzji Roberta Jurgi jeszcze w tym roku zobaczymy jak wyglądał w czasach swej świetności zamek w Janowcu. - Jest już zrobiona dokumentacja fotograficzna, jesienią oglądałem obiekt, rysunek powinien być gotowy latem - szacuje autor.



Cisza w eterze

Zima i wczesna wiosna to dla niego czas siedzenia w pracowniach i rysowania. Stos kilku tysięcy rysunków, jakie Jurga stworzył, znów urośnie. Idealnie precyzyjnych, na kalce lub na kartonie tusz i akwarela. Pytany czy korzysta z komputera i programów graficznych, Jurga kręci głową. - Profesjonalne zachodnie wydawnictwa za nic nie przyjmą rysunku z komputera, wszystko musi być ręcznie. Odrobinkę krzywe, autorsko nierówne i takie ludzkie. Jedyny wyjątek to wypełnianie jakimś kolorem tła. Do tego przydaje się komputer.

Stół do pracy to gąszcz wszystkiego, co może się przydać rysownikowi, architektowi i historykowi w jednej osobie. Pędzle, farby, tusze, papiery. Autor superprecyzyjnych prac przyznaje się do totalnego bałaganu i rozgardiaszu w miejscu pracy. Bywa, że pracownia nie wystarcza i rekonstrukcja, mająca kilka metrów długości, zajmuje pół mieszkania. Albo gdy trwają przygotowania do wysyłki zamówienia lub rysunków na wystawę. Domownicy wymijają kalki i kartony chodząc w skarpetkach. Jedyny porządek jaki musi być, to w eterze. Żadnej muzyki, żadnego radia, telefon wyłączony, mieszkanie zamknięte na głucho. To znak, że Jurga rysuje. - Po co się rozpraszać? Jak myślę o rysunku, to przez kilka godzin chcę myśleć tylko o nim.
Pan Fortyfikator

44-letni mężczyzna wylicza, że od 26 lat zajmuje się zawodowo badaniem historii fortyfikacji. Podkreśla, że zgodnie z nomenklaturą naukową nie jest historykiem. Fortyfikatorem? To lepsze określenie. Od 1988 współpracuje z europejskimi fundacjami z Holandii, Niemec, Anglii, Francji. Na ich zlecenie wykonuje rekonstrukcje obiektów fortyfikacyjnych - Marinefestung Fort Kugelbake, kwatery główne Hitlera w Margival i Kętrzynie, Fort Hoek van Holland.

- Dzięki temu zwiedziłem pół świata - opowiada. - Jechałem jako konsultant na koszt fundacji i oglądałem co tylko tam się dało. Ale jeśli chodzi o fortyfikacje to jedynym ciekawym krajem, gdzie przetestowano chyba wszystkie rozwiązania i nowinki jest Polska. Dzięki zaborom i naszej pokręconej historii, wszelkie armie u nas sprawdzały to, co wymyślili wojskowi stratedzy i budowniczowie. Moi koledzy z zagranicy mi zazdroszczą, że nie muszę nigdzie wyjeżdżać bo tu u nas pracowali najlepsi dla ówczesnych najlepszych armii.


Leksykon

Jurga przyznaje rozbrajająco, że jest spełniony zawodowo i bawi go to czym zajmuje się zawodowo. Swojego zajęcia nie traktuje jak uciążliwego życia zawodowego, choć pytany o adres podaje... e-maila. - Żyję pod telefonem i co wieczór zaglądam do skrzynki elektronicznej. Jak nie odpiszę na listy codziennie to później bym musiał odpisywać przez tydzień - przyznaje ten zadowolony z życia człowiek. - Uważam, że dojazdy do pracy to straszny kłopot i mieszkam tam, gdzie jest praca. Aktualnie w Zielonej Górze, gdzie przygotowuję panoramę miasta.

Praca nad panoramą nie wyklucza zajmowania się dziełem życia. Chodzi o wielotomowe wydawnictwo - leksykon "O fortyfikacjach”, zawierający ponad 7 tysięcy haseł, który najpierw ukaże się w Anglii, a później w Polsce.

Leksykon powstaje a Jurga już jest autorem książki "Machiny wojenne”. Opublikował (wspólnie z Anną Kędryną) ponad pół setki artykułów i 16 książek dotyczących historii fortyfikacji. Jako ilustrator pracuje dla polskich i zachodnich wydawnictw. Jego prace znane i publikowane są w licznych krajach europejskich, w USA, Kanadzie i Japonii. Zapewnia przy tym, że sypia dobrze i jeszcze znajduje czas na rolę konsultanta w pracach konserwatorskich wykonywanych w Polsce, Niemczech, Francji i Holandii. Zlecono mu m. in. aranżacje wnętrz w muzeach w Saarbrücken, Mutzig-Molsheim i Besseringen.


Niebezpieczny zawód

Po drodze Jurga zdążył kupić XVIII-wieczny pałacyk i go odrestaurować. Pytany czy pałacyk był otoczony fosą i miał gniazdo na karabin maszynowy, śmieje się i zaprzecza. Przyznaje się za to do obecności trzech psów, których przodkowie byli używani w celach militarnych. I kota, który dawał sobie zakładać malutki hełm. - Ale teraz wiodę życie w podróży. Jutro rano wykład w Pionkach, później konsultacje... i wyjazd do... i tak dalej. A jak się zrobi cieplej to będzie można bezpiecznie wchodzić na obiekty, na rekonstrukcję których mam zamówienie. Bo moja praca jest bardzo niebezpieczna. Złamania, kontuzje. Pół roku leżałem w szpitalu z żółtaczką po wizycie w obiekcie, gdzie były dzikie mogielniki.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!