czwartek, 17 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Kryminał polskiego Fritzla

Dodano: 26 września 2008, 16:33

Nie patrzy w oczy, kiedy rozmawia, wodzi wzrokiem po podłodze. W więzieniu dobrze je, dobrze śpi.

Polski Fritzl, jak okrzyknęli go dziennikarze nie tylko w naszym kraju, trafił do Aresztu Śledczego w Hajnówce.

- Sąd w Bielsku Podlaskim decydował o areszcie tymczasowym, więc wydawało się bardzo prawdopodobne, że przywiozą go do nas, bo najbliżej - Mirosław Dudar, dyrektor Aresztu Śledczego w Hajnówce, opowiada, jak wybierano Krzysztofowi B. kolegów do celi.

15 lat na bank

Ojciec, który więził i przez sześć lat gwałcił córkę, został aresztowany po raz pierwszy. Dojrzały człowiek, lat 45, zrównoważony.

- I takich "zrównoważonych” kolegów musieliśmy mu znaleźć - wylicza dyrektor. Recydywiści i młodociani nie wchodzili w grę. Ze względu na przepisy. Ale i laik wie, że taki podejrzany byłby narażony w innym towarzystwie na szykany, poniżanie, a areszt ma zapewnić mu bezpieczeństwo.

- Musi tu przetrwać w spokoju, a funkcjonariusze traktować go jak każdego normalnego człowieka.

Pięcioosobową celę w Hajnówce zajęła więc trzyosobowa paczka. Czyli Krzysztof B., mężczyzna podejrzany o napaść na policjanta, a trzeci: o kradzież.

Podobno złodziej wszedł do celi jako ostatni. - Słyszeliście, kogo przywieźli do Hajnówki? - krzyknął na dzień dobry. Towarzysze popatrzyli na siebie i wszystko było jasne.

- Dostaniesz piętnaście! Na bank! - zakończył powitanie złodziej.

Bądźcie czujni

Wychowawca Krzysztofa B. - siedem lat w więziennictwie - tak jak większość funkcjonariuszy, w domu nie rozmawia o robocie. Ale żona pytała, czy ma tego zboczeńca u siebie.

- To prawda, pytała, ale co odpowiedziałem, nie powtórzę - mówi. - Zresztą miałem już gorszych. I powiem pani, że młodsi z nim by na pewno nie chcieli siedzieć. Ale gdyby któryś z tej dwójki miał coś przeciwko, to dalibyśmy mu inną celę, przenieśli. Na razie nic takiego się nie dzieje. Wrócą do domów i jeszcze pochwalą się: Wiecie, z kim byłem?

Dożywocie

- Dla nas to przecież sztuka, jeden z wielu osadzonych - Dudar, który dziesięć lat był wychowawcą, dziesięć lat zastępcą dyrektora w białostockim areszcie, karał i nagradzał więźniów, a teraz dyrektoruje, tłumaczy, że żaden z gości nie zrobi już chyba na nim wrażenia.

A wszyscy funkcjonariusze są przygotowani na zajęcie się takimi aresztantami. Jeden, pierwszy raz karany, odsiaduje nawet dożywocie. I choć dyrektor wie, że opinia publiczna najbardziej zachwyciłaby się wiadomością, że właśnie ojciec kazirodca popełnił w celi samobójstwo, oni tu muszą zrobić wszystko, aby czuł się i był bezpieczny. By do takiej próby nie dopuścić.

Dlatego wychowawca i psycholog na pewno rozmawiali na ten temat także z mężczyznami, którzy cały czas przebywają z Krzysztofem B. Aby zwracali baczną uwagę na wszystko, byli czujni.

Dymka już nie puści

Polski Fritzl to aresztant, więc żadna praca resocjalizacyjna nie wchodzi na razie w grę, raczej opieka wychowawcza i psychologiczna. Takie spotkania Krzysztof B. ma już za sobą.

- Jak pytam, to niby rozmawia, ale wzrokiem wodzi po podłodze - mówi wychowawca.

Nieszczery, wstydzi się? Pewnie i jedno, i drugie.

Takie przepisy

Rzeczy osobistych to przy sobie nie miał wiele, jak go tu przywieźli. Przecież gazety rozpisywały się, że był w drodze, próbował uciec do Włoch.

Miał ze sobą tylko podręczny bagaż. Papierosy wypalił w dwa dni i teraz dymka nie puści. Chyba że koledzy poczęstują.

- Pastę do zębów i mydło my zapewnimy w razie czego, takie przepisy. Ale na wypiskę z kantyny musi mieć pieniądze - wyliczają w areszcie.

Przypływ i posada

Rubrykę "wyznanie” uzupełnił. Do kaplicy jeszcze nie zaszedł. Z pokoju wychowawcy wziął dwie książki.

Pewnie o obozie w Auschwitz! - zażartował ktoś.
Dyrektor zaraz prostuje: Nie, proszę nie brać tego na serio.
Okazuje się, że do gustu przypadły mu: thriller Forbesa "Przypływ” i "Posada” Kennedy'ego. Książki zaniósł do celi, ale nie garnie się za bardzo do czytania.

Jak za \"Dziada”

Stoimy przed celą Krzysztofa B. Żeby z nim porozmawiać, potrzebna jest zgoda prokuratora i, jak dotąd, żadna ze stacji telewizyjnych czy redakcji takiej nie otrzymała. Jest po dziewiątej, po śniadaniu, na które serwowano we wtorek w Hajnówce kawę, chleb, margarynę i kiełbaski firmowe.

W końcu można zobaczyć celę polskiego Fritzla. Nie tę, w której siedzi, ale identyczną, obok. Aresztantów strażnicy wyprowadzili do łaźni.

W środku lekki zaduch. Na pryczach pościel, kolorowe gazety. Ściany i półki w jaskrawozielonym kolorze. Takie zapamiętał stąd nieżyjący już "Dziad”, który trafił do Hajnówki przed kilkunastu laty. Cele wyglądały wtedy tak samo. No, może zielona farba bardziej się błyszczy. Widać, że nie tak dawno stare pilśniowe szafki odmalowano. Na pięć osób miejsca niezbyt wiele, ale oni siedzą tu przecież w trójkę, więc luz. Z okna widok na spacerniak.

Klopsiki

Maszerują też tylko w trójkę, bo wiadomo że z Krzysztofem B. nie może mieć styczności inny element. Pierwszy spacer między godz. 7.30 a 8. Potem od 13.45 do 17.

O 13.45 obiad. Dziś podawali kapuśniak, klopsiki w sosie pomidorowym, ziemniaki, kalafior. Szef kuchni podyktował nam jeszcze menu na kolację: manna na mleku, kawa, chleb, margaryna, dwa jaja na twardo.

- Nie za dużo? - szepnął ktoś, przypominając, że kiedy ekipa telewizyjna rozmawiała z żoną Krzysztofa B., kobieta otworzyła lodówkę. Była pusta.

Wszyscy pytają

Śledztwo w sprawie kazirodcy przejęła Prokuratura Okręgowa w Białymstoku. Może śledczy zechcą mieć go bliżej i trafi za kilka dni do aresztu przy Kopernika?
- Szczerze powiem, że nie zmartwiłaby mnie ta zmiana - mówi dyrektor. - Bo teraz wszyscy tylko o niego pytają, a on u nas musi być bezpieczny.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!