poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Książkowcy

Dodano: 8 lutego 2007, 16:06

Pan W. zagląda raz w tygodniu i pyta czy "coś jest ”? Pan K. przychodził by częściej na zakupy ale i tak żona każe mu już wyrzucić w końcu ten bałagan.

Pani J. wpada sprzedać jedna kupkę kryminałów i kupić następną. Jak to w antykwariacie.

Centrum Lublina. Antykwariat schowany w piwnicy. Ona: Katarzyna Dardzińska, długowłosa i zakatarzona, bo na kurz ma alergię. On: Wojtek Rogowski. Też długowłosy, wąsaty okularnik w moro. Oboje okutani, bo izba piwniczna, a zima niby ciepła, ale nie tu.
- W tym miejscu jesteśmy już sześć lat. Wiele osób zaprzyjaźniło się z antykwariatem jeszcze w poprzednim miejscu, nad delikatesami przy Krakowskim Przedmieściu - opowiadają: współwłaścicielka, fachowiec od resocjalizacji i pracownik-prawnik.

Plik poszukiwaczy

Są klienci co działają jak radar. Systematycznie przeczesują teren i systematycznie wpadają pytać czy coś, czego szukają, właśnie ktoś przyniósł.
Pan Wojtek szeleści pudełeczkiem z kartkami, karteluszkami, ogryzionymi papierkami. Na nich tytuły, autorzy, kontakt do poszukiwacza.
- Mam na zapleczu jeszcze więcej, o taki plik - pani Katarzyna rozsuwa palec wskazujący i kciuk jak może najdalej. To kolejna lista zamówień. Nigdy się nie kończy bo przychodzą nowe.
Jakie? Na pierwszej z brzegu karteczce "Parki i ogrody dworskie na Lubelszczyźnie”. Ludzie czekają na książki wydane przed 1939 rokiem. Pozycje dotyczące Kresów i kultury kresowej. Zamówienia książek kucharskich i lubliniana. Jest lista wielbicieli Henryka Pająka. Wiele pozycji od lat ‘60 czy ‘80 ubiegłego stulecia nie doczekało się wznowień.

Znika w chemii

Kto tego szuka? Wszyscy. Okazuje się, że mnóstwo ludzi ma niszowe, bardzo wąskie, specjalistyczne zainteresowania. Nie da się ich jakoś posegregować. Urzędnicy, prawnicy, pracownicy uniwersyteccy, studenci. Najmłodszy maniak książkowy to nastolatek. Przychodzi do piwnicy na Wieniawskiej z mamą od kilku lat więc musiał mieć z 8-9 lat kiedy zaczął. Omija półki z książkami dla chłopców w jego wieku i znika w stosie "chemia”. Szuka ciekawostek, wszelkich informacji o doświadczeniach. Podręczniki uniwersyteckie, publikacje dla fachowców to coś na co młody poluje.
Jest pan, który ma wszystko co dotyczy Czesława Niemena. Brakuje mu tylko jakiś bardzo unikatowych dwóch płyt i chyba jednej książki. Wiadomo jakiej, wiadomo jakich płyt. Na pewno trafią do zbieracza. Jeśli się pojawią.
Czasami antykwariusze niechcący się dowiadują, że jakiś klient by chętnie kupił jeszcze to i owo. Oczy mu się świecą, kartkuje w tą i z powrotem. A tu nic z tego. Jak przyniesie do domu kolejna książkę będzie awantura. No, chyba, że jakimś cudem zdąży nowa upchnąć w stosie już leżących. - I wie pani - pan Wojtek konfidencjonalnie nachyla się nad ladą - To głównie kobiety każą wyrzucać z domu "te śmiecie” bo chcą wstawić nowy mebel. Nie chcę uogólniać, nie mówię, że wszystkie takie są ale coś w tym jest - kiwa głową antykwariusz.

Bralczyk poluje

Maniacy książkowi opierają się informatyzacji. Nie wierzą w wirtualne czytelnie w sieci i nie ufają żadnym e-księgarniom.
- Książka jest przedmiotem. Czasami bardzo pięknym. Można go wziąć do ręki, cieszyć się nim - tłumaczy profesor Jerzy Bralczyk, znany językoznawca polski, specjalista w zakresie języka mediów, reklamy i polityki, który wizytę w każdym mieście zaczyna od przepatrzenia antykwariatów.
W antykwariacie mówią o profesorze z uznaniem.
- Latem zrobiłem tam całkiem pokaźne zakupy - śmieje się. I bardzo się cieszy, gdy mówię, że na Wieniawskiej czeka na profesora książka. Profesor ma w pamięci notatkę Joanny i Wojtka: Bralczyk "Pan Tadeusz”.
Bo językoznawca zbiera wydania narodowej epopei. - To najlepsza książka napisana w naszym języku, większość tekstu znam na pamięć - mówi profesor i opowiada o dwóch specjalnych egzemplarzach jakie ma w swoich zbiorach. To tekst przepisany ręcznie. - Są pięknie wykaligrafowane, mają duszę. Ale mnie cieszy wygrzebanie w antykwariacie nawet zwykłej edycji tekstu Mickiewicza. Ot, choćby jak ta kupiona latem w Lublinie. Brakowało mi takiej.

3 000 książek

Książki stoją równiutko na półkach, leżą w stosach. Czekają. Taka stacja przeładunkowa, przechowalnia. Tu każda książka ma swoja historię. Jedną ktoś podarował, drugą kupił, lubił, czytał i miał koło łóżka. Niejedną z nich jakiś zdradzony kochanek wrzucił znienawidzoną na dno szafy. Niech nie przypomina ofiarodawczyni!
Tylko tu można kupić miłość czyjegoś życia.
- Pod koniec października w antykwariacie przy Wieniawskiej natrafiłem na liczne książki z autografami autorów: uczonych humanistów, wybitnych krytyków, poetów, prozaików różnych pokoleń. Na początku nie zwróciłem uwagi na dedykacje. Nie do mnie przecież adresowane... Grzebałem w książkach dalej. Dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że pochodzą one z księgozbioru jednej tylko, tej samej osoby - tak na książki pani Agnieszki Maciejowskiej natknął się Mirosław Haponiuk. I historię nieżyjącej już zapamiętałej miłośniczki sztuki i kultury wysokiej, doktora matematyki Mirek Haponiuk opisał w swoim felietonie w miesięczniku "Zoom”.

Osiecka

- To było ze trzy tysiące książek. Siedziałam i wpisywałam na listę dzień w dzień do nocy. Większość z autografami - wspominają w antykwariacie kolekcję pani Maciejowskiej. - Rodzina usiłowała te zbiory oddać do biblioteki. Jednej, drugiej, trzeciej. Nikt nie chciał. W końcu trafiły do nas. Jeszcze sporo zostało. Z kim na temat właścicielki rozmawiamy to wszyscy sobie tą siwą panią w grubych okularach przypominają. Na każdym wieczorze poetyckim była, na każdym spotkaniu, spektaklu. Nie tak dawno jakaś klientka zastanawiała się nad książką Agnieszki Osieckiej. Cena wpisana ołówkiem - jak na wszystkich naszych książkach - 15 złotych. A klientka próbowała coś utargować wytykając, że o, tu pomazana. Mówię, spokojnie że to autograf Osieckiej. Klientka aż podskoczyła. Taaaaaak? Popatrzyła wnikliwie na mnie czy nie żartuję i na podpis i natychmiast zapłaciła.

Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!